Jazda pod prąd to nasz nowy sport narodowy. Zabierałbym prawa jazdy
Jedynym wykroczeniem, za które z urzędu traci się prawo jazdy, jest przekroczenie prędkości o ponad 50 km/h. Jeżeli miałbym oddać swój głos na takie, które nie jest, a powinno być karane tak samo, wskazałbym na jazdę pod prąd drogami szybkiego ruchu.

Ostatnimi czasy, co nie zajrzę do mediów społecznościowych, to wyświetla mi się kolejny tego typu incydent. Oto przykładowe przykłady przykładów takiego zachowania na drodze:
Nie przedłużając wstępu, uważam że takie wykroczenie powinno być karane czasową utratą prawa jazdy z urzędu, a nie jedynie opcjonalnie, w rezultacie wyroku sądu albo stworzenia realnego zagrożenia.
Niezależnie od konsekwencji swojego czynu - sam fakt poruszania się autostradą lub drogą ekspresową powinien być karany zatrzymaniem uprawnień, trzymiesięcznym odpoczynkiem, a na końcu powtórnym egzaminem państwowym.
Jazda w taki sposób staje się chyba naszym sportem narodowym
I bez znaczenia, czy stało się tak bezpośrednio, czy w rezultacie bezmyślnego zawracania. Rozróżnienie wynika z tego, że jedni od razu wjeżdżają na drogę pod prąd, a drudzy poruszają się tak dopiero w wyniku zawracania.
Oczywiście, rozróżnienie jest wyłącznie teoretyczne, ponieważ w obu przypadkach kara powinna być taka sama, chociaż o ile bezpośredni wjazd można jeszcze w jakiś wątpliwy sposób obronić, to celowego zawracania już w żaden sposób nie.
Rozpiętość samych kar za jazdę pod prąd jest bardzo duża i zależy od okoliczności przyrody
Inaczej bowiem oceniana będzie jazda pod prąd w mieście, przy niewielkich prędkościach i na krótkich odcinkach, a inaczej na drogach szybkiego ruchu, gdzie sprawy nie da się tak łatwo zatuszować. O niebezpieczeństwie zderzenia czołowego przy dużej prędkości nie wspominając.
Tak, czy inaczej, wykroczenie karane jest z urzędu grzywną i punktami karnymi, w rozpiętości odpowiednio 20-5000 zł i 5-15 punktów. Górna granica przypisana jest oczywiście dla dróg szybkiego ruchu, gdzie jazda pod prąd traktowana jest ze znacznie większą surowością.
Za jazdę pod prąd drogą szybkiego ruchu można stracić prawo jazdy, ale nigdy z urzędu
I to jest przedmiotem mojego wywodu. Jeżeli policja złapie złoczyńcę na gorącym uczynku, utrata prawa jazdy jest karą uznaniową, a nie bezwarunkową. W teorii, w przypadku stworzenia realnego zagrożenia w ruchu drogowym sprawa może zostać skierowana do sądu i skończyć nawet pięciocyfrową grzywną i cofnięciem uprawnień na kilka miesięcy.
W praktyce, nadal jest to kara ewentualna, a nie bezwarunkowa, jak ma miejsce np. w przypadku przekroczenia prędkości o ponad 50 km/h.
Kierowcy dzielą się na takich, którzy robią to celowo i na takich, którzy robią to nieumyślnie
Jednym problemem są zatem kierowcy, którzy popełniają wykroczenie umyślnie - jadą pod prąd, bo np. źle wjechali albo nie zjechali, ewentualnie nie chcą stać w korku. Tutaj nie ma wątpliwości odnośnie do celowości i premedytacji, a potencjalnie surowa kara i jej nieuchronność powinny skutecznie dać takim cwaniaczkom do myślenia.
Drugi, znacznie poważniejszy jednak problem stanowi grupa, która robi to nieświadomie. Ich żadne kary nie powstrzymają, ponieważ przeważnie nawet nie mają świadomości, że robią coś nie tak. W tym przypadku pomóc może jedynie błyskawiczne odłowienie przez sieć monitoringu.
Dlatego uważam, że tacy kierowcy potrzebują realnej nauczki, a nie tylko wysokiej kary finansowej
Jestem za tym, aby każdego kierowcę jadącego pod prąd drogą ekspresową albo autostradą od razu karać najwyższym możliwym mandatem i trzymiesięczną banicją. I nie ma, że niechcący albo że dzieci płaczą.
Jeżeli za przekroczenie prędkości o ponad 50 km/h na drodze przecinającej pole kukurydzy można bezwarunkowo stracić prawko, to za bezmyślną jazdę na czołówkę tym bardziej powinno być można.
Dziennikarz, fotograf, podróżnik i graciarz. Od 2019 roku redaktor Magazynu Classicauto, występował również gościnnie w Plejady Subaru. Etatowo od 2015 roku instruktor nauki jazdy, od 2018 roku w warszawskiej szkole GazeLka, gdzie uczy młodych ludzi graciarstwa od podstaw. Pomiędzy wierszami biega z aparatem po obskurnej i zapadłej Polsce, publikując swe zdjęcia na instagramowym profilu Polska w ruinie. Czasami zabawia towarzystwo organizacją imprez nawigacyjno-turystycznych pod szyldem Stary Pojazd i Może. Jeździ na co dzień tym, co akurat rano odpali.