REKLAMA

BMW trzyma się swojej wersji. 11-latki to docenią

BMW upiera się przy ekranach. Fizyczne przyciski są dla starych ludzi. Młodzi, czyli według niemieckiej definicji każdy poniżej 45. roku życia, mają woleć gadanie z autem i macanie ekranu. Wygląda mi to na wnioski wyciągnięte sami wiecie skąd.

BMW trzyma się swojej wersji. 11-latki to docenią

Siadam w nowym iX3 i szukam pokrętła klimatyzacji. Nie ma. Przycisk podgrzewania fotela? Też nie ma. Jest za to wielki ekran i asystent głosowy, do którego mam wyartykułować prośbę, żeby zabrał mi ciepłe powietrze sprzed twarzy. Tak wygląda wizja przyszłości według BMW. Przyszłości, w której z własnym samochodem trzeba się dogadywać jak z nadąsanym nastolatkiem.

Autorem tej wizji jest Vikram Pawah, szef BMW Group Australia, który w niedawnym wywiadzie wyłożył, dlaczego Monachium wyrzuca guziki. Jego zdaniem głos i dotyk stają się coraz powszechniejsze, a szczególnie widać to u młodszej generacji – czyli wszystkich poniżej 45 lat – bo młodzi rzekomo chcą wszystko załatwiać szybko i robią kilka rzeczy naraz.

Multitasking za kierownicą brzmiałby nawet atrakcyjnie, gdyby nie drobny fakt. Otóż według wszelkich badań robienie kilku rzeczy naraz podczas jazdy to nie zaleta, a definicja rozproszenia uwagi i proszenie się o kłopoty.

Przeterminowana wizja

Pawah zdecydowanie umie w marketing. Całą swoją narrację opakował w zgrabne sformułowania o tym, jak to auto nie jest osobnym bytem, tylko częścią tego, co dzieje się wokół nas w społeczeństwie. Tłumaczenie eleganckie, tyle że rzucone w momencie, w którym reszta branży posłuchała już głosu klientów i zrobiła zawrotkę.

Pisaliśmy o tym nie raz, nie dwa. Hyundai przyznał wprost, że przesadził z ekranami, gdy jego amerykańska grupa fokusowa poczuła się zestresowana i wkurzona, kiedy nie mogła w porę czegoś włączyć. Volkswagen po latach dotykowych płytek w kierownicy Golfa wrócił do klikanych przełączników. Audi ogłosiło powrót mniejszych ekranów i klasycznych pokręteł, przyznając wprost, że przesadziło z tabletami wielkości telewizora. Nawet Toyota mięknie i przy nowym RAV4 nie wyklucza przywrócenia fizycznych guzików, bo na ich brak narzekają ponoć nawet Chińczycy.

Wygląda więc na to, że cała klasa zawraca, a BMW maszeruje dalej, machając sztandarem postępu.

Na złość mamusi odmrożę sobie uszy

Najlepsze jest to, że argumenty Pawaha chwieją się przy pierwszym zderzeniu z danymi. Szwedzki test przeprowadzony w lipcu na zamkniętym lotnisku sprawdził, ile metrów kierowca przejeżdża ze wzrokiem wbitym w kokpit zamiast w drogę. Wyszło gorzej niż cztery lata wcześniej. Średnia urosła z 756 do 813 metrów, mimo że producenci mieli mnóstwo czasu na dopracowanie tych cudownych interfejsów. Ekrany urosły, przesunęły się bliżej oczu, a i tak jest wolniej.

Z tego samego testu wypłynęła też ciekawostka, która powinna dać BMW do myślenia: to nie ekran czy przycisk jest problemem. Volvo XC60, sterowane niemal wyłącznie dotykiem, wygrało całą stawkę, bo ma logiczne menu. Z kolei ranking zamknęła Mazda CX-60 z pięćdziesięcioma fizycznymi przyciskami. Decyduje układ, nie technologia. Można więc zrobić dobry ekran i zły ekran, dobry przycisk i zły przycisk.

Sęk w tym, że BMW nie sprzedaje nam dobrego ekranu, tylko opowieść o pokoleniu, które rzekomo tego chce. Opowieść na pierwszy rzut oka naciąganą. Sam jeszcze mieszczę się w grupie >45 lat. Większość moich znajomych i kolegów z pracy też. I dosłownie nikt nie preferuje pogawędek z samochodami. Z wyjątkiem 11-letniej córy jednego z kolegów. Wygląda więc na to, że Niemcy będą musieli trochę poczekać, aż ich faktyczna grupa docelowa dorośnie i zarobi na własne auto.

A na deser piękna ironia

Od stycznia obowiązuje nowa wersja testów Euro NCAP, która premiuje fizyczne sterowanie pięcioma funkcjami, w tym kierunkowskazami i światłami awaryjnymi. I zgadnijcie, kto w lipcu dostał pięć gwiazdek i pochwały właśnie za fizyczne przełączniki kierunkowskazów i świateł awaryjnych. Otóż iX3. To samo BMW robi więc dwie rzeczy naraz: sprzedaje wizję auta bez przycisków i po cichu zostawia te, bez których nie byłoby gwiazdek. Multitasking, jak mawia pan Pawah.

Do tego dochodzą przepisy szykowane w Chinach. Tamtejsze władze chcą, żeby od lipca 2027 ponad tuzin funkcji – od kierunkowskazów i świateł awaryjnych, przez wycieraczki i szyby, po wybór biegu – dało się obsłużyć fizycznym elementem sterowania. Nie z ekranu. Koniec z chowaniem P, R, N i D w menu. Rynek, który BMW stawia za wzór cyfrowej otwartości, sam bierze na opamiętanie.

Trudno nie odnieść wrażenia, że ta bajka się nie klei. Bo jeśli czterdziestopięciolatek to dziś młodzież, która nie znosi guzików, to ja jestem w tej grupie i uprzejmie informuję, że wolę złapać za pokrętło niż tłumaczyć samochodowi, że właśnie grilluje mi pośladki.

Paweł Staromłyński
Redaktor

Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.