W Polsce nie ma drugiego takiego auta. Mimo że wygląda znajomo
Moi koledzy mają dziwne hobby, ale ja ich rozumiem. Swego czasu pisałem o jednym z nich, który z Rumunii sprowadził Dacię Solenzę. Inny jednak jeszcze go przebił i to nawet z nawiązką.

Jeżeli import Dacii Solenzy, która nawet w swoim macierzystym kraju traktowana jest jak ścierka do podłogi, był obiektywnie pozbawiony sensu, to co powiedzieć w takim razie o przywiezieniu do Polski Zastavy 10 z Chorwacji? Prawdziwe graciarstwo polega jednak właśnie na tym, że im coś jest bardziej pozbawione sensu, tym bardziej warto to zrobić.
Zastava 10 to tak naprawdę Fiat Punto drugiej generacji po liftingu
Jest to zarazem ostatni samochód wyprodukowany w Kragujevac pod marką Zastava, zanim ta definitywnie zniknęła z rynku. Przy czym słowo "wyprodukowany" jest mocno naciągnięte, ponieważ cały proces z grubsza polegał na montażu własnych emblematów, a nie produkcji sensu stricto.

Proces ten przypominał niegdysiejszy montaż w fabryce na warszawskim Żeraniu licznych modeli Fiata, które dumnie nosiły przymiotnik "polski" i literkę "p" na tylnej klapie, tyle że w rzeczywistości w Polsce były jedynie uzbrajane w galanterię, akumulatory i ewentualnie ogumienie. Cały zasadniczy proces produkcji odbywał się zaś we Włoszech, w fabryce Fiata.
Serbskie Punto ma nawet "fiatowski" numer VIN, chociaż w papierach jest Zastavą
Wkład Zastavy w powstanie tego samochodu jest tak znikomy, że wszystkie egzemplarze noszą nawet oryginalne numery nadwozia dla Fiata Punto - nie mają natomiast swoich własnych, wybitych w Kragujevac. Czy zatem można takiego przebierańca faktycznie w towarzystwie nazwać Zastavą?
Można, ponieważ wóz tak właśnie nazywa się w dowodzie rejestracyjnym - Zastava 10 1.2. I to bardzo ważna informacja, ponieważ świadczy jednoznacznie o oryginalności kupionego przez mojego kolegę samochodu. Gdyby był to po prostu Fiat Punto, taki cosplay mógłby zrobić każdy, a autentyczność dowolnego egzemplarza można byłoby w 15 sekund podważyć i obalić.
Jeżeli zaś chodzi o numerek 1.2, jest to po prostu oznaczenie jedynego stosowanego w tym aucie silnika, czyli 1,2-litrowego benzyniaka - takiego samego, jak w oryginalnym Punto. To akurat dobra wiadomość, ponieważ serwis tego motoru nie będzie się niczym różnił od tego w zwykłym Fiacie.
Wychodzi na to, że najważniejszym atrybutem tego wozu są jego emblematy
Z uwagi na to, że jedynym zewnętrznym śladem zdradzającym pochodzenie Zastavy 10 jest komplet fabrycznych emblematów, było to w zasadzie drugim (po dowodzie rejestracyjnym) najważniejszym punktem do sprawdzenia. Na szczęście, wszystkie są - jedynie przedni jest nieco wytarty, ale widać, że to Zastava, a nie Fiat.
Mina sprzedającego, gdzie dla kupującego większe znaczenie ma obecność znaczka "Zastava 10" na tylnej klapie, a nie np. stan zawieszenia, musiała być bezcenna.

Wisienką na torcie są oryginalne kołpaki z "Zetką" w miejscu logotypu Fiata. Nie muszę oczywiście dodawać, że wzór samych kołpaków jest identyczny z tym znanym z Punto, a jedyną różnicą jest znak Zastavy w jego centralnej części.
Podobnie, jak w przypadku Solenzy, sprzedający do samego końca myślał, że to żart
To, że ktoś sprowadza samochód z zagranicy do Polski, nikogo nie dziwi. To, że robi to z Chorwacji, bo tam właśnie znajdował się tytułowy egzemplarz Zastavy 10, także nikogo nie dziwi - wszak ludzie nie raz i nie dwa razy ściągali stamtąd starsze jugosłowiańskie wozy, takie jak np. Zastavy 101 czy 750. Ale to, że ktoś leci samolotem z Polski po Zastavę 10, a później planuje wrócić nią na kołach do własnego kraju, wymykało się poza ramy rozumienia świata.
Cóż, graciarstwo zaczyna się tam, gdzie kończy się zdrowy rozsądek i ekonomia - najważniejsza jest przygoda, a zakup i trasa do Polski samochodem, którego nikt w Polsce nie ma, zdecydowanie nią była.
Zastava trasę do Polski pokonała na jednym wdechu
Znaczki znaczkami, ale jednak byłoby miło, aby samochód jednak zrobił trasę powrotną na własnych kołach, a nie przy wsparciu pomocy drogowej. Na szczęście, wóz nie uklęknął i przejechał drogę do Polski za jednym zamachem, bez żadnych istotnych problemów.

Te nieistotne były zaś na tyle nieistotne, że nie ma o czym mówić. Pamiętajmy, że cokolwiek jest wpisane do dowodu rejestracyjnego, jest to jednak włoski wóz z pochodzenia, z włoskim numerem VIN. Tak że wiecie, rozumiecie.
Wóz jest już zarejestrowany, ale nie było lekko
Zastava na ten moment śmiga już prawilnie na polskich tablicach rejestracyjnych, ale po pierwszym starciu z naszą biurokracją póki co jest remis ze wskazaniem na gospodarzy. Okazało się bowiem, że w żadnej polskiej bazie danych nie ma takiego samochodu, jak Zastava 10. Niczym w "Misiu" Stanisława Barei - nie ma takiego samochodu jak Zastava 10, ale jest 101, 1100p, itp.

O ile z ubezpieczeniem poszło zaskakująco gładko, to podczas rejestracji pani urzędniczce w okienku wyrzuciło blue screen - nie potrafiła wpisać numeru 10, dlatego wpisała… 101. Po protestach mojego kolegi, samochód na tymczasowym dowodzie rejestracyjnym nazywa się po prostu Zastava. Nad prawidłowym wpisaniem oznaczenia modelu musi popracować sztab ludzi, bo to nie są łatwe rzeczy.
Niby to zwykły Fiat Punto, ale jednak wcale nie
Zastava 10 dla Serbów to coś w rodzaju FSO Lanosa dla nas, czyli samochodu nie mającego z Polską zbyt wiele wspólnego, ale jednak był to ostatni automobil podpisywany jako FSO. Po "dziesiątce" nie było już niczego - w 2008 roku fabrykę definitywnie przejął Fiat, a marka Zastava zniknęła z katalogu.


W Polsce większość ludzi zapewne tego samochodu nie zauważy - wszak to zwykłe Punto "dwójka", czyli nuda i nic ciekawego. Ale jest w środowisku grono ludzi, które po dłuższym przyjrzeniu się i połączeniu kilku faktów, wypowie na głos słowa "o kurczę pieczone!".
Dziennikarz, fotograf, podróżnik i graciarz. Od 2019 roku redaktor Magazynu Classicauto, występował również gościnnie w Plejady Subaru. Etatowo od 2015 roku instruktor nauki jazdy, od 2018 roku w warszawskiej szkole GazeLka, gdzie uczy młodych ludzi graciarstwa od podstaw. Pomiędzy wierszami biega z aparatem po obskurnej i zapadłej Polsce, publikując swe zdjęcia na instagramowym profilu Polska w ruinie. Czasami zabawia towarzystwo organizacją imprez nawigacyjno-turystycznych pod szyldem Stary Pojazd i Może. Jeździ na co dzień tym, co akurat rano odpali.