Kurier dostał „mandat obywatelski”. Nie był w walucie miłości
Na wrocławskim Jagodnie ktoś wpadł na pomysł, żeby zostać jednocześnie policją, komornikiem i ministrem transportu. Wszystko na jednej kartce z drukarki. Wyszło tak, że pół Polski płacze ze śmiechu, a kurier właśnie zamienił to miejsce w miniserial.

Dzień jak co dzień. Kurier z profilu „Jestem kurierem, więc rzucam paczkami” podwoził znajomemu meble z Ikei, wjechał na osiedlowy parking i stanął na jakimś przypadkowym miejscu. Panowie wnieśli meble, usiedli przy kawie, pogadali. Całość miała trwać jakieś trzydzieści minut. Po powrocie za wycieraczką busa czekało pismo, nad którym mało kto przeszedłby obojętnie.
Już tytuł ustawiał ton całej historii: „Zakaz parkowania | Mandat obywatelski”. A dalej było tylko lepiej. Opłata za „nielegalny” postój to 500 zł, a brak przelewu miał skutkować „postępowaniem windykacyjnym”. Autor groził zgłoszeniem na policję i do ministerstwa transportu oraz publikacją numerów rejestracyjnych „na grupę osiedlową”. Zabrakło tylko wszystkich świętych.
Na deser dorzucił ofertę, której z pewnością nie powstydziłby się nawet najpoważniejszy dział marketingu: możliwość ukrycia tablic rejestracyjnych za dodatkowe 200 zł. Przepiękny model biznesowy.
Kartka to nie kara
Ponieważ Autobloga czytają różne osoby, muszę zacząć od oczywistej oczywistości: „mandat obywatelski” nie istnieje. To zwykła kartka papieru. Osoba prywatna nie ma żadnego prawa nakładać mandatów, a już na pewno nie może straszyć windykacją bez wyroku sądu i tytułu wykonawczego. Domowy wydruk za wycieraczką ma dokładnie taką moc sprawczą jak liścik od sąsiada z prośbą, żebyś ściszył telewizor. Oczywiście możesz, ale nic nie musisz.
Właściciel prywatnego parkingu rzeczywiście może ustalać na swoim terenie zasady i dochodzić roszczeń. Ale robi to przed sądem, a nie w Wordzie. Groźba upublicznienia cudzych tablic rejestracyjnych to zresztą osobny temat, w którym role bohatera i poszkodowanego mogą się bardzo szybko odwrócić. A końcówka o „opłacie za ukrycie numerów” pachnie już czymś, co komentujący nazwali wprost próbą wyłudzenia, i trudno się z nimi kłócić.
Sąd ludowy w akcji
Internet zrobił to, co internet robi najlepiej. Ktoś zaproponował, żeby zapłacić 500 obywatelskich złotych narysowanych długopisem na kartce. Ktoś inny dopytywał o fakturę. Pojawił się pomysł, żeby wrzucić na podany numer konta przelewy po 1 gr z odpowiednim tytułem i uprzejmie donieść do urzędu skarbowego o niezgłaszanym przychodzie. Ktoś dorzucił krótkie „Instalacja pod sufitem p…nęła”. I to ostatnie zdanie właściwie zamyka temat diagnozy.
Znalazł się nawet człowiek z autentyczną historią z Gliwic, gdzie dostał podobną kartkę z karą 800 zł, a sprawa skończyła się tak, że to autor „mandatu” musiał zapłacić kilka tysięcy za porysowanie felg. I to decyzją sądu.
Życie kuriera to nie je bajka
Na tym jednak historia z wrocławskiego Jagodna się nie kończy. Otóż właściciel miejsca, który doczekał się uroczej ksywki „Kuba Obserwator”, postawił znak, że nie wolno tam parkować. Na miejscu, którego – jak się okazało – pan Kuba w ogóle nie potrzebuje, nie korzysta z niego i od kilku miesięcy próbuje je dopiero wynająć.
Kurierowi natomiast najwyraźniej życie niemiłe, bo wrócił i znów stanął tam swoim busem. I wtedy na miejsce dojechała też karma – przy próbie odjazdu auto powitało kierowcę kontrolką check engine. Fiat, jak to ma w zwyczaju, wybrał najgorszy możliwy moment. Zostaje więc na miejscu na 48 godzin, aż podjedzie laweta. A na balkonie stanęła już – a jakże – kamera na statywie. Mandaty z drukarki i chałupnicze CCTV.
A kurier czeka. Nie tylko na lawetę, ale też na okazję, żeby wręczyć autorowi własny „mandat obywatelski”. Sytuacja jest zatem rozwojowa i zapewne przyniesie jeszcze niejeden zwrot akcji oraz solidną beczkę śmiechu.
Cała ta sprawa jest idealnym portretem pewnego typu ludzi – samozwańczych sprawiedliwych, którzy sami sobie przyznają prawo do osądu i wymierzania kary, i sami drukują na to zaświadczenie. Facet chciał być urzędem, sędzią i ministrem, a został viralem. I szczerze, trudno o sprawiedliwszy wyrok niż blisko 10 tysięcy lajków pod cudzą kompromitacją.
Za klamrę niech posłuży komentarz jednego z obserwujących facebookowy profil kuriera: „Już kiedyś byłeś na Jagodnie, mało? Nic Cię to nie nauczyło?”. Kurtyna.
Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.