REKLAMA

Zobaczyłem Maybacha przed kościołem. Miał kolor papieskiej kremówki

Wszyscy znacie te żarciki o Maybachu i hierarchach kościelnych. Do tej pory myślałem, że to legenda, a tymczasem przed lokalnym kościołem zobaczyłem Maybacha i się zakochałem. Miał kolor papieskiej kremówki.

Zobaczyłem Maybacha przed kościołem. Miał kolor papieskiej kremówki

Kilkanaście lat temu cała Polska żyła Maybachem, którego miał posiadać pewien ojciec dyrektor, co okazało się nieprawdą, ale na trwale zakorzeniło się w świadomości społeczeństwa. Do dzisiaj słyszę żarciki na ten temat, część udanych, część mniej, ale Maybach i kościół są ze sobą nierozłącznie powiązane.

Te żarty przyszły mi momentalnie do głowy, gdy przed lokalnym kościołem zobaczyłem Mercedesa-Maybacha klasy S w kolorze, który od razu skojarzył mi się z papieżem. Jest wspaniały.

Spotkałem Maybacha pod kościołem. Mógłby nim jeździć biskup

Zobaczcie sami jak majestatycznie wygląda. Dwukolorowe malowanie, które od razu kojarzą się z papieską kremówką. Mamy biały krem i złote ciasto. Idealne połączenie:

Tłusta fura, która robi ogromne wrażenie. Od razu myślisz, że na wizytację parafii przyjechał jakiś dostojnik, może arcybiskup, może nawet kardynał. Nic z tych rzeczy niestety.

To prywatne auto zwykłego cywila, bez związków z kościołem. Po prostu w okolicy nie ma gdzie parkować, zwłaszcza tak sporym i drogim autem, więc zostawił samochód na kościelnym parkingu.

W sumie też bym tak robił, bo przecież manewrowanie Maybachem na osiedlu z początku lat 90. nie należy do prostych. Znając poszanowanie ludzi do cudzej własności, to po dwóch dniach rysy popsułyby papieski wygląd tego samochodu.

Ile kosztuje taki samochód? Na pewno więcej niż milion, bo samo dwukolorowe malowanie to koszt około 80 tys. zł dopłaty, a przecież mamy tutaj akcesoryjne felgi, a i wnętrze nie wygląda na biedne.

To przedliftowy model i patrzycie na bazową odmianę 580. Pod maską ma czterolitrową V8 o mocy 526 KM. Do setki ten ponad dwutonowy kolos rozpędza się w 4,8 s. Długość tej odmiany to 5,47 m. To naprawdę potężne auto.

Jest tylko jeden zgrzyt - znaczki Maybacha. Otóż w oryginale powinien być tylko jeden w okolicy tylnej szyby. Tutaj mamy na masce i na klapie z tyłu. To nie jest oryginalne. Nie wiem w sumie po co dokładać takie akcesorium do tego samochodu.

Co ciekawe - sprawdziłem numer rejestracyjny w bazach szwajcarskich i jak najbardziej jest to Mercedes-Maybach, a nie zwykła klasa S przerobiona na własną rękę. Po co? Nie mam najmniejszego pojęcia

W sumie mogłoby służyć za zachętę do nowych powołań, bo ostatnio na to narzekają hierarchowie. Przyjdź do nas, a Maybach jest w zasięgu ręki. Tłumy chętnych waliłyby drzwiami i oknami do najbliższego seminarium.

Paweł Grabowski
Redaktor

Dziennikarz Autoblog.pl. Poprzednio pisał dla serwisu Bezprawnik.pl, dla którego stworzył ponad 200 tekstów. Od 10 lat zajmuje się również kontrolą jednostek samorządowych, ale od zawsze jego marzeniem było pisać na tematy motoryzacyjne. Do redakcji dołączył w październiku 2020 r. Specjalizuje się w zdjęciach szpiegowskich, wizualizacjach, modelach marki BMW oraz zmianach w prawie, które bezpośrednio wpływają na motoryzacyjny świat. Obudzony w nocy potrafi wymienić zalety poszczególnych silników niemieckiej marki. Potrafi wydobyć z czeluści internetu informację na dowolny temat. Jeździ ostatnim klasycznym BMW, ale nocami marzy o BMW X6.