REKLAMA

Hejtujesz kukirina? Mama pozwoli ci przeczytać nowe przepisy

W tym tygodniu byliśmy bombardowani zapowiedziami, że już zaraz rząd upora się z hulajnogami, bo ma świetne pomysły. W rzeczywistości te prace trwają już ponad rok, a to, co zobaczyliśmy w tym tygodniu, może nie rozwiązać problemu.

Hejtujesz kukirina? Mama pozwoli ci przeczytać nowe przepisy
REKLAMA

Z ostatnich ministerialnych wypowiedzi można wywnioskować, że wszystko jest już prawie ogarnięte. Zaraz będziemy żyli bez żadnych zagrożeń ze strony elektrycznych hulajnóg, które w rzeczywistości są motocyklami. Wystarczy złożyć ostatni podpis i już - rząd nas obroni.

REKLAMA

Niestety, tak może nie być, mimo że w końcu zobaczyliśmy konkretne przepisy. Po pierwsze, uregulowanie obecnej sytuacji będzie formalnie trudne - ja już widzę poważne luki. Po drugie, wiele rozwiązań nie zadziała wstecz. Po trzecie, niektóre pożyteczne przepisy już istnieją, tylko nikt nie jest w stanie ich egzekwować.

A po któreś tam, rząd od dawna nie jest w stanie tego ogarnąć. Niektóre własne propozycje kisi już ponad rok, co uprzejmie pomija w swych opowieściach.

REKLAMA

Może mama nie pozwoliła ministerstwu ogarnąć wcześniej sprawy hulajnóg i teraz hejtuje kukirina, jak w tej przyśpiewce? Sprawdźmy.

Nie kukirin, normalna hulajnoga elektryczna.

Stan prac nad hulajnogami

Tak je nazwijmy, dla uproszczenia, te sprzęty: hulajnogami. W rzeczywistości rząd musi zbiorczo zająć się wszystkimi elektrycznymi urządzeniami do przemieszczania się i nawet próbuje.

REKLAMA

Żeby nie było: te urządzenia są już opisane w przepisach, podobnie jak zasady poruszania się nimi. Oto jak wygląda to w skrócie. Hulajnoga elektryczna ma posiadać:

  • maksymalną prędkość konstrukcyjną do 20 km/h,
  • masę do 30 kg,
  • wymiary: długość maksymalnie 140 cm, szerokość 90 cm,
  • oświetlenie z przodu i z tyłu,
  • odblaski boczne,
  • hamulec - co najmniej jeden skutecznie działający,
  • dzwonek - wymagany sygnał ostrzegawczy,
  • oznaczenie producenta,
  • podpórkę zapewniającą stabilne ustawienie hulajnogi na postoju.
REKLAMA

Od 3 marca 2026 roku osoba poniżej 13. roku życia nie może poruszać się hulajnogą elektryczną po drodze publicznej. Może czynić to w strefie zamieszkania pod opieką osoby dorosłej.

A od 3 czerwca 2026 roku należy mieć na głowie kask - dotyczy to osób poniżej 16. roku życia - oraz kartę rowerową lub prawo jazdy kategorii AM, A1, B1 albo T, między 13. a 18. rokiem życia.

REKLAMA

Proszę bardzo, regulacje są, tylko przy obecnym zalewie elektrycznych urządzeń do przemieszczania się nie bardzo da się je wyegzekwować. Szczególny problem stanowią urządzenia, które nie spełniają wymogów, są zbyt mocne i zbyt szybkie. Stąd nowe pomysły.

Nowe pomysły

Dzieci nie mogą jeździć motocyklem po chodniku. Tego nie rozumie wiele osób, które beztrosko kupują swoim pociechom zbyt mocne elektryczne hulajnogi. Zbiorczo nazywane są kukirinami - od nazwy jednego z popularnych modeli.

REKLAMA

Poczucie zagrożenia u pieszych nie jest dla rządu wielkim motywatorem do działania. Są nim filmiki z internetu. Ostatnio słynny stał się obrazek, na którym tak zwany kukiriniarz - osoba małoletnia na hulajnodze elektrycznej - pędzi z prędkością około 100 km/h po drodze trzypasmowej.

To wywołało ministra i ministerstwo do aktywności medialnej. Usłyszeliśmy, że prace nad nowymi przepisami są już na ukończeniu. W przestrzeni medialnej pojawiały się zapowiedzi:

  • kontroli rynku przez Transportowy Dozór Techniczny,
  • hamowni dla służb,
  • wspominano nawet o możliwości wprowadzenia obowiązkowego OC,
  • a także o konfiskacie sprzętów.
REKLAMA

No to fajnie, miło, sympatycznie. Problem? Część z tych pomysłów leżała na biurkach już od maja 2025 roku, a o części słyszymy po raz pierwszy i chyba pozostaną w sferze marzeń, bo nie znalazły się w ostatniej wersji przepisów.

Może coś się dopisze w korytarzu, w drodze do biurka premiera, bo to już ten etap.

REKLAMA

Projekt z brodą

Jeden z projektów ma za sobą długą drogę. W maju 2025 roku pojawił się projekt ustawy o zmianie ustawy o systemach homologacji pojazdów, ale na początku nic o hulajnogach w nim nie było. Pojawiły się dopiero we wrześniu, rok temu.

Potraktowano je trochę po macoszemu. Ograniczono się do przydzielenia Dyrektorowi TDT kompetencji w sprawie homologacji hulajnóg, a straży miejskiej do pomiaru prędkości maksymalnej pojazdów. Nie były to obowiązujące przepisy i nie były też specjalnie konkretne.

REKLAMA

Nie przeszkodziło to ministrowi mówić, że znajdzie bat na elektryczne eksperymenty. Szukał go rok.

Elektryczne potwory:

REKLAMA

Wersja, która pojawiła się 7 października 2026 roku, zajęła się hulajnogami elektrycznymi, urządzeniami transportu osobistego (UTO), rowerami z napędem elektrycznym (uruchamianym naciskiem na pedały) i wózkami rowerowymi z takim napędem.

Proponuje się tam:

  • zakaz wprowadzania do obrotu lub udostępniania na polskim rynku pojazdów przeznaczonych do przemieszczania się po drodze, jeśli nie spełniają warunków technicznych,
  • odpowiedzialność producenta, importera i dystrybutora za zgodność pojazdu z warunkami technicznymi,
  • wymóg dołączania deklaracji zgodności do każdego pojazdu,
  • kontrolę importu przez organy celne,
  • uprawnienia policji i straży miejskiej do kontroli prędkości i mocy za pomocą odpowiednich przenośnych urządzeń,
  • odpowiedzialność przedsiębiorców, nawet z obowiązkiem wymiany lub odkupienia przedmiotu od klienta i karami w wysokości przeciętnego wynagrodzenia,
  • ale pozostawiono możliwości sprzedaży pojazdów nieprzeznaczonych do poruszania się po drodze.
REKLAMA

No cóż, czy furtka pozostawiona w ostatnim punkcie nie okaże się zbyt szeroko otwarta? Czas pokaże, czas pokaże.

Producent, importer lub dystrybutor będzie oświadczał przeznaczenie pojazdu pod groźbą odpowiedzialności karnej, ale przecież nie odpowiada on za to, jak pojazd będzie wykorzystywany w rzeczywistości.

REKLAMA

Ale to nie jest wszystko, co przyszykował rząd w sprawie hulajnóg.

Przepisy mniej brodate

W czerwcu pojawiły się propozycje dotyczące parkowania hulajnóg i udziału samorządów w kontrolowaniu parkowania. Dorzucono je na doczepkę do projektu dotyczącego zupełnie innych spraw.

Nie wybrzydzajmy jednak, bo także w tym tygodniu doczekaliśmy się wersji w bardziej ostatecznej postaci. W tych przepisach zaproponowano rozwiązania dotyczące wypożyczanych hulajnóg oraz zmiany dotyczące kart rowerowych.

Należące do przedsiębiorcy hulajnogi elektryczne i inne urządzenia elektryczne:

  • będą parkowane w miejscach wyznaczonych przez zarządcę drogi,
  • zarządca zawrze w tym celu umowę z operatorem, czyli tym przedsiębiorcą,
  • będzie można je usunąć, jeśli będą nieprawidłowo zaparkowane,
  • będzie to kosztować 200 zł oraz 50 zł za każdy dzień przechowywania,
  • ale dopiero od 1 stycznia 2028 roku.

Jest też mowa o obniżeniu wieku umożliwiającego posiadanie karty rowerowej do 9 lat oraz o braku obowiązku jej posiadania po ukończeniu 14. roku życia. Nie odnosi się to jednak do hulajnóg elektrycznych.

W ministerstwie faktycznie doszło do przyspieszenia prac, ale nie są to jeszcze obowiązujące przepisy. Najbliżej przyjęcia są te dotyczące homologacji i wprowadzania do obrotu.

Nie zapominajmy tylko, że tych pojazdów jeździ po naszych drogach już sporo, a nowe przepisy, które regulują ich sprzedaż nie dotyczą tych już sprzedanych. Pozostają już obowiązujące przepisy, a z ich egzekucją wiemy jak jest.

Grzegorz Karczmarz
Redaktor

Redaktor prowadzący Autoblog.pl. Współtworzy dział Porady, choć stanowczo woli dział Jednoślady, gdzie testuje wszystko, co ma dwa lub trzy koła. Najchętniej jeździłby na co dzień Piaggio Ape, bo uważa, że koła z doczepionym dachem to wystarczający środek transportu. W połowie życia postanowił zostać dziennikarzem motoryzacyjnym i mu się udało. Pracował i wciąż współpracuje z DEKRA, a gdy nie ma go na Autoblogu, to jeździ po Polsce przeprowadzając audyty.

REKLAMA
REKLAMA