REKLAMA

To nie koniec tanienia paliw. Rząd się gimnastykuje

Prezydent odesłał windfall tax do Trybunału Konstytucyjnego, więc rząd rozrysował to na nowo. Zamiast daniny od nadzwyczajnych zysków proponuje wyższy CIT dla paliwowych gigantów. Cel pozostaje bez zmian.

To nie koniec tanienia paliw. Rząd się gimnastykuje

Rząd musi się gimnastykować. Nie tylko w odpowiedzi na zmieniające się jak w kalejdoskopie czynniki geopolityczne na świecie, ale też z powodu niesprzyjającej sytuacji wewnętrznej. Prezydent – jak zresztą zapowiadał w swojej kampanii – nie pomaga, a wyborcy uważnie patrzą z paragonami za paliwo w ręce.

Karol Nawrocki nie podpisał ustawy o podatku od nadzwyczajnych zysków ze sprzedaży paliw ciekłych, tylko skierował ją do Trybunału Konstytucyjnego. Sprzeciw prezydenta wywołał fakt, że danina miała wejść w życie w sierpniu, a obejmować zyski już od marca. Podparł się przy tym starym dobrym lex retro non agit – prawo nie działa wstecz.

Ustawa z 3 lipca zakładała stawkę 60 proc. od nadwyżki ponad marżę referencyjną, a największym płatnikiem byłby oczywiście Orlen. Bez tego w budżecie powstała dziura wielkości 4 mld zł, bo tyle miały wynieść zyski z daniny. Zyski, które według rządzących miały sfinansować pakiet CPN.

Kolejne podejście

Program wygasł z końcem czerwca, a od lipca stacje benzynowe na nowo zmieniły się w scenografię codziennych małych horrorów. Ceny baryłki wsiadły na rollercoaster i nie chcą z niego zsiadać, więc rząd odwrócił się do prezydenta plecami i próbuje sięgnąć do kieszeni koncernów z drugiej strony.

W środę premier i minister finansów przedstawili projekt, który podnosi CIT dla koncernów energetycznych i paliwowych z 19 do 30 proc. Stawka ma następnie maleć rok po roku: do 26 proc. w 2028, 23 proc. w 2029, aż wróci do 19 proc. w roku 2030. Nowe prawo miałoby obowiązywać od 2027 r., co wytrąca prezydentowi argument o cofaniu się w czasie.

Sprytne, bo to już nie danina od zysków nadzwyczajnych, którą prezydent odesłał do TK, tylko zwykły podatek dochodowy. Trudniej go podważyć zarzutem o działanie wstecz, skoro ma obowiązywać od przyszłego roku. Objąć ma firmy o przychodach przekraczających 50 mln euro rocznie, więc drobni sprzedawcy z jedną lub kilkoma stacjami mogą spać spokojnie.

Już raz to przeszło

Ktoś w rządzie miał łebski plan. Ta sama konstrukcja – skok stawki i powolne schodzenie w dół – została użyta w listopadzie 2025 przy podwyżce CIT dla banków. Co ważne, tamtą ustawę prezydent podpisał. Jeśli więc teraz odmówi, a przy bankach się zgodził, będzie musiał nam wszystkim wyjaśnić, dlaczego jednym wolno, a drugim nie.

Rząd jest zdeterminowany, o czym słyszymy zresztą od tygodni. Minister aktywów zapowiadał kolejne inicjatywy, żeby nadzwyczajne zyski koncernów zasiliły państwową kasę. Minister finansów mówił wcześniej wprost: kolejne podejście będzie, trudno tylko powiedzieć kiedy. No to już wiemy kiedy.

Różne sposoby, efekt ten sam

To nie pierwszy raz, gdy rząd próbuje dobrać się do kieszeni koncernów. Wiosną pojawił się projekt z jeszcze wyższą stawką, sięgającą 75 proc., przy którym analitycy liczyli, że sam Orlen mógłby zapłacić około 6 mld zł. Potem stawka zjechała do 60 proc., ale odbiła się od prezydenta. Teraz jest CIT. Można odnieść wrażenie, że resort finansów testuje kolejne narzędzia jak wędkarz przynęty – jak nie chwyci na jedną, to spróbuje z drugą.

Jest jeszcze pomysł ministra energii Miłosza Motyki, żeby ustawowo ograniczyć tempo wzrostów cen na stacjach. Bo każdy kierowca wie, że gdy hurt drożeje, na dystrybutorze widać to z dnia na dzień, ale gdy hurt tanieje, obniżka dociera do nas w iście ślimaczym tempie.

Cała ta układanka ma jednak drugie dno, o którym łatwo zapomnieć przy dystrybutorze. Podatek od zysków spółki płacą z zysków, ale podatek dochodowy to już koszt prowadzenia interesu. A tak się składa, że koszty prowadzenia interesu mają brzydki zwyczaj lądowania na paragonie klienta.

Sam już nie wiem, czy kibicować rządowi, czy mocniej ścisnąć portfel. Zapewne jedno i drugie naraz.

Jedno jest pewne: „to nie koniec” to od miesięcy najbezpieczniejszy nagłówek w tej sprawie. Rząd szuka pieniędzy, prezydent wynajduje utrudnienia, a koncerny liczą zyski. Ktoś tę różnicę musi dopłacić. Kto? Mam wrażenie, że wszyscy znamy tę niewygodną odpowiedź.

Paweł Staromłyński
Redaktor

Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.