Rusza remont na autostradzie A1. Ten odcinek to koszmar
Kierowcy podróżujący autostradą A1 od lat zmagają się z utrudnieniami w postaci pofalowanej nawierzchni, potocznie nazywanej falami Dunaju. Po czasie zapowiedzi remontów w końcu mamy konkrety - na początek drogowcy wzięli się za krótki, trzykilometrowy odcinek.

Fale Dunaju to określenie, które brzmi bardzo poetycko, może nawet romantycznie. Niestety, dzisiaj nie chodzi o nic związanego z jedną z najdłuższych rzek Europy, a o polską autostradę A1. A dokładniej o jej pofalowaną nawierzchnię, która na szczęście niedługo powinna się wyrównać.
Najpierw utrudnienia od 6 sierpnia
Od 6 sierpnia 2026 roku, czyli dzisiaj, część autostrady A1 została zamknięta w celu przeprowadzenia na niej prac remontowych.
Remontowany odcinek rozpoczyna się około 150 m za wiaduktem nad ul. Kościuszki w Siemoni i biegnie w kierunku Gliwic, kończąc się na wysokości MOP Dobieszowice Zachód - jego długość to ok. 3 km. Ruch na tym fragmencie odbywa się po przeciwnej jezdni - po jednym pasie w każdym kierunku - z ograniczeniem prędkości do 60 km/h.
Pierwszy etap prac ma potrwać do końca sierpnia 2027 roku, zaś koszt ma wynieść 36,3 mln zł. Prace wykona konsorcjum Colas Polska i Antex II.
Jest to jednak jedynie początek szerzej zakrojonego planu naprawczego - problem dotyczy bowiem znacznie dłuższego, około szesnastokilometrowego odcinka. Cały program został podzielony na 13 etapów, a koszt wszystkich prac ma przekroczyć 700 mln zł.
Remont jest potrzebny na wczoraj
Autostrada A1, wraz z feralnym odcinkiem, została oddana na pięć minut przed niezapomnianym Euro 2012. Dość szybko zaczęły jednak pojawiać się na niej nierówności i wybrzuszenia w nawierzchni, nazwane potocznie falami Dunaju.
Według ustaleń ekspertów, było to następstwem tego, że jeden z materiałów użytych podczas budowy korpusu drogi zaczął pęcznieć - pod wpływem wilgoci zwiększał on swoją objętość, unosząc kolejne warstwy konstrukcji, aż w końcu deformacji ulegała sama nawierzchnia.
Można to porównać do sytuacji, gdy pod panelami podłogowymi zaczyna puchnąć podkład. Same panele są w porządku, ale ponieważ coś pod nimi się unosi, cała podłoga robi się nierówna.
Niestety, z tego powodu roboty będą trudniejsze niż w przypadku zwykłej wymiana asfaltu. Gdyby drogowcy jedynie sfrezowali nawierzchnię i ułożyli nową warstwę, po pewnym czasie wybrzuszenia pojawiłyby się ponownie.
A tego problemu nie można ignorować - przy wyższych prędkościach może być to niebezpieczne. Samochody nie traciły kontaktu z nawierzchnią, ale wyraźnie podskakiwały i kołysały się, co pogarszało komfort jazdy i mogło utrudniać panowanie nad pojazdem. Z tego powodu już wcześniej na tym odcinku wprowadzono ograniczenia prędkości - do 110 km/h, a miejscami nawet do 80 km/h.
To zresztą dość nietypowa usterka. Zwykle autostrady remontuje się z powodu zużytego asfaltu lub kolein. Tutaj problem tkwi głęboko pod nawierzchnią, dlatego naprawa przypomina bardziej przebudowę całego fragmentu drogi niż zwykłe asfaltowanie.
Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, po zakończeniu prac ten odcinek A1 ma odzyskać pełną nośność i równość na co najmniej 30 lat. Oczywiście, najpierw przez jakiś czas będzie trzeba jeździć tylko jedną stroną drogi - wszystkim użytkownikom A1 życzymy zatem cierpliwości.
Więcej o polskich drogach przeczytasz tutaj:
Od 2024 r. redaktor portalu Autoblog. Zajmuje się tematyką motoryzacji rosyjskiej, chińskiej, a także samochodami klasycznymi i nietypowymi. Po pracy, na imprezach porywa towarzystwo ciekawostkami o fabrycznych oznaczeniach radzieckich samochodów. Miłośnik włoskiej motoryzacji, hawajskich koszul i wszystkiego, co smakuje miętą.