REKLAMA

Kupili chińskiego SUV-a i płaczą. Marka znika, a 10 lat dostępu do części to mit

Największym ryzykiem przy kupowaniu samochodu od niedużej marki jest to, że firma zniknie. A właściwie, że zniknie zanim zdąży powstać niezależny ekosystem wokół jej samochodów. Taka sytuacja może pozostawić klientów zachęconych świetną ofertą z przysłowiową ręką w nocniku.

Kupili chińskiego SUV-a i płaczą. Marka znika, a 10 lat dostępu do części to mit

Wyobraźcie sobie taką sytuację - w końcu przychodzi ten cudowny dzień, że odbieracie swoje nowe, chińskie auto. Przez tygodnie jeździcie do pracy, w wakacje razem z rodziną jedziecie do Dębek czy innego Mielna, a na święta do mamusi.

I nagle, niczym grom z jasnego nieba spada informacja, że producent, bądź ewentualnie importer waszego samochodu upada. Radość zamienia się w koszmar - dlatego z kilku powodów należy się wystrzegać ryzykownych okazji od małych firemek, które mogą w krótkim czasie wycofać się z rynku.

Po pierwsze - części zamienne

Jeżeli upadnie duży producent, np. jakaś marka należąca do ogromnego koncernu, to właściciel starego samochodu zazwyczaj może spać w miarę spokojnie. Nawet jeśli firma zniknie, dostawcy nadal mają ekonomiczny interes w produkowaniu części, bo samochodów jest dużo, ewentualnie wiele elementów pokrywa się z modelami, które pozostają w produkcji.

Przykładem może być marka Saab, która mimo kilkunastu lat niebytu dalej ma sprawną sieć warsztatów i dostateczną dostępność części (choć duża w tym zasługa zorganizowanej grupy fanów), czy marki amerykańskie (np. Oldsmobile, Mercury, Plymouth), które były niemal identyczne z autami innych marek swoich koncernów i naprawimy je w tysiącu warsztatów w całym USA.

Saab 9-5 Aero

Natomiast przy małej, młodej marce sytuacja jest zupełnie inna – może być tak, że producentowi części zamiennych do jej aut czy ich importerowi nie będzie się to opłacać. I wtedy może się okazać, że masz kilkuletni samochód, który jest mechanicznie sprawny, ale nie można dostać do niego banalnych klocków hamulcowych albo podłączyć go do fabrycznego urządzenia diagnostycznego.

Zwłaszcza, że prawo nie przewiduje żadnego obowiązku dostarczenia części zamiennych ze strony producenta.

Kara za komputeryzację

To problem, który wynika pośrednio także z „gadżetyzacji” samochodów. W starym samochodzie producent mógł umrzeć i nic z tego powodu strasznego się nie wydarzy - Daewoo nie ma w Europie od ponad dwóch dekad, a nigdy nie słyszałem, żeby ktoś miał problem z naprawą Matiza czy Lanosa. Tylko, że przy tych koreańsko-polskich wyrobach mamy do czynienia z konstrukcjami prostymi jak drut, które ktoś z większą sprawnością manualną i minimum wiedzy naprawi nawet sam.

Chińscy producenci lubią zaś ładować do swoich aut wszystko, co jest tylko możliwe. W ten sposób samochód może być zależny od serwerów producenta. Jeżeli producent zamknie serwery, część funkcjonalności może po prostu przestać działać, nawet jeśli samochód mechanicznie jest w idealnym stanie. Mówimy o takich rzeczach, jak aplikacja na telefon, nawigacja i jej aktualizacje czy inne usługi internetowe.

A co z gwarancją?

Kupując nowy samochód, masz zasadniczo dwa różne zabezpieczenia: ustawową odpowiedzialność za wady po stronie sprzedawcy i gwarancję po stronie producenta. Problem w tym, że to dwie różne rzeczy.

Jeżeli producent bankrutuje, gwarancja producenta może w praktyce stać się bezwartościowa. Bo gdy firma de facto zakończy swoją działalność, to nie będzie mogła jej zrealizować. W takim przypadku pozostaje ewentualne zgłoszenie roszczenia w postępowaniu upadłościowym, ale wierzyciele mogą dostać zaledwie kilka groszy z każdej złotówki należności.

Przypadki upadku to nieodległy temat

Z tych powodów powinniśmy uważać na drobnych, mało popularnych producentów. W Niemczech np. ostatnio rozgorzała sprawa chińskiego producenta Aiways, który ma się znajdować na skraju upadku.

Sprawę bada znany niemiecki automobilklub ADAC, który zwracał się z prośbą o wyjaśnienia bezpośrednio do przedstawicieli marki. Nie uzyskał on jednak żadnej informacji, co do podmiotu kontaktowego w sprawie części zamiennych czy opieki gwarancyjnej, a właściciele 1000 samochodów sprzedanych od 2020 roku mają coraz większe obawy.

W naszym kraju też mieliśmy już perypetie z importerami dwóch chińskich marek - Skywella (obecnie Skyworth) oraz Seresa, które szybko się wycofały. Aktualnie nie do końca wiadomo też m.in. co z marką SWM, która zdaje się istnieć niemal jedynie w ofertach na portalach.

Jeżeli nie lubicie przygód pokroju poszukiwania świętego Graala, to nie radzimy kupowania auta od niszowej marki. A jeżeli się upieracie - wybierzcie leasing albo abonament.

Więcej porad znajdziecie tutaj:

Marek Stawski
Redaktor

Od 2024 r. redaktor portalu Autoblog. Zajmuje się tematyką motoryzacji rosyjskiej, chińskiej, a także samochodami klasycznymi i nietypowymi. Po pracy, na imprezach porywa towarzystwo ciekawostkami o fabrycznych oznaczeniach radzieckich samochodów. Miłośnik włoskiej motoryzacji, hawajskich koszul i wszystkiego, co smakuje miętą.