Trzy mapy obok siebie. Polska usiana czarnymi kropkami
Policja co lato maluje Polskę kropkami śmierci. Zestawiłem obok siebie mapy z 2024, 2025 i tego roku, policzyłem wyniki dla każdego województwa i wyszło coś, o czym w oficjalnych komunikatach nie ma ani jednego słowa.

Zacznijmy od dobrej wiadomości, bo dalej będzie gorzej. Na policyjnej mapie wypadków ze skutkiem śmiertelnym stan na 14 sierpnia to 204 punkty: 168 od początku wakacji, 4 ostatniej doby i 32 zdarzenia, w wyniku których człowiek zmarł w ciągu 30 dni. Zgodnie z zeszłorocznym podsumowaniem sezonu, które policja wysłała w świat 1 września, wakacje 2025 zamknęły się liczbą 315.
Warto tu jasno zaznaczyć, że te 204 to nie wynik końcowy, tylko stan po 49 z 66 dni wakacji. Jeśli przeskalować zeszłoroczne 315 punktów na taki sam odcinek kalendarza (z założeniem, że wypadki rozkładają się równo po wakacjach, a tak nie jest), wychodzi około 234, więc tegoroczny wynik jest niższy o jakieś 13 proc., a nie o 35 proc., które wyskakują z prostego porównania kropek.
Dla porządku: rok 2024 mapa zamknęła na 375 punktach, a 2023 na 401 – tak przynajmniej podliczało to Biuro Ruchu Drogowego KGP.
Uczciwsze zestawienie dała sama komenda. Według danych KGP od początku wakacji do 31 lipca doszło do 2397 wypadków, w których zginęło 158 osób, a 2885 zostało rannych. Rok wcześniej w tym samym okresie: 2500 wypadków, 188 zabitych, 2965 rannych. Ofiar mniej o ok. 16 proc., przy czym wypadków ubyło raptem 4 proc. Czyli rozbijamy się równie często, tylko trochę rzadziej na śmierć.
Mapa uporu
Garnizony podzieliłem na sześć koszyków: 0–10, 11–20, 21–30, 31–40, 41–50 i 51 wypadków w górę. Wziąłem trzy pliki, dopasowałem kolorami województwa i ułożyłem tabelkę. Muszę uczciwie zaznaczyć, że to moje odczytanie obrazków, a nie oficjalna statystyka policji.







Test poprawności wypadł dobrze: Dolny Śląsk wylądował za 2025 r. w koszyku 21–30, a policja podała dokładnie 21 wypadków. Jednak czytanie tak ogólnikowych map ma swoje minusy. Mapa jest z definicji poglądowa, a w przypadku niektórych województw mogłem omyłkowo policzyć jedną czy dwie kropki sąsiadowi. Niemniej trendy są widoczne jak na dłoni.
Wielkopolska w 2024 r. świeciła w przedziale 41–50. W 2025 r. zeszła do 31–40. Teraz siedzi w koszyku 21–30 z wynikiem 27 ofiar i jest jedynym województwem w kraju powyżej dwudziestki. Do kolejnego szczebelka drabinki brakuje jej zaledwie 4 kropek. Trzy lata z rzędu wciąż to samo pierwsze miejsce, którego nikt nie chce.
Mazowsze poza Warszawą przeszło podobną drogę: 31–40, potem 21–30, teraz 11–20. Najbardziej spadło Podkarpacie, które z 21–30 w 2024 r. zjechało do najniższego koszyka i zostało w nim także w tym roku.
W tym sezonie w przedziale 0–10 siedzą Pomorze (10), Kujawy (9), Warmia i Mazury (7), Podlasie (8), Lubuskie (5), Opolskie (6) oraz garnizon stołeczny (10). Tak, Warszawa. Miasto, o którym co tydzień czytam, że jest drogową dżunglą, przez trzy lata nie wyszło z dwóch najniższych półek.
Z miejsca nie ruszyły się Małopolska (12) i Świętokrzyskie (12), od trzech lat plasując się w koszyku 11–20. Opolskie nieprzerwanie trzyma się koszyka 0–10, w czym niewątpliwie pomaga rozmiar.
Kierunek właściwy, ale tempo żółwie
Oczywiście cieniowana mapa to plakat, nie statystyka. Koszyki zliczają zdarzenia w garnizonie, ale nie dzielą ich ani przez mieszkańców, ani przez kilometry dróg, ani przez natężenie ruchu. Czy Wielkopolska jeździ najgorzej w Polsce? Nie wiem i z tych map nikt tego nie wyczyta. Wiem tylko, że przez trzy sezony trzyma niechlubny tytuł, a to wystarczający powód, żeby wysłać tam jakiegoś urzędnika z kalkulatorem, a nie z ulotką.
Za to układ kropek widać gołym okiem: sznury punktów wzdłuż głównych ciągów i pustki na wschodzie oraz na północy. Na mapie wygląda to dobrze, ale w rzeczywistości trudno się tym chwalić, bo tam po prostu mniej się jeździ.

Najbardziej niedoceniana rubryka tej mapy to kropki brązowe, czyli zgony w ciągu 30 dni od zdarzenia. W 2024 r. było ich 50 z 375, rok później 48 z 315, a teraz 32 z 204. Udział rośnie: 13,3 proc., 15,2 proc. i 15,7 proc. Za każdą taką kropką stoi ktoś, kto po wypadku żył jeszcze kilka dni albo tygodni, a mapa dopisała go wtedy, gdy media dawno już pojechały dalej.
Całość dopina kontekst europejski. Według unijnych danych Polska miała w 2025 r. 45 ofiar na milion mieszkańców wobec 52 rok wcześniej. To spadek o 12 proc. rok do roku i o 43 proc. w porównaniu z 2019 r. – największy w całej tabeli. Średnia UE to 43. Mamy więc najlepszą dynamikę w całej stawce, ale nadal jesteśmy powyżej średniej. Trochę jak uczeń, który poprawił dwóję na trzy minus i obnosi się z tym po całej szkole.
Trzy mapy obok siebie mówią jedno: jest lepiej. Ale to „lepiej” przychodzi wolniej, niż wynikałoby z liczby konferencji prasowych. Na półmetku wakacji policja pokazała spadki, ale to, co zostało, sprawia, że naprawdę trudno się cieszyć.
Mapa nie jest rankingiem województw. Jest bolesnym rachunkiem, który co rok wystawiamy sobie sami w lipcu i sierpniu. Wielkopolska od trzech lat płaci najwięcej.
Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.