W Polsce biją się na CPN i PKN. We Francji robią przelewy
Znad Sekwany płynie kusząco prosty przekaz: masz auto i dużo jeździsz – dostajesz przelew. Znad Wisły równie prosty: masz auto – dostajesz kolejną odsłonę politycznej wojenki o cenę maksymalną i podatek od zysków koncernów paliwowych. Klasyka.

We Francji średnia cena oleju napędowego w niedzielę 20 września sięgnęła 2,41 euro za litr. To nowy rekord. Wzrost cen paliw jest efektem zakłóceń na światowym rynku ropy związanych z konfliktem na Bliskim Wschodzie i problemami z dostawami. Francuska odpowiedź jest jednak dość nietypowa: część kierowców może po prostu dostać pieniądze.
Masz daleko do pracy, dostajesz 100 euro
Najbardziej uniwersalnie brzmiący element pomocy to 100 euro dla tzw. grands rouleurs, czyli osób wykorzystujących samochód do pracy i pokonujących odpowiednio duże odległości. Trzeba przejeżdżać co najmniej 15 km w jedną stronę między domem a miejscem pracy albo pokonywać ponad 8000 km rocznie w ramach działalności zawodowej.
Jest też kryterium dochodowe: dochód podatkowy nie może przekraczać 16 880 euro na tzw. część podatkową gospodarstwa domowego. Francuzi dzielą dochód rodziny na takie części: singiel to jedna „część podatkowa”, małżeństwo to dwie, a dziecko to pół.
Do tego dochodzi jeszcze kilka gwiazdek. Pomoc jest jednorazowa, dotyczy samochodów spalinowych i hybryd bez możliwości ładowania z gniazdka, a jeden pojazd może otrzymać ją tylko raz. Francuski rząd sam opisuje te 100 euro jako równowartość około 20 centów na litrze przez sześć miesięcy. Przy obecnej cenie diesla łatwo policzyć, jak szybko taki prezent znika w baku.
Jest też druga ścieżka: pracodawca może wypłacić pracownikowi świadczenie związane z kosztami paliwa. To rozwiązanie dobrowolne, a jego zasady podatkowo-składkowe są bardziej skomplikowane, niż sugerowałoby proste „dopłata dla każdego”. Francuski rząd podniósł jednak w 2026 r. maksymalny poziom tego świadczenia z 300 do 600 euro.

Profesjonaliści mają własne programy. Spedytorzy mogą otrzymać od 70 do 500 euro na pojazd, zależnie od jego kategorii, z limitem 60 tys. euro na firmę. Pracownicy pomocy domowej mogą skorzystać z 100 euro dla grands rouleurs, jeśli pokonują ponad 33 km dziennie, dojeżdżając do podopiecznych. Taksówkarze z kolei mogą skorzystać z dopłaty do zakupu samochodu elektrycznego sięgającej 5500 euro.
To nie jest więc jeden wielki francuski rabat na paliwo. Państwo próbuje raczej wybierać tych, którzy mają konkretny powód, żeby dużo jeździć. Szerokiego programu obniżki cen na wszystkich stacjach nie ma, z wyjątkiem ograniczenia cen w sieci TotalEnergies.
My zamiast przelewu żonglujemy literkami
W Polsce zamiast przelewu dostajemy polityczne przeciąganie liny. Przez wakacje działał program CPN, którego podstawą były obniżony VAT na paliwa oraz ustalane odgórnie maksymalne ceny detaliczne. Program wygasł 31 sierpnia, od września ceny maksymalne zniknęły, VAT wrócił do 23 proc., a ceny wystrzeliły w górę.
Od tego czasu jest tylko drożej. We wtorek 22 września diesel kosztuje średnio około 8,85 zł za litr, a w niektórych zestawieniach poziom zbliża się już do 9 zł. Pb95 w większości kraju trzyma się zaledwie kilka groszy poniżej 8 zł. A w tle dostajemy typowo polskie „piekiełko” polityczne.
Rząd chce ponownie uruchomić działania osłonowe, a pieniądze mają pochodzić m.in. z podatku od nadzwyczajnych zysków firm paliwowych. Ustawa przewiduje 60 proc. podatku od nadzwyczajnego zysku, czyli od części przekraczającej ustalony poziom referencyjny. Wpływy z tego rozwiązania szacowane są na około 4 mld zł.
Problem w tym, że Karol Nawrocki skierował ustawę do Trybunału Konstytucyjnego, przez co pieniądze potrzebne do finansowania kolejnych działań osłonowych pozostają zablokowane do czasu rozstrzygnięcia sprawy. W międzyczasie prezydent przedstawił własny projekt „Paliwo Kosztuje Normalnie”. Skrót PKN jest jednocześnie zgodny z inicjałami Karola Nawrockiego i dawnym giełdowym oznaczeniem Orlenu. Ot, taki zgrabny przypadek.
Prezydencki pomysł zakłada inny mechanizm kształtowania cen. Propozycja to m.in. ograniczanie marż i możliwość zastosowania kolejnych instrumentów osłonowych, jeśli spełnione zostaną określone warunki. Według założeń projektu ceny paliw mogłyby spaść nawet o około 2 zł na litrze. Tyle że na razie to tylko projekt.

Różnica między obiema receptami jest prosta: rządowy CPN to gotowa obniżka bez pieniędzy, bo daninę na nią zamroził prezydent. Prezydencki PKN to pieniądze i narzędzia, których zapewne nie ruszy rząd, bo idą wybory i nikt nie chce, żeby wyborca dziękował przeciwnikowi. Dwa trzyliterowe skróty, jedno przeciąganie liny, a kierowca stoi między nimi z pistoletem dystrybutora w dłoni i ze łzami w oczach.
Która droga lepsza?
Jak na dłoni widać tu różnicę między Francją a Polską. Francuzi mają system pełen warunków, wyjątków i gwiazdek. Ich 100 euro nie rozwiązuje problemu drogiego paliwa, a część innych form pomocy jest skierowana wyłącznie do konkretnych grup. Ale jeśli spełniasz warunki podstawowej dopłaty, pieniądze faktycznie do ciebie trafiają.
W Polsce pomoc przybrała bardziej pośrednią formę: najpierw CPN, potem spór o podatek od nadzwyczajnych zysków, a następnie prezydencki PKN. Z punktu widzenia kierowcy wszystkie te skróty mają jednak wspólny mianownik: na końcu i tak podjeżdżasz pod dystrybutor i patrzysz na cenę za litr.
I właśnie ten rachunek jest dzisiaj najbardziej demokratycznym elementem całej historii. A dla polityków najważniejsze wydaje się rozłożenie rekordowych rachunków tak, żeby wyborca obwiniał kogoś innego.
Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.