20 milionów złotych wróci do polskich kierowców. Trzeba złożyć wniosek
Od dziś kierowca auta o DMC do 3,5 tony z podpiętą przyczepą przestaje podlegać systemowi poboru opłat. Znika obowiązek, znika kara, a na porzuconych kontach leży ponad 20 milionów złotych, które trzeba sobie odebrać samemu.

Poniedziałek 21 września to data, na którą część kierowców czekała od miesięcy. Zestaw złożony z osobówki i przyczepy kempingowej, lawety albo przyczepy do transportu łodzi wypada właśnie z systemu e-TOLL. W życie wchodzi bowiem przepis uchwalony jeszcze w maju, podpisany w lipcu i ogłoszony w Dzienniku Ustaw, który odleżakował swoje w zamrażarce vacatio legis.
Sama zmiana jest dziecinnie prosta. Do wczoraj liczyła się łączna masa całego zaprzęgu, więc wystarczyło podpiąć do kombi albo SUV-a cięższą przyczepę, przekroczyć magiczne 3,5 tony i już płaciło się za drogi jak lekka ciężarówka. Od dziś liczy się wyłącznie masa samego pojazdu ciągnącego. Jeśli auto nie przekracza 3,5 tony, można holować za nim choćby jacht, a system poboru opłat pozostanie niewzruszony. DMC przyczepy przestało mieć znaczenie z dnia na dzień.
Dla kierowców przekłada się to na dwie konkretne rzeczy. Po pierwsze, nie trzeba już zakładać konta, pobierać aplikacji, pilnować salda i modlić się, żeby na płatnym odcinku obwodnicy nie zabrakło środków. Po drugie, przestaje straszyć kara, która przez lata wisiała nad każdym urlopowym wyjazdem z przyczepą. Za brak opłaty w takim lekkim zestawie groziło do tej pory 500 złotych kary – wystarczyło raz zapomnieć o doładowaniu konta, żeby weekend nad jeziorem zrobił się wyraźnie droższy.
Albo się upomnisz, albo stracisz
Państwo skończyło pobierać opłaty, ale pieniędzy, które już wzięło, samo nie odda. Na kontach założonych wyłącznie po to, żeby jeździć osobówką z przyczepą, wciąż leżą realne kwoty. Krajowa Administracja Skarbowa podała to w odpowiedzi na pytanie dziennikarzy: takich kont jest ponad 365 tysięcy, a łącznie zdeponowano na nich blisko 21 milionów złotych. To średnio kilkadziesiąt złotych na konto, ale w wielu przypadkach uzbierało się znacznie więcej.

Żeby te środki wróciły, trzeba złożyć wniosek. Nie ma automatu, nie ma przelewu z urzędu ot tak, nie ma powiadomienia, które załatwi sprawę za ciebie. We wniosku wskazuje się rachunek, na który mają trafić pieniądze, i dopiero wtedy kasa wraca do właściciela. Dotyczy to zarówno wpłat przedpłaconych, jak i pieniędzy wniesionych jako zabezpieczenie przy płatności okresowej.
Zegar już tyka
Na złożenie wniosku jest sześć miesięcy od dziś. Kto przegapi termin, dodatkowo zasili państwowy budżet. Niewykorzystane środki trafią bowiem do Krajowego Funduszu Drogowego, który zagospodaruje je bez pytania kogokolwiek o zdanie. Innymi słowy, twoje kilkadziesiąt czy kilkaset złotych sfinansuje remont drogi albo jakąś inną doraźną potrzebę.
Resztą formalności zajmą się urzędnicy. Konta obsługujące wyłącznie pojazdy, które dziś wypadają z systemu, skarbówka zamknie sama, a dane tych aut znikną z rejestru. Postępowania za dawne naruszenia sprzed wejścia zmian nie będą już wszczynane, a te, które obecnie się toczą, mają zostać umorzone. To akurat rzadki przypadek, gdy urząd sam sprząta bałagan, który wcześniej narobił.
Nie mogę też nie zauważyć, że przepisy weszły dziś, a więc w momencie, gdy sezon kempingowy właśnie się zwija. Kto całe wakacje woził rodzinę nad morze z przyczepą, płacił do 20 września na starych zasadach. Ulga przyszła, owszem, tylko akurat wtedy, kiedy większość przyczep wracała już do garaży na zimowy sen. Wyczucie czasu takie, że aż chce się bić brawo.
Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.