Zgodnie z jedną z popularniejszych porad dotyczących używania klimatyzacji w samochodzie powinniśmy jeździć w aucie w 31 stopniach Celsjusza. Nie zalecam.

Internet jest pełen porad, jak korzystać z samochodu w upały. Jedna z nich brzmi: nie ustawiaj klimatyzacji na temperaturę niższą o więcej niż 6 stopni od tej panującej na zewnątrz. Miało to sens jeszcze kilka lat temu. Teraz mamy inne upały i nie da się stosować do tej porady.
Przy 28 stopniach Celsjusza wszystko wygląda jeszcze rozsądnie. Taka temperatura kiedyś była upałem w Polsce i wtedy mogliśmy ustawić 22 stopnie i ruszyć w drogę. Problem pojawia się, gdy temperatura na zewnątrz wynosi 37 stopni, a taka ma pojawić się w tym tygodniu. W takiej temperaturze jeździłem już w te wakacje.
Zgodnie z zasadą sześciu stopni należałoby ustawić 31 stopni, a potem zemdleć w poczuciu dobrze wykonanego obowiązku.
Sześć stopni nie jest granicą biologiczną
Zalecenie, by różnica temperatur nie przekraczała 5–6 stopni, rzeczywiście pojawia się w poradnikach organizacji motoryzacyjnych. Chodzi w nim o to, by nie doprowadzać do dużych różnic między temperaturą zewnętrzną a tą, w której przebywamy.
Odpowiednia temperatura w samochodzie to 22–25 stopni, nie ma sensu dążenie do 18, co raczej nigdy się nie uda. Przy dużym upale nie da się obniżyć temperatury tylko o 6 stopni i podróżować komfortowo. Regułę sześciu stopni należy traktować jako ogólną wskazówkę dotyczącą komfortu.
Nie istnieje próg, po którego przekroczeniu organizm automatycznie doznaje „szoku termicznego”. Nagła zmiana temperatury może być nieprzyjemna, a dla osób starszych, chorych lub mających problemy z krążeniem bardziej obciążająca. Nie oznacza to jednak, że 7 stopni różnicy szkodzi, a 6 jest całkowicie bezpieczne.
Organizmowi szkodzi również przegrzanie. Wysoka temperatura utrudnia koncentrację, powoduje zmęczenie i może prowadzić do odwodnienia, a w skrajnych warunkach do udaru cieplnego. WHO podczas upałów zaleca korzystanie z klimatyzacji, a nie dzielne siedzenie w temperaturze przekraczającej 30 stopni.
Samochód nie funkcjonuje w próżni
Poza tym nie podróżujemy w próżni. Po wyjściu z samochodu pewnie wejdziemy do galerii handlowej, biura albo sklepu, w którym klimatyzacja działa jeszcze intensywniej niż w naszym samochodzie. Cały nasz trud, by panować nad temperaturą w jakiej przebywamy pójdzie na nic.
Chwilę później znowu wyjdziemy na rozgrzany parking i do gorącego auta. Nie da się ustawić temperatury w samochodzie tak, żeby przez cały dzień chroniła nas przed każdą zmianą warunków. Inne zasady trzeba przyjąć dla krótkich przejazdów, a inne dla dłuższych podróży.
Podróż podróży nierówna
Nie ma wielkiego sensu zadawać układowi niskiej temperatury, jeśli za kilkanaście minut wysiądziemy. Ciągłe zmienianie warunków i kierowanie na siebie nawiewu zimnego powietrza to prosty sposób na infekcję.
Pamiętajmy też, że w samochodzie z automatyczną klimatyzacją liczba na wyświetlaczu oznacza temperaturę zadaną dla wnętrza – i to umownie, bo nigdy taka w nim nie zapanuje – a nie temperaturę powietrza wydobywającego się z nawiewów.
Układ korzysta z czujników temperatury wewnętrznej i zewnętrznej, a często również z czujnika nasłonecznienia, po czym dobiera pracę sprężarki, siłę nawiewu, jego kierunek i obieg powietrza.
Dlatego ustawienie 18 zamiast 22 stopni zazwyczaj nie sprawi, że rozgrzane auto zacznie chłodzić się dwa razy szybciej. W trybie automatycznym system i tak może na początku uruchomić intensywne chłodzenie, a następnie stopniowo ograniczyć jego moc.
Na krótkim dystansie najwięcej można zyskać nie sposobem ustawienia klimatyzacji, lecz pozbyciem się nagrzanego powietrza przed rozpoczęciem jazdy.
Najpierw trzeba wyrzucić upał z samochodu
Jeżeli we wnętrzu jest 50 lub 60 stopni, nie ma sensu zamykać się w nim i zmuszać klimatyzacji do chłodzenia całej tej masy gorącego powietrza. Na początek należy otworzyć wszystkie drzwi albo przynajmniej okna po przeciwnych stronach samochodu. Już kilkadziesiąt sekund pozwoli wymienić część powietrza.
Można też ruszyć z opuszczonymi szybami i włączonym nawiewem pobierającym powietrze z zewnątrz. Po minucie lub dwóch, gdy z kabiny ucieknie największy żar, należy zamknąć szyby, włączyć klimatyzację oraz obieg zamknięty albo po prostu pozostawić sterowanie automatowi.
Obieg zamknięty przyspiesza chłodzenie, ponieważ układ przestaje bez przerwy schładzać gorące powietrze pobierane z zewnątrz. Nie powinien jednak pozostawać ręcznie włączony przez całą wielogodzinną podróż.
Zamiast dmuchania zimnym powietrzem w twarz
Można też próbować zmniejszyć temperaturę w samochodzie innymi sposobami, zanim włączymy klimatyzację. Temperaturę w samochodzie jeszcze na postoju obniżmy:
- starannie wybierając miejsce postoju, z szansą na cień – za co w dłuższej perspektywie podziękują nam również opony;
- zasłaniając przednią szybę, najlepiej z zewnątrz;
- podnosząc rolety w tylnych drzwiach, ale przy takich upałach to trochę proteza a nie realny powstrzymanie nagrzewania.
A gdy już wsiądziemy do auta:
- nie kierujmy nawiewu na siebie, a jeśli już, to nie w twarz;
- najlepiej skierujmy wyloty nawiewów w górę;
- wietrzmy wnętrze przed ruszeniem i chwilę po ruszeniu.
Następnie ustawmy temperaturę, która zapewni nam komfort podczas dłuższej podróży. Nie ulegajmy pokusie „odpalenia” na siebie najzimniejszego strumienia powietrza, jaki tylko uda nam się uzyskać, szczególnie gdy za kilka minut wysiadamy.
Klimatyzacja to nasza przyszłość, dlatego lepiej nauczyć się korzystać z niej rozsądnie.
Redaktor prowadzący Autoblog.pl. Współtworzy dział Porady, choć stanowczo woli dział Jednoślady, gdzie testuje wszystko, co ma dwa lub trzy koła. Najchętniej jeździłby na co dzień Piaggio Ape, bo uważa, że koła z doczepionym dachem to wystarczający środek transportu. W połowie życia postanowił zostać dziennikarzem motoryzacyjnym i mu się udało. Pracował i wciąż współpracuje z DEKRA, a gdy nie ma go na Autoblogu, to jeździ po Polsce przeprowadzając audyty.