Toyota pozdrawia z lat 80. Legenda wróciła, ale czegoś jej brak

Po roku przerwy Toyota przywraca jeden ze swoich symboli - Land Cruisera 70 - na jednym ze swoich najważniejszych rynków. Klienci zaczynali tęsknić za tym klasykiem, ale teraz będą musieli pójść na pewne ustępstwa.

Toyota pozdrawia z lat 80. Legenda wróciła, ale czegoś jej brak

W 2025 roku Toyota zaserwowała smutną wiadomość Australijczykom - zakończyła przyjmowanie zamówień na Land Cruisera serii 70, kultową terenówkę produkowaną od ponad czterech dekad. Było to wywołane - no nie zgadniecie - normami emisji spalin.

Ale nie z Japończykami takie numery: po roku przerwy ten król bezdroży powraca po małym szacher-macher w układzie napędowym.

Wystarczył zbiorniczek AdBlue

Najważniejsza różnica dotyczy silnika. Co prawda jest to dalej 2,8-litrowy turbodiesel o czterech cylindrach, zapożyczony z Hiluxa i nowszego Land Cruisera, który niezmiennie rozwija 201 KM oraz 500 Nm momentu obrotowego.

Jednak aby zapewnić zgodność z australijskimi normami emisji spalin, Toyota umieściła w aucie 20-litrowy zbiornik AdBlue, co pozwoli na zmniejszenie produkcji tlenków azotu. Zbiornik posiada oddzielną klapkę wlewu paliwa na przednim lewym błotniku w modelach z podwójną kabiną oraz między kabiną a tylnymi kołami w wersjach z pojedynczą kabiną.

Co ciekawe, w nowym katalogu Land Cruisera 70 znajdziemy tylko sześciobiegową, automatyczną skrzynię biegów. Według australijskiego oddziału firmy, modele serii 78, 79 z podwójną kabiną oraz 76 GXL ze starą pięciobiegową manualną skrzynią biegów będą na razie niedostępne.

Brak jednoznacznego potwierdzenia, że ​​manualna skrzynia biegów została definitywnie wycofana może sugerować, że ma ona jeszcze przed sobą pewną szansę. Choć na razie nie wiadomo, kiedy mogłaby zostać ponownie wprowadzona.

Inną godną uwagi zmianą - choć niestety negatywną - znajdziemy w modelu serii 78 Troopcarrier, którego gigantyczny zbiornik paliwa został zmniejszony ze 180 l do standardowych 130 l, przez co stracił swój największy wyróżnik.

Pewne rzeczy są po prostu wieczne

I to w zasadzie tyle: nic więcej w wyglądzie czy wnętrzu nie trzeba było poprawiać, bo i po co. Ideałów się przecież nie poprawia.

Nie boję się nazywać Land Cruisera ideałem, bo to model któremu przynajmniej naprawdę niewiele do tego miana brakuje - a przynajmniej wtłaczając go w pewien archetyp. Proste terenówki są z natury długowieczne, ale Land Cruiser 70 wytrzymuje długo na rynku, bo jest po prostu dobry.

Kiedy Wrangler i Defender (nie mówiąc o klasie G) już straciły tę surowość, siermiężność i twardość, to Japończyk dalej trwa w swojej pierwotnej formie, z porządną ramą, potężnym dieslem i uroczą, kwadratową sylwetką.

U nas niestety, idąc po Land Cruisera do salonu Toyoty, możemy wyjechać wyłącznie w bulwarowym SUV-ie, który przejedzie po małym błotku, potem z niego wyjedzie i tyle. A wszystko przez normy spalin - gdyby zamiast smrodziucha pod maską była jakaś hybrydka plug-in, to pewnie i w Europie byśmy dostali taką siedemdziesiątkę, bo jacyś chętni na bank by się znaleźli.

Ale taka bestia bez wielkiego diesla byłaby jak meksykańskie danie bez fasoli - owszem, można jej nie lubić, ale ona po prostu musi być, bo nadaje konkretnego smaku. Tymczasem z unijnymi normami to nie przejdzie i koniec, mimo że w sumie te australijskie są bardzo podobne, ale nie i już

Przynajmniej w Australii i na Bliskim Wschodzie mogą mieć takie fajne rzeczy.

Więcej o Toyotach przeczytasz tutaj:

Marek Stawski
Redaktor

Od 2024 r. redaktor portalu Autoblog. Zajmuje się tematyką motoryzacji rosyjskiej, chińskiej, a także samochodami klasycznymi i nietypowymi. Po pracy, na imprezach porywa towarzystwo ciekawostkami o fabrycznych oznaczeniach radzieckich samochodów. Miłośnik włoskiej motoryzacji, hawajskich koszul i wszystkiego, co smakuje miętą.