Unia Europejska wymięka. Końca sprzedaży silników spalinowych nie będzie
Unia Europejska poszła po rozum do głowy i uznała, że nie ma sensu umierać za niższą emisję i elektryczną flotę. Właśnie zawarto porozumienie, które umożliwia dalszą produkcję i sprzedaż samochodów spalinowych. Jeszcze w zielone gramy, jak śpiewał poeta.

Jak zapewne zdążyliście się przyzwyczaić, od 2035 r. miał obowiązywać zakaz sprzedaży samochodów spalinowych. Nie wprowadzono go wprost, po prostu uznano, że emisja CO2 ma wynosić równe 0, więc skutek był jeden.
Na początku producenci rzucili się do wyścigu na oświadczenia, że ten cel zrealizują wcześniej. Jednak szybko się okazało, że ani klienci nie dopisują, ani technologia nie jest tak dobra, jak zachwalono. Dość powiedzieć, że gdyby nie szereg dopłat podatkowych, to bylibyśmy z elektromobilnością w lesie, a do tego na kontynent wpadli z wizytą chińscy producenci.
Okazało się, że mają większe doświadczenie w produkcji samochodów elektrycznych, że ich auta są tańsze, co doprowadziło do obniżenia cen samochodów w Europie. Jednak producenci zdali sobie sprawę, że zabijanie spalinowej motoryzacji nie ma żadnego sensu ekonomicznego, głównie dla akcjonariuszy, więc wysłali lobbystów, którzy mieli jeden cel - odwieść Unię od szalonego planu zrujnowania własnej gospodarki, w której motoryzacja odpowiada za 7 proc. unijnego PKB i zatrudnia około 14 mln ludzi. Najwidoczniej się udało.
Kompromis jest na stole. Czekamy do grudnia
Największe partie Parlamentu Europejskiego zaproponowały jakiś czas temu kompromis. Polegał na wyznaczeniu celu redukcji emisji na 2035 r. jako 95 proc. względem 2021 r. I najlepszy jest sposób liczenia tego progu. 87,5 proc. ma pochodzić z emisji samochodów, a 7,5 proc. z zastosowania zielonej stali z Unii Europejskiej. Tym samym znalazłoby się miejsce dla hybryd plug-in, samochodów elektrycznych, miękkich hybryd i klasycznych hybryd. Krótko mówiąc - bylibyśmy uratowani. Jednak porozumienie było wstępem.

W środę 4 listopada 2026 r. Komisja Ochrony Środowiska Parlamentu przyjęła propozycję zmiany celów dotyczących emisji CO2 dla nowych samochodów osobowych i dostawczych oraz zachęt dla producentów ekologicznych pojazdów produkowanych w UE. 48 osób było za, 30 przeciw, a dwie się wstrzymały. Co ważne - promowane mają być samochody powstałe w Unii z wykorzystaniem stali wytworzonej na terenie Wspólnoty. Cel emisji ma być obniżony dla całej gamy producenta, więc nadal producenci musieliby równoważyć emisję samochodami elektrycznymi. Ale tutaj posłowie stwierdzili, że czas na kreatywne liczenie.
Przy obliczaniu średniej emisji CO2 producenta, małe pojazdy elektryczne (o maksymalnej długości 4,2 metra i wyprodukowane w UE) byłyby liczone jako 1,4 pojazdu, a wysoce wydajne pojazdy elektryczne (wyprodukowane w UE i spełniające rygorystyczne progi zużycia energii elektrycznej) jako 1,2 pojazdu. Jeśli pojazdy są rejestrowane w ramach programu leasingu socjalnego, mnożniki zostałyby zwiększone o 0,1, odpowiednio do 1,5 i 1,3 (takie finansowania są popularne we Francji). Tym samym zachęca to producentów do budowania tanich i niewielkich samochodów elektrycznych, które pomogłyby spełnić cele dla całej floty.

Co teraz? Propozycję musi przegłosować Zgromadzenie Parlamentu Europejskiego. Głosowanie odbędzie się w grudniu i wszystko wskazuje na to, że pójdzie po naszej myśli. Możecie otwierać szampana, ale nie wylewajcie wszystkiego.
Dziennikarz Autoblog.pl. Poprzednio pisał dla serwisu Bezprawnik.pl, dla którego stworzył ponad 200 tekstów. Od 10 lat zajmuje się również kontrolą jednostek samorządowych, ale od zawsze jego marzeniem było pisać na tematy motoryzacyjne. Do redakcji dołączył w październiku 2020 r. Specjalizuje się w zdjęciach szpiegowskich, wizualizacjach, modelach marki BMW oraz zmianach w prawie, które bezpośrednio wpływają na motoryzacyjny świat. Obudzony w nocy potrafi wymienić zalety poszczególnych silników niemieckiej marki. Potrafi wydobyć z czeluści internetu informację na dowolny temat. Jeździ ostatnim klasycznym BMW, ale nocami marzy o BMW X6.