Krzysztof Kwiatkowski zdiagnozował problem z OPP. Tamujemy ruch jeżdżąc powoli
Senator Krzysztof Kwiatkowski wnioskuje o zmianę oznakowania odcinkowych pomiarów prędkości. Jego diagnoza sytuacji drogowej jest nieco zaskakująca.

Zdaniem Krzysztofa Kwiatkowskiego nasze odcinkowe pomiary prędkości są źle oznaczone. Brakuje na nich wskazania, jaka prędkość jest dopuszczalna na monitorowanym odcinku, i to powoduje problemy. Senator chce zmian.
Można dyskutować o tym, czy postulat jest słuszny. Jest on trudny do spełnienia, ale o tym za momencik. Nie można jednak dyskutować o tym, jak Krzysztof Kwiatkowski argumentuje potrzebę zmian. Nie można, bo trochę niepoważne jest opowiadanie rzeczy o tamowaniu ruchu.
Nie słyszałem o tym, by zbyt wolna jazda była jakimś problemem na naszych drogach. Świeże spojrzenie, przyznaję.
Poważne sprawy
Sprawa jest poważna, nie lekceważmy jej. Jest poważna, bo odcinkowych pomiarów prędkości przybywa na naszych drogach w błyskawicznym tempie – i bardzo dobrze. Kierowcy muszą się dostosować do nowej rzeczywistości i da się zauważyć, że im to nie idzie.
Twoje OPP:
Poważną osobą jest też senator Krzysztof Kwiatkowski. Jest przewodniczącym Komisji Ustawodawczej w Senacie, byłym ministrem sprawiedliwości, byłym prokuratorem generalnym i byłym prezesem Najwyższej Izby Kontroli. Zapadł też wobec niego nieprawomocny wyrok skazujący na karę pozbawienia wolności w zawieszeniu za przekroczenie uprawnień, gdy pracował w NIK. Nie możemy więc lekceważyć potencjału intelektualnego senatora.
Ale dlaczego opowiada takie rzeczy o konieczności zmiany oznakowania, bo jeździmy zbyt wolno?
Oznakowanie odcinkowych pomiarów prędkości
Jeśli ktoś jeszcze nie odkrył odcinkowych pomiarów prędkości, to radzę nadrobić lekturę. Początek odcinkowego pomiaru rozpoznajemy dzięki znakowi D-51a, a koniec obwieszcza znak D-51b.





Kluczowy jest znak D-51a, ponieważ informuje kierowców, że ich przejazd jest monitorowany. Większość kierowców wtedy zwalnia, ale często nie wie, do jakiej prędkości powinna zwolnić.
Znak D-51a nie zawiera informacji o obowiązującym ograniczeniu prędkości. Zdaniem senatora jest to problem, gdyż:
- wielu kierowców jedzie „na zapas”, o wiele wolniej, niż pozwalają droga oraz obowiązujący limit;
- powoduje to tamowanie ruchu.
Taka diagnoza problemów z OPP rodzi kilka pytań.
Problem z oznaczeniem prędkości na OPP
Najpierw zajmijmy się realnym problemem związany ze zmianą oznakowania OPP. Otóż samochody osobowe nie są jedynym rodzajem pojazdów poruszających się po odcinkach objętych pomiarem. Obowiązują je określone limity, podczas gdy na przykład samochody ciężarowe podlegają zupełnie innym ograniczeniom prędkości na tych samych odcinkach.
Naniesienie oznaczenia limitu tylko dla samochodów osobowych byłoby mylące dla kierowców samochodów ciężarowych i innych grup pojazdów. Naniesienie wszystkich możliwych wariantów jest praktycznie niemożliwe i zapewne wymagałoby dodatkowych wyjaśnień. Trudno ubrać to w formę graficzną czytelną dla kierowców poruszających się z prędkością 120 albo 140 km/h.
Nie da się też zignorować tego drobnego faktu, że informacje o dopuszczalnej prędkości na naszych drogach są podawane przed początkiem pomiaru, tylko nie w formie adnotacji na znaku D-51a.
Problem powstaje wtedy, gdy ktoś nie do końca interesuje się tym, z jaką prędkością może się poruszać, a dopiero początek OPP stawia go przed tym trudnym pytaniem. To chyba o prawa takich osób upomina się senator.
Spieszę również donieść, że Ministerstwo Infrastruktury, ustami Stanisława Bukowca, już odpowiadało na tego rodzaju wątpliwości.
W sytuacji, gdy prędkość dopuszczalna dla różnych pojazdów może być różna, w przypadku zmiany wzoru graficznego znaku D-51a poprzez dodanie miniatury znaku o ograniczeniu prędkości konieczne byłoby wskazywanie kilku ograniczeń dla poszczególnych grup pojazdów, przez co znak ten stałby się nieczytelny.
W odpowiedzi na interpelację poselską wyjaśniono, że możliwość naniesienia limitu prędkości na znak konsultowano, a uzyskana opinia była negatywna. Nie zdecydowano się na umieszczanie miniatury znaku B-33 na znaku D-51a.
Kilka nasuwających się pytań
Takie głosy będą pojawiać się cyklicznie: trzeba dodatkowo oznaczyć OPP. Faktycznie polski sposób znakowania dróg może być czasami mylący i dałoby się ułatwić życie kierowcom. Akurat w przypadku znaku D-51a sprawa jest trudna. Nie dziwię się, że ktoś podnosi ten temat, ewidentnie nie znając źródeł problemu. Dziwię się, że opowiada takie rzeczy w uzasadnieniu swojego apelu.
Jakim problemem dla bezpieczeństwa ruchu drogowego jest to, że kierowcy jeżdżą wolniej, niż pozwala obowiązujące ograniczenie? Jeżdżą wolniej – to prawda – ale może niech poświęcą minimalnie więcej uwagi przepisom, a dowiedzą się, z jaką prędkością mogą jechać. W przypadku większości OPP odgadnięcie obowiązującego limitu prędkości jest proste jak procedura konkursowa.
I jeszcze to tamowanie ruchu. Przejechałem już przez wiele odcinkowych pomiarów prędkości, ale nigdy nie odniosłem wrażenia, że tamują one ruch. Wręcz przeciwnie, jazda jest na nich przyjemna i płynna. Może ruch jest tamowany dla tych prawdziwych kierowców, którzy wiedzą, że lewy pas to nie kółko różańcowe? Trudno mi zrozumieć, o co chodzi senatorowi.
Na koniec mam ciekawostkę. Pionierów takiego oznakowania OPP mamy już w Polsce. Oto znak z drogi krajowej nr 82. Zawiera informację o ograniczeniu prędkości. Czy taka informacja wystarczy prawdziwym kierowcom, żeby przypadkiem nie jechali za wolno?

Redaktor prowadzący Autoblog.pl. Współtworzy dział Porady, choć stanowczo woli dział Jednoślady, gdzie testuje wszystko, co ma dwa lub trzy koła. Najchętniej jeździłby na co dzień Piaggio Ape, bo uważa, że koła z doczepionym dachem to wystarczający środek transportu. W połowie życia postanowił zostać dziennikarzem motoryzacyjnym i mu się udało. Pracował i wciąż współpracuje z DEKRA, a gdy nie ma go na Autoblogu, to jeździ po Polsce przeprowadzając audyty.