W tym roku mija 30 lat od prezentacji jednej z najbardziej niesamowitych Toyot, jakie zostały wprowadzone do produkcji. Owy model nosił mało wyszukaną nazwę Classic i powstał w bardzo ograniczonej liczbie 100 egzemplarzy.

Spotkałem się niegdyś z tezą, że "Toyota nigdy cię nie zaskoczy". Oczywiście ma to wydźwięk pozytywny, gdyż odnosiło się do niezawodności japońskich aut. Ale może być też odebrany negatywnie - ktoś może pomyśleć, że pod tą marką nie powstało żadne dziwne, nietypowe auto. Częściowo jest to prawda, gdyż specjalnością Toyoty są raczej segmenty dobrze znane: trzon jej oferty stanowi kompaktowa Corolla, czy SUV RAV4. Ale gdy powędrujemy palcem po mapie do Japonii, ujrzymy zupełnie inny świat - z pewnym enigmatycznym modelem na czele.
Prezent na sześćdziesiąte urodziny
W 1996 r. Toyota obchodziła sześćdziesiątą rocznicę wprowadzenia na rynek pierwszego samochodu produkcyjnego - modelu AA. Oryginał w dużej mierze opierał się na amerykańskim modelu DeSoto Airflow, co patrząc na dzisiejszy kształt rynku w Stanach Zjednoczonych, brzmi jak chichot historii.

Za projekt Classica odpowiada Toyota Technocraft - wewnętrzny dział specjalizujący się w konwersji, znany z produkcji rzadkich, przeznaczonych wyłącznie na rynek japoński modeli, z których najbardziej znanymi mogą być centralnosilnikowe MR2 pierwszej i drugiej generacji w wersji kabrio.

Technocraft wykonało solidną pracę, przenosząc wygląd AA na współczesne podwozie. Niemal porzucił pontonowy design nadwozia, wydzielając z bryły odstające reflektory, progi czy montując koło zapasowe na klapie bagażnika. Do tego dodajmy gustowne, dwukolorowe malowanie (choć powstało pięć sztuk wyłącznie w kolorze czarnym), czy opony z białymi ściankami. Patrząc na nadwozie w stylu retro, trzeba przyznać że najmniej nietypowa była nazwa tego modelu - Classic.

W ten sposób dostaliśmy auto, które bardziej niż retro jest swoistym Excaliburem - nowoczesnym autem tylko częściowo przerobionym na replikę, choć wciąż było widać, że to był samochód zupełnie współczesny.
Dawcą podwozia był... Hilux
Pod wyglądem Classica, nawiązującym do lat 30., kryje się godna lat trzydziestych rama drabinowa, która Toyota zapożyczyła ze swojego modelu Hilux. Nietypowy pomysł, to fakt - ale po prostu dużo łatwiej i taniej było zaprojektować od podstaw nowy, krótkoseryjny model na ramie, niż z nadwoziem samonośnym. A poza tym, takie podwozie gwarantuje jakieś 5 mln km spokojnej jazdy, więc mamy kolejną zaletę.

Układ napędowy również pochodził z Hiluxa i musiał zapewniać "bardzo dostojny" poziom dynamiki - takie na miarę lat trzydziestych. Był to bowiem silnik 3Y-E, czyli 2-litrowy, czterocylindrowy silnik benzynowy w układzie OHV o mocy 96 KM i momencie obrotowym 116 Nm, który był przekazywany na tylne koła za pośrednictwem czterobiegowej automatycznej skrzyni biegów.
Classic jako nowy egzemplarz kosztował 8 milionów jenów, co po przeliczeniu na polską walutę (i z uwzględnieniem inflacji) wyniesie ok 180 tys. zł. Z góry założono, że seria będzie ograniczona do liczby 100 egzemplarzy, z których kilka trafiło do najbardziej elitarnych japońskich hoteli, jako pojazd transportujący VIP-ów. Podobno powstało także coś w stylu Classica pickup - model TC Pickup, oparty na przedwojennej Toyocie o tej samej nazwie, lecz nie można znaleźć nawet jego zdjęć. Jednak w kontekście rzadkości, to i standardowy Classic wydaje się samochodem ekstremalnie wręcz rzadkim.
Więcej o Toyotach przeczytasz tutaj:



















