REKLAMA

Hybrydowy Volkswagen już tu jest. Oto jego rywale

Volkswagen w końcu wprowadził do swojej oferty prawdziwe napędy hybrydowe, a jednym z pierwszych modeli, który z nich skorzysta, jest popularny T-Roc. Tyle tylko, że T-Roc, nawet Hybrid, nie jest sam na rynku.

Hybrydowy Volkswagen już tu jest. Oto jego rywale

Zanim jednak zerkniemy na to, kto jest rywalem, przyjrzyjmy się dokładnie T-Rocowi Hybrid.

Volkswagen T-Roc HEV - jedno jest pewne

(To ten po prawej)

Tanio nie jest i nie będzie. Teoretycznie nowy T-Roc startuje od 130 390 zł, ale jeśli chcemy odmianę w pełni hybrydową, musimy sięgnąć po jedną z najwyższych wersji wyposażenia - Style albo R-Line. A to oznacza, że nasza linia startu - jeszcze przed wyborem hybrydy - to, odpowiednio, 148 090 albo 165 990 zł.

Niestety i do tej kwoty trzeba będzie dołożyć. Za wspomniane 148 090 zł dostaniemy bowiem T-Roca Style, ale z 1.5 eTSI o mocy 116 KM. Za 160 590 zł mamy to samo, ale 150 KM i dopiero za 165 790 zł dostaniemy naszą upragnioną, 170-konną hybrydę. Gdyby ktoś pytał, to T-Roc R-Line 1.5 TSI HEV to wydatek rzędu 171 190 zł, więc w sumie różnica nie jest taka wielka, jak mogłaby sugerować cena bazowa.

Co dostaniemy za te pieniądze, poza napędem hybrydowym, uwzględniając tańszą wersję wyposażenia? Całkiem sporo, bo m.in. 17-calowe felgi, podgrzewane przednie fotele, wspomaganie parkowania z czujnikami, LED-owe reflektory, 3-strefową klimatyzację automatyczną, regulowane podparcie lędźwiowe w przednich fotelach, funkcję masażu (też tylko z przodu), 6 głośników, relingi dachowe, kamerę cofania, czujnik deszczu, bezkluczykowy dostęp i uruchamianie samochodu oraz adaptacyjny tempomat.

Z opcji, które nie znalazły się na liście wyposażenia standardowego można wymienić reflektory matrycowe (dopłata - 2200 zł) o to w sumie tyle. Dla chętnych jest jeszcze hak (3900 zł), dach panoramiczny (5460 zł) i gadżety w rodzaju przyciemnianych tylnych szyb (1230 zł) czy pakietu stylistycznego Black Style (3250 zł).

Przyjmijmy więc, że podstawowe wyposażenie T-Roca Style jest w porządku i tych 165 790 zł kończy temat.

Dla szybkiego zebrania wszystkich danych - aktualny T-Roc ma 4,37 m długości, 2,63 m między osiami i 1,83 m szerokości. W bagażniku hybrydy - i tutaj średnio przyjemna niespodzianka - zmieści się 340 l bagażu (475 l w zwykłej wersji, 423 l w 2.0 eTSI 4Motion).

Za to na po cieszenie dostajemy najszybsze 1.5 w gamie T-Roca, które jednocześnie pali najmniej. Aczkolwiek trudno uznać 8,5 s za jakiś porywający wynik.

To teraz - czas na rywali, oczywiście tylko takich z segmentu SUV/crossover. Nie będziemy przy tym lecieć po kolei, wybierzemy po prostu kilka wyróżniających się modeli.

Chery Tiggo 4 - ile?

Auto cenowo aż niepokojące, bo wyprzedażowo (i istnieją takie egzemplarze na rynku "do wzięcia") kosztuje... 91 900 zł. Nawet jeśli jednak pominąć milczeniem cennik wyprzedażowy 2025, to według aktualnego cennika to auto startuje od 98 200 zł, a wersja "pełny wypas" kosztuje 107 900 zł.

Dla formalności trzeba jednak przyznać, że jest to auto o pojedyncze centymetry krótsze od T-Roca (4,32 m), z minimalnie mniejszym rozstawem osi (2,61 m). Jest też odrobinę słabsze (163 KM), wolniejsze w sprincie (8,9 s) i maksymalnie rozpędzi się do 150 km/h.

Z drugiej strony - mówimy o aucie tańszym o kilkadziesiąt tysięcy złotych, z większym (430 l) bagażnikiem, które już w tej tańszej wersji ma 17-calowe felgi, LED-y, automatyczną klimatyzację, bezkluczykową obsługę, kamerę cofania, czujniki z tyłu i kilka innych gadżetów. A jeśli wybierzemy wersję droższą, to dostaniemy nawet tapicerkę ze skóry (eko), sterowany elektrycznie fotel kierowcy, kamery 360 stopni i nawet - z jakiegoś bliżej nieznanego powodu - gniazdo USB-A w drugim rzędzie.

Nie da się wprawdzie wyposażyć Tiggo 4 lepiej niż T-Roca, ale z drugiej strony - czy ktoś szukający nie tak wielkiego crossovera chce go ładować wyposażeniem pod korek? Raczej nie.

Inna sprawa, że mam spore wątpliwości, czy grupy potencjalnych klientów na "Czwórkę" i hybrydowego T-Roca mają jakieś wspólne elementy.

Kia Niro - tak, to jest takie duże

nowa kia niro

Niespodzianka - Kia Niro jest wbrew pozorom całkiem sporawym autem - 4,42 m od początku do końca, 2,72 m osiami. Bagażnik? 425 l. Kto by pomyślał.

Wprawdzie niedługo na rynku powinna zadebiutować odświeżona wersja, ale już obecna prezentuje się przyjemnie i - cenowo - kusząco. Za odmianę ze 136-konnym napędem hybrydowym (przyspieszenie do setki w smętne 11,1 s) w najtańszej wersji zapłacimy 122 400 zł, a w najdroższej - 140 600 zł.

Ta droższa - i tak względnie tania w tym zestawieniu - to prawie że rozpusta. HUD, elektrycznie sterowany fotel kierowcy z podparciem lędźwiowym, monitorowanie martwego pola, automatyczne otwieranie i zamykanie pokrywy bagażnika, adaptacyjny tempomat, podgrzewane fotele, podgrzewana kierownica, automatyczna klimatyzacja i tak dalej.

Jak komuś jeszcze mało, to ma do wyboru kilka pakietów, wliczając w to dość abstrakcyjny pakiet Premium za 17 000 zł. Ale przynajmniej będzie miał wtedy... wentylowane fotele przednie. Ciekawe, ile takich Niro trafiło do polskich klientów.

MG HS - trochę inny kaliber

Przynajmniej rozmiarowo - o ile poprzednie propozycje mieściły się spokojnie poniżej 4,5 m, o tyle MG HS ma... 4,67 m długości, 2,77 m między osiami i do tego jeszcze 507 l bagażnika. Segment albo dwa w górę, jeśli chodzi o zajmowane na parkingu miejsce.

Jednocześnie aktualna promocyjna cena za ten model w wersji hybrydowej to... 122 900 zł. I mówimy o cenie wariantu, który ma elektrycznie regulowany fotel kierowcy, automatyczną klimatyzację, LED-owe reflektory, bezkluczykową o bsługę, czujniki parkowania z tyłu i kilka innych dodatków.

Jeśli to nam nie wystarczy, to za 133 900 zł jest wersja "full", dorzucająca do tego chociażby system kamer 360 stopni, elektrycznie sterowaną klapę bagażnika, bezprzewodową ładowarkę i elektrycznie sterowane oba fotele z przodu (kierowcy z pamięcią). Ach, do tego jeszcze dochodzą 19-calowe felgi, niezależnie od wersji.

Gdyby tego było mało - 1,5-litrowy silnik benzynowy wspomagany przez silnik elektryczny dają sumarycznie 224 KM, więc do setki rozpędzimy się w 7,9 s.

Naprawdę nie zazdroszczę nie-chińskim producentom.

Toyota C-HR - rywal bezpośredni

Przeglądanie cennika C-HR jest o tyle łatwe, że absolutnie każda wersja jest hybrydowa, przy czym najdroższe warianty to hybrydy plug-in, które tutaj nas akurat nie interesują.

Zaleta C-HR? Skoro hybryda jest w każdej wersji, to jest też i w najtańszej. A to oznacza, że dość odważnie stylizowaną Toyotę możemy mieć za 123 800 zł (promocja, normalnie 140 900 zł). Nie będzie wprawdzie zbyt bogato wyposażona, ale klimatyzacja automatyczna jest, elektrycznie sterowane i podgrzewane lusterka są, jest też spory pakiet systemów wspomagających i kamera cofania.

Niestety podstawowe hybrydowe 1.8 ma tylko 140 KM i jest raczej wolne - do setki rozpędzi się po 9,9 s. Wypadałoby więc zerknąć na 180-konne Hybrid Dynamic Force, które do setki rozpędzi się w 8,1 s, ale niestety jest w cenniku ustawione tak, że wymusza dużo wyższą wersję wyposażenia i ostatecznie kosztuje - promocyjnie - 165 400 zł. Czyli właściwie tyle, co T-Roc.

Nie powinno to specjalnie dziwić, szczególnie biorąc pod uwagę, że oba auta są niemal identyczne chociażby pod względem rozmiaru. Ok, Toyota wygrywa trochę pojemnością bagażnika (388 l w 1.8, 364 l w 2.0).

Hyundai Tucson

Hyundai Tucson 2026 - przód

Propozycja ciekawa z trzech powodów. Po pierwsze - wcale nie jest tak szokująco drogo, bo obecny cennik przewiduję opłatę w wysokości 146 800 zł za najtańszy wariant. Po drugie - hybrydowy napęd z 1.6 T-GDI ma całkiem imponujące 239 KM. Po trzecie - można całość połączyć z napędem na obie osie i niekoniecznie wyjdzie nam dużo drożej niż za T-Roca (170 800 zł w promocji).

Haczyk? W sumie tylko taki, że Tucson jest autem mniejszym, niż mogłoby się wydawać wielu osobom. 4,53 m to wprawdzie całkiem sporo, ale wyraźnie mniej niż np. w MG HS. Z drugiej strony - 616 l bagażnika to coś, czego z decydowanie nie ma się co wstydzić, podobnie jak 7,8 s do setki.

Jeśli chodzi o wyposażenie, to niestety wybór do 165 tys. zł jest dość ograniczony. W najlepszym wypadku możemy sięgnąć po promocyjnie wycenioną odmianę Smart (druga od dołu) i... to koniec. Ten "koniec" oznacza jednak m.in. reflektory LED, 18-calowe felgi, przednie fotele z regulacją podparcia lędźwiowego i podgrzewaniem, klimatyzację automatyczną, tempomat, kamerę cofania, czujniki parkowania z przodu i z tyłu, bezprzewodową ładowarkę do smartfonów i bezkluczykowy dostęp.

Piotr Barycki
Redaktor

Redaktor prowadzący Spider’s Web i autor tekstów na Autoblogu. Od 2008 r. nieprzerwanie publikujący w serwisach internetowych, a od ponad 10 lat na stałe związany z Grupą Spider’s Web. Regularnie pisze o tym, co go fascynuje - o smart domu, zegarkach sportowych, motoryzacji i… rowerach. Do tej pory napisał setki recenzji i - uwaga - większość sprzętów, które rekomendował, później sam sobie kupił.