REKLAMA

Przedziwny Citroen C5 z wnętrzem z wystawowego modelu Carlsson: o co chodzi?

Czasem w polskich ogłoszeniach trafiają się rzeczy zupełnie niezwykłe. Pisałem już o Twingo w wersji Graffiti (jednej z 50 sztuk), a teraz mamy do czynienia z Citroenem C5 Carlsson wyglądającym jak fabryczny model wystawowy. 

Citroen C5 Carlsson
REKLAMA
REKLAMA

Carlsson to niemiecka firma tuningowa, która nie ograniczała się bynajmniej do ulepszania Mercedesów. Aby zwiększyć zainteresowanie Citroenem C5 i pozycjonować go bardziej jako samochód klasy premium, francuski producent zwrócił się do Carlssona w celu przygotowania wersji, która przyciągnie kupujących o wyższych wymaganiach. Carlsson dał radę: fabryczne kombi z V6 i automatyczną skrzynią biegów ozdobiono efektownym zestawem karoseryjnym i wielkimi felgami, moc silnika w tajemniczy sposób zwiększono o 15% do 235 KM (ponoć wystarczyło dać inny dolot i wydech), a wnętrze w całości obszyto koniakową skórą i alcantarą.

I tu zaczyna się robić ciekawie.

Fabryczny wariant Carlsson oferowany klientom nie miał wnętrza jak w egzemplarzu wystawowym. Było ono w ogóle niedostępne ze względu na wysoki koszt produkcji i przeróbek. Całość modyfikacji ograniczała się do zamontowania czarno-niebieskich foteli skórzanych. Wszystkie strony o Citroenach piszą, że powstał tylko jeden prototyp z koniakowym wnętrzem.

REKLAMA

Tak to wyglądało w prototypie:

Citroen C5 Carlsson

Taki wariant oferowano klientom:

REKLAMA
Citroen C5 Carlsson

Nigdy nie sprzedawano wersji z koniakową kabiną. A przynajmniej nie było jej w oficjalnym katalogu. Tymczasem oto w polskich ogłoszeniach można kupić lekko okaleczonego C5 Carlsson ze zwykłym, niepodłubanym V6, ale wykończeniem wnętrza identycznym jak w prototypie.

O konsultację o co tu chodzi poprosiłem Tomka Ferdka, wieloletniego właściciela Citroena C5 V6 i miłośnika tego modelu. Tomek potwierdził, że fabryczne C5 Carlsson nie miały takiego wnętrza i był nawet gotów uznać, że oferowany egzemplarz, to ten właśnie prototyp, który pokazano we Frankfurcie, tyle że ze zdjętym zestawem karoseryjnym i bez oryginalnych felg. Zauważył jednak, że tamto auto miało nawigację, a sprzedawany w Polsce C5 ma standardowy ekran monochromatyczny.

REKLAMA
Citroen C5 Carlsson

Nie da się, ale jak ktoś bardzo chce...

Można więc wysnuć teorię, że ktoś zamarzył o takim samochodzie, jaki był prezentowany w postaci prototypu i zażyczył sobie takie wnętrze jak na zdjęciach. Prawdopodobnie cena takiej przeróbki była astronomiczna, a być może wręcz wykorzystano doń elementy z egzemplarza wystawowego. Fotele wydają się być trochę inne, a zamiast dwóch podłokietników w prototypie z folderu mamy tylko jeden. Reszta, wyjąwszy górną obudowę deski rozdzielczej, jest dokładnie taka sama. Kto i po co zamówił tak kosmiczną opcję? Czy to rzeczywiście auto z folderu, tyle że pozbawione kilku charakterystycznych elementów? Nie wiadomo. Przenoszę sprawę do motoryzacyjnego archiwum X. A jeśli ktoś chce zaryzykować zakup tego wozu, to do wydania ma zaledwie 6200 zł. 

REKLAMA

Potwierdza to teorię, że osoby, które znają się na rzeczy, są w stanie trafić w polskich ogłoszeniach na pojazdy niesłychanie ciekawe. Sam kupiłem w Polsce Volkswagena T4 w pakiecie Fire & Ice, który zdaniem VW Classic... nigdy nie był oferowany z fabrycznym pakietem Fire & Ice. Skąd w takim razie wzięły się w moim egzemplarzu elementy z logo Fire & Ice przygotowane specjalnie dla T4 i niepodobne do tych z Golfa II, wytłumaczyć już nikt nie umiał.

Tymon Grabowski
Redaktor
REKLAMA
REKLAMA