REKLAMA

Nowoczesny samochód to nie ludzkie oko. Czarny kaptur lepszy od odblasków

Kamizelka odblaskowa na dorosłym? Auto hamuje. Te same odblaski na spodniach drogowca albo na plecaku siedmiolatka? Samochód jedzie dalej, jakby nikogo tam nie było. ADAC sprawdził nocą sześć nowych aut i nie ma z czego się cieszyć.

Nowoczesny samochód to nie ludzkie oko. Czarny kaptur lepszy od odblasków
REKLAMA

Niemiecki automobilklub wyprowadził nocą na tor sześć aut i postawił im na drodze manekina dorosłego w zwykłej kamizelce ostrzegawczej. Wszystkie sześć aut zareagowało i uniknęło zderzenia. Czyli sukces!

REKLAMA

Tak, ale dalej jest tylko gorzej. Bo oto w drugim scenariuszu manekin dostał znormalizowaną odzież roboczą na wzór tej, w której pracują drogowcy, ratownicy i policjanci. Prawie żadne auto nie zauważyło człowieka albo rozpoznało go tak późno, że hamowanie nie miało już sensu. Ubranie, które z definicji ma poprawiać widoczność, okazało się dla elektroniki czapką niewidką.

Trzeci scenariusz to pojawiające się znienacka dziecko. Dopóki manekin ubrany był w ciemną kurtkę, komplet aut hamował. Kiedy jednak ten sam manekin występował w odblaskowej kurtce i z plecakiem, systemy wykładały się jeden po drugim.

REKLAMA

Jedynym wyjątkiem był Mercedes CLA, który jako jedyny rozpoznał dziecko wybiegające zza zaparkowanego samochodu. Ciemna kurtka okazała się zatem dla elektroniki czytelniejsza niż odblask. Trudno o bardziej absurdalny wynik testu.

Winne nie są kamery ani radary

O wszystkim decyduje oprogramowanie, które układa świat w kategorie. Podejrzenie ekspertów pada na pasy odblaskowe umieszczone nisko nad ziemią – na nogawkach roboczych spodni albo na ubraniu dziecka. Auto widzi kilka jasnych plam, które skaczą w górę i w dół, i nie składa z nich sylwetki człowieka. Dla ludzkiego oka ten sam ruch jest jednoznaczną informacją, której program nie potrafi rozszyfrować.

REKLAMA

Wyniki te zresztą pokrywają się z wcześniejszymi. W styczniu 2025 r. amerykański IIHS przetestował trzy SUV-y z rocznika 2023 w podobnych okolicznościach. Honda CR-V i Mazda CX-5 w ogóle nie zwalniały przed manekinem z odblaskami na kończynach. Tylko Subaru Forester zatrzymywał się niemal zawsze.

Wniosek z tamtego testu zdaje się być nadal aktualny: systemy hamowania z wykrywaniem pieszych zmniejszają wskaźnik potrąceń o 27 proc., ale po ciemku ten efekt znika. A to właśnie po ciemku ginie najwięcej pieszych. Minęły prawie dwa lata, dostaliśmy nowy test i te same wnioski – tyle że po niemiecku i na nowszych autach.

REKLAMA

Luka w procedurach też jest znana

Asystenty hamowania z rozpoznawaniem pieszych są sprawdzane nocą przez Euro NCAP od 2016 r. Od bieżącego roku organizacja dodatkowo zmienia warunki prób, żeby wyłapać systemy, które działają w laboratorium, ale nie radzą sobie na ulicach. Tyle że wariantów ubioru wśród tych zmiennych nie ma.

Mercedes CLA, który w grudniu 2025 r. zgarnął najwyższe noty we wszystkich czterech kategoriach testów zderzeniowych, na odzieży roboczej też się potknął: ostrzegał za późno albo mimo częściowego hamowania nie uniknął zderzenia. Pięć gwiazdek nie jest więc obietnicą, że samochód odróżni drogowca od pachołka.

REKLAMA

Mundurowym może być niezręcznie

Warto w tym miejscu przypomnieć, że u nas odblask to nie dobra wola, tylko przepis – art. 11 ust. 4a Prawa o ruchu drogowym każe pieszemu po zmierzchu poza obszarem zabudowanym używać elementów odblaskowych widocznych dla innych. Kiedy ADAC ogłaszał wyniki swojego testu, małopolska policja uruchamiała kolejną odsłonę akcji „Świeć przykładem”. Policja podaje przy tej okazji, że pieszy w ciemnym ubraniu jest widoczny z jakichś 30 metrów, a w odblaskach z 150.

I co teraz? Będziemy rozdawać dzieciom na festynach czarne bluzy z kapturem, bo wtedy auto raczy zahamować? Opaski odblaskowe z dopiskiem „uwaga, działa wyłącznie na ludziach”? Przecież sami funkcjonariusze chodzą po drodze w odzieży, której komputer pokładowy nie uznaje za człowieka. Ten sam problem mają zresztą drogowcy, którzy pewnie nie przyjmą tej wiadomości z entuzjazmem.

REKLAMA

Zanim ktoś wyciągnie z tego wniosek, że odblaski są przereklamowane – nie są. ADAC mówi wprost, że korzyść z lepszej widoczności dla człowieka za kierownicą jest wyraźnie większa niż ryzyko, że asystent zareaguje za późno. Kamizelka działa na kierowcę, a kierowca wciąż hamuje częściej niż jego auto. Rezygnacja z odblasku to zamiana niewinnego pokera na rosyjską ruletkę nabitym rewolwerem.

Robotę do odrobienia mają producenci. Skoro problem siedzi w identyfikacji, a nie w czujnikach, da się go załatać aktualizacją oprogramowania, także w autach już jeżdżących po drogach. Pytanie brzmi, kto i kiedy to zrobi, bo rozpoznawania pieszych w odblaskach żaden przepis nie wymaga, a Euro NCAP tego nie sprawdza.

REKLAMA

Na razie mamy technologię sprzedawaną jako polisa na ludzki błąd, która potrafi przegapić drogowca stojącego w pełnym świetle reflektorów. Polisa, która działa za dnia i nie obowiązuje po zmroku. Lata mijają, a manekiny wciąż leżą rozjechane na torze. Zmieniły się tylko logotypy na masce.

Nocny test ADAC pokazał, że asystenty hamowania awaryjnego w sześciu nowych autach nie rozpoznają pieszych w odzieży roboczej ani dzieci w odblaskach. Winne okazuje się oprogramowanie rozpoznające sylwetkę, a nie czujniki ani same kamizelki.

Paweł Staromłyński
Redaktor

Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.

REKLAMA
REKLAMA