Czy potrzebujesz mocy do frajdy z jazdy? Sprawdzili to i jest odpowiedź
Czy do odczuwania przyjemności z jazdy samochodem potrzebna jest wielka moc i prędkość? W sposób czysto naukowy sprawdzono to w Wielkiej Brytanii, przy wsparciu firm Castrol oraz Brainbox.

Wśród miłośników motoryzacji często przewija się dyskusja, czy w uzyskiwaniu przyjemności z jazdy samochodem ważna jest moc. Osobiście jestem z obozu przeciwnego - uważam, że nic nie daje takiej przyjemności, jak przyciskanie małego, słabego autka do granic jego możliwości i że niewiadomo jaka prędkość nie jest do tego potrzebna. Ale są też tacy, według których bez 300 KM nie ma co zaczynać rozmowy. Ale ile jest w tym prawdy?
Trzeba było podejść naukowo
W Wielkiej Brytanii przeprowadzono badanie naukowe, które miało na celu dokładniejsze określenie czynników wpływających na uśmiech za kierownicą - a szczególnie tego, na ile ważna jest w tym moc samochodu i uzyskiwane przez niego prędkości.

Aby dojść do tego wniosku, kilku kierowców wyposażono w sprzęt monitorujący ich tętno, reakcje skóry (tzw. gęsią skórkę) oraz reakcję gałek ocznych czy mózgu. Następnie przeszli oni pięć różnych testów na zamkniętym torze, w trakcie których byli albo kierowcą, albo pasażerem. Rejestracją i analizą tej dużej ilości danych neurofizjologicznych zajął się Brainbox - brytyjska firma specjalizująca się w neuronauce.
Wykorzystano szeroką gamę pojazdów: począwszy od gokartów, przez terenowego Land Rovera Defendera, kończąc na torowych supersamochodach, jak Palmer JP-LM, czy McLaren Artura GT4.

To jaki samochód dawał najwięcej frajdy?
Najwięcej przyjemności wykazywali prowadzący Arturę GT4 - torową bestię, pozbawioną układu hybrydowego z wersji drogowych. Jednak równocześnie nie była to zasługa samej prędkości, a stan intensywnej stymulacji psychicznej i fizycznej, i pełne skupienie mózgu na zadaniu, wynikające z potrzeby znalezienia równowagi między strachem a ekscytacją.
Chociaż reakcje poszczególnych osób były różne, osoby badane niebędące zawodowymi kierowcami były bardziej przestraszone niż podekscytowane, gdy siedziały w wyścigowym Palmerze JP-LM. Ich mózgi emitowały fale związane ze stresem i lękiem, a ich oczy zaczęły gwałtownie mrugać.
Uczestnicy doświadczyli również prawdziwego dreszczyku emocji - w najlepszym tego słowa znaczeniu - w gokartach oraz podczas jazdy terenowej, która odbyła się przy prędkości zaledwie 8 km/h. Te dwie aktywności pozwoliły im poczuć kontrolę i potrzebę skupienia, które według badania są fundamentalne dla przyjemności z jazdy.
Współzałożyciel Brainbox Dan Phillips twierdzi, że najsilniejszy dreszczyk emocji pojawia się, gdy pobudzenie, kontrola i immersja występują jednocześnie. W tym ujęciu dreszczyk emocji wynika mniej z maksymalnej prędkości, a bardziej z koncentracji na zadaniu, co przejawia się w aktywności mózgu, tętnie i zachowaniu oczu.
A co to oznacza? Że nie potrzebujesz wielkiej mocy i super wyrafinowanej maszyny, żeby cieszyć się z siedzenia za kierownicą. Ale to też nie oznacza, że w swoim chińskim SUV-ie na drodze wojewódzkiej zachwycisz się po wejściu w wiraż. Lekkie autka sportowe czy hot-hatche powinny dać tyle emocji, że wystarczy każdemu.
Więcej ciekawostek znajdziesz tutaj:
Od 2024 r. redaktor portalu Autoblog. Zajmuje się tematyką motoryzacji rosyjskiej, chińskiej, a także samochodami klasycznymi i nietypowymi. Po pracy, na imprezach porywa towarzystwo ciekawostkami o fabrycznych oznaczeniach radzieckich samochodów. Miłośnik włoskiej motoryzacji, hawajskich koszul i wszystkiego, co smakuje miętą.