REKLAMA

Tak wygląda nowy SUV Volkswagena. Pod maską moc z Golfa R

Premiera nowego najostrzejszego Volkswagena Tiguana jest tuż za rogiem. Jedna literka w nazwie całkowicie odmieni charakter niemieckiego SUV-a segmentu C.

Tak wygląda nowy SUV Volkswagena. Pod maską moc z Golfa R

Przez 19 lat na rynku Volkswagen Tiguan doczekał się trzech generacji, ale dopiero druga z nich pokazała klientom, co potrafi zrobić z nim literka R w nazwie. Wygląda na to, że już niedługo ponownie będą oni mogli poczuć, co znaczy ponad 300 KM w rodzinnym SUV-ie.

Nowy Volkswagen Tiguan R coraz bliżej

Część z was pewnie dawno wie, że nowego Volkswagena Tiguana już teraz można kupić w odmianie z 265-konnym 2.0 TSI i napędem 4Motion, który robi setkę w 5,9 sekundy, o ile wybierze się wersję wyposażenia R-Line. Dla większości klientów już taka konfiguracja będzie szczytem marzeń, ale co mają zrobić ci nieliczni, którzy chcą czegoś więcej?

Najrozsądniejszym wyborem wydawałby się jeszcze mocniejszy Tiguan R, ale takiej wersji nie ma aktualnie w ofercie. Wygląda jednak na to, że wkrótce wszystko się zmieni, bo na drogach cały czas jeżdżą prototypy intensywnie testowane przez samego Volkswagena.

Kilka dni temu ponownie przyłapano najnowszego Tiguana R, który nie ma na sobie ani grama kamuflażu. Samochód dało się dostrzec w takiej samej formie już kilka miesięcy temu, a brak maskowania zapewne jest tu celowy, bo przypadkowi gapie mogliby pomyśleć, że to zwykły produkcyjny Volkswagen.

Na szczęście wprawnemu oku fotografów szpiegowskich nic nie ucieknie i po czterech końcówkach układu wydechowego oraz większych tarczach hamulcowych łatwo można rozpoznać, że to egzemplarz testowy nadchodzącego sportowego Volkswagena Tiguana R.

Pod maską zagości stado 333 koni

Sam nie wiem, co myśleć o zderzakach, które wyglądają identycznie, co w Tiguanie z pakietem R-Line Black Style. Od sportowego Tiguana R możnaby oczekiwać trochę więcej agresji, nie wspominając o końcówkach układu wydechowego przyklejonych niczym na klej w sztyfcie i braku dyfuzora jak w poprzedniku. Mam nadzieję, że to na co patrzymy, w produkcyjnej wersji otrzyma bardziej wyjątkowe zderzaki.

W środku można spodziewać się bardziej wyprofilowanych foteli z logo R, które zapewne znajdzie się jeszcze na kierownicy z łopatkami. Cyfrowe zegary i centralny wyświetlacz dostaną bardziej sportowe motywy, a reszta raczej pozostanie taka sama i nie będzie za bardzo odbiegać od niższych wersji Tiguana.

Nowy Volkswagen Tiguan bazuje na platformie MQB Evo, takiej samej jak Golf VIII, dlatego z uwagi na ich pokrewieństwo pod maską można spodziewać się silnika 2.0 TSI generującego aż 333 KM i 420 Nm, który współpracuje z siedmiobiegowym DSG i napędem 4MOTION z aktywnym tylnym mechanizmem różnicowym z wektorowaniem momentu na lewe i prawe koło, jak w Golfie R.

Tak wygląda wnętrze zwykłego Tiguana.

Będzie drożej, ale za emocje się płaci

Tiguan R będzie trochę cięższy od Golfa R, dlatego zamiast 4,6 sekundy do setki dużo bardziej prawdopodobne wydają się okolice 5 sekund. Z drugiej strony dla niektórych klientów tak niewielka różnica względem 265-konnego Tiguana R-Lina byłaby sporym minusem, który mógłby przesądzić o zakupie, więc trzeba po prostu trzymać kciuki za to, że Volkswagen wyciśnie z Erki ostatnie soki.

Emocje mają jednak swoją cenę, dlatego Tiguan R będzie kosztować swoje. Dla porównania Tiguan R-Line z 2.0 TSI 265 KM i 4Motion kosztuje katalogowo 228 990 zł, ale w promocyjnej cenie można go mieć za 208 990 zł.

Nowy Tiguan R może więc zbliżyć się do okolic 250 000 zł, ale później atrakcyjne rabaty zrobią swoje. Biorąc pod uwagę jak długo prototypy jeżdżą już po drogach, wcale nie zdziwię się, jeśli szybki SUV zadebiutuje jeszcze w tym roku, więc trzymajcie kciuki.

Dowiedz się więcej o marce Volkswagen:

Damian Lewandowski
Redaktor

Ukończył studia na kierunku Dziennikarstwo i komunikacja społeczna. Na co dzień specjalizuje się w marketingu medycznym jako SEO writer i redaktor tekstu, ale to motoryzacja zajmuje specjalne miejsce w jego sercu już od najmłodszych lat. W wolnych chwilach rozwija pasję do fotografii, wykonując sesje zdjęciowe samochodów sportowych. W swoim portfolio ma dziesiątki współczesnych modeli Ferrari, Lamborghini i Porsche. Kocha lotnictwo, dlatego weekendami potrafi godzinami szybować po cyfrowym niebie.