REKLAMA

Pojechałem na dwudniowy zlot klasyków. Takich nieco większych, ale tak lubię

Na początku maja, o czym pisałem TUTAJ, pofatygowałem się na Zlot Ikarusów na Węgrzech. W Polsce też można zrobić imprezę w podobnym stylu, na której będzie więcej, niż 10-15 pojazdów.

Pojechałem na dwudniowy zlot klasyków. Takich nieco większych, ale tak lubię
REKLAMA

Ogółem, koncepcja zlotu zabytkowych autobusów w Polsce nie jest sama w sobie niczym odkrywczym, ponieważ tego typu wydarzenia odbywają się już od lat, chociażby z okazji Nocy Muzeów. Niemniej, taka impreza na taką skalę, na którą przyjechało jakieś kilkadziesiąt maszyn, to przedsięwzięcie u nas dosyć świeże. W Rzeszowie po raz drugi zorganizowano Zlot Zabytkowych Autobusów.

Pojazdy były różne, kwadratowe i podłużne, nowe i stare, polskie i zagraniczne

Coś, co zwróciło moją największą uwagę, oprócz oczywiście samej liczby wozów, to ich duże zróżnicowanie. Na miejsce przyjechały pojazdy z różnych epok i różnych stron świata, dzięki czemu zwiedzanie nie kończyło się po 30 minutach. Co więcej, nie przyjechały wyłącznie same autobusy, ponieważ swój kącik miały też również co ciekawsze wozy techniczne.

Tytułem preludium, krótkie zdjęciowe streszczenie, co i jak:

Niemiecki Krupp z 1938 roku, drugi najstarszy pojazd zlotu. Pierwszy to warszawska Somua.
San H01, daleki przodek Autosana H9. Na drugim planie model H100, a jeszcze dalej właśnie H9.
Jak ogólnie nie przepadam za Mercedesami, tak ten naprawdę zrobił robotę. Przepiękny model O321H.
Coś z późniejszych lat, ale również już w wieku zabytku. Takie Neoplany to jedne z pierwszych autobusów niskopodłogowych w Polsce, które położyły fundamenty pod Solarisa.
Duński DAB, czyli jeden z pierwszych "hitów importowych" wolnego rynku lat 90. w Polsce. Pamiętam, że rozczulały mnie zawsze jego tylne lampy, gdzie znajdowały się po trzy żarówki kierunkowskazów na stronę i migały na zmianę.
Przyjechało także kilka wozów technicznych, m.in. Jelczosan, czyli Jelcz 315 z zaadaptowaną budą od Autosana H9. Pisałem o tym wozie TUTAJ.

Autosan H9 jest Polonezem wśród autobusów

Co z jednej strony jest komplementem, a z drugiej pewnego rodzaju złośliwym przytykiem. Zasadniczo, pojazd przez swój wkład dla historii Polski wymaga należytego szacunku, ale mam wrażenie, że jego dominacja na imprezach tego rodzaju jest tak przytłaczająca, iż w tłumie kilkunastu takich samych wozów znikają naprawdę ciekawe egzemplarze. A takich kilka przyjechało.

Nie licząc dwóch miejskich H9, wrażenie robił H9-03 z 1974 roku, czyli sztuka pochodząca z jednego z pierwszych lat produkcji. Towarzystwa dotrzymywał mu H9-15 z 1977 roku - to jego bardziej luksusowa wersja, wyposażona w pełen “turystyczny” osprzęt w postaci dodatkowego nagłośnienia wnętrza.

Najliczniejsze były Jelcze, także pod kątem mnogości modeli

Zupełnie odwrotnie do Autosanów, przedstawicielstwo Jelczy było znacznie bardziej zróżnicowane. Wiadomo, że niemal wszyscy pochodzą z jednego z dwóch wspólnych przodków: albo czeskiej Skody 706RTO, albo francuskiego Berlieta PR100. Pomimo tego, że miały wspólny mianownik, to przyjechało dużo zupełnie różnych egzemplarzy.

"Korniszonek", czyli osobowa przyczepa P-01 do Jelcza "Ogórka".
PR100 i PR110, czyli przejście na francuską licencję.
Model L11, czyli wersja z budą dopasowaną do podwozia Ikarusa 260.
Turystyczny model T120, od starszego PR110T odróżniający się mniejszą tylną szybą, z powodu zamontowania większego silnika MAN.
Model Ewa z lat 90., mający już zadatki na poważniejszą karierę. Niemniej, to nadal stara "peerka", tylko po 2137 modernizacjach.

Oczywiście, nie wszystkie obecne Jelcze pochodziły z tego samego drzewa genealogicznego. Ciekawym egzemplarzem był model M125M Dana - całkowicie autorski projekt, który niestety nie odniósł sukcesu, chociaż zapowiadał się naprawdę sensownie. Powstało zaledwie kilkadziesiąt egzemplarzy, z czego kilkanaście pod nazwą Dana, a reszta jako Vecto. Wóz widoczny na zdjęciu pochodzi z 1999 roku - jednego z pierwszych w ogóle.

Ikarusy serii 200 były trzy - aż o dwa więcej, niż w ubiegłym roku

Chociaż Ikarus polski nie był, to z naszym państwem związany był przez długie lata i nie ma osoby z mojego rocznika, która nie kojarzyłaby tego pojazdu z młodości. Sam darzę te auta ogromną sympatią i sentymentem, ponieważ jako dzieciak wyjeździłem takimi setki, jak nie tysiące kilometrów do szkoły i nazad.

Do Rzeszowa dotarły trzy sztuki, z czego najciekawszy egzemplarz to niespotykany u nas model z dwubiegowym automatem Praga. Z tego, co mówił jego właściciel, jadąc na kołach z Warszawy do Rzeszowa pojazd poruszał się z prędkością około 50 km/h. Zestarzał się przy tym o 15 lat.

Wspomniany powyżej Ikarus 260 z dwubiegowym automatem, w tle zaś najbardziej typowy przedstawiciel rodziny, czyli przegubowy 280, który woził ludzi na ulicach prawie wszystkich miast w Polsce.

Zlot zwieńczyła parada ulicami Rzeszowa, zaś dzień wcześniej kilkanaście wozów jeździło po mieście w ramach regularnych linii autobusowych

Sam wyjazd kolumny pojazdów z zajezdni na trasę zajął jakieś kilkanaście minut, co dobrze pokazuje, jak liczna była to impreza. Natomiast równie ciekawe, jak nawet nie ciekawsze od samego zlotu wydarzenie odbywało się dnia poprzedniego, kiedy kilkanaście autobusów kursowało po Rzeszowie w ramach dwóch linii miejskich. Można było z nimi aktywnie obcować, a nie tylko patrząc na zaparkowany eksponat.

Jedyny minus z perspektywy miłośnika był taki, że wspomniane linie uruchomiono w piątek po południu, w czasie największych korków. Efektem było, że wszystkie rozkłady jazdy całkowicie się rozjechały, tak że trudno było wycelować w konkretny kurs. Pojazdy w pewnym momencie podjeżdżały na przystanki całkowicie przypadkowo, na “nie swoich” liniach i o zupełnie losowych godzinach.

Szukajmy jednak pozytywów w każdym aspekcie - pasażer powinien się cieszyć, że autobus w ogóle przyjechał, jak za dawnych lat.

Michal Reicher
Redaktor

Dziennikarz, fotograf, podróżnik i graciarz. Od 2019 roku redaktor Magazynu Classicauto, występował również gościnnie w Plejady Subaru. Etatowo od 2015 roku instruktor nauki jazdy, od 2018 roku w warszawskiej szkole GazeLka, gdzie uczy młodych ludzi graciarstwa od podstaw. Pomiędzy wierszami biega z aparatem po obskurnej i zapadłej Polsce, publikując swe zdjęcia na instagramowym profilu Polska w ruinie. Czasami zabawia towarzystwo organizacją imprez nawigacyjno-turystycznych pod szyldem Stary Pojazd i Może. Jeździ na co dzień tym, co akurat rano odpali.