REKLAMA

Rozwiązał problem braku miejsc parkingowych. Użył lawety

Jeśli krew zalewa was na samą myśl o szukaniu wolnego miejsca parkingowego przed blokiem, przedstawiam idealne rozwiązanie. Potrzebujecie tylko taniej lawety.

Rozwiązał problem braku miejsc parkingowych. Użył lawety

Wyobraźcie to sobie. Od rana macie zszargane nerwy. W pracy każdy ciągle coś od was chce. Myślicie, że stanie w korkach to ostatnie, czym zepsujecie sobie humor, ale zapomnieliście, że czeka was jeszcze szukanie miejsca na parkingu przed blokiem. Marzycie już tylko o gorącej kąpieli i serialu, ale musicie stać 20 minut, aż ktoś raczy zwolnić jedno z nich.

Właśnie nadeszło rozwiązanie tego problemu.

Kierowca Porsche wyszedł z Matrixa. Tak się parkuje w Rosji

Wiecie, ile czasu moglibyście zaoszczędzić, gdybyście każdego dnia nie musieli czekać na osiedlowym parkingu, aż zwolni się jakieś miejsce parkingowe? Ja też nie, ale patrząc na pomysł, na jaki wpadł pewien kierowca w Rosji, widocznie prędzej czy później przychodzi taki moment, po którym nawet najtwardsi tracą ostatnie pokłady cierpliwości.

W Moskwie mieszkaniec jednego z blokowisk jeżdżący Porsche 911 kupił sobie lawetę, na której codziennie parkuje swój samochód bez denerwowania się i tracenia czasu na to, aż któreś miejsce parkingowe będzie wolne. Tak przynajmniej sugerują wpisy opublikowane na platformie X.

Szczerze mówiąc, sam nie wiem, czy to, na co patrzymy jest rzeczywistą sytuacją, czy prowokacją wymierzoną w kierowców, których zwyczajnie nie stać na własną lawetę, nie wspominając nawet o nowiutkim Porsche 911.

To nic nie zmienia, bo pomysł sam w sobie jest po prostu genialny

Tak naprawdę mniejsza z tym, czy to prawdziwa sytuacja i czyjaś moskiewska codzienność, czy internetowy trolling. Chodzi po prostu o to, że wygląda to jak skuteczne rozwiązanie odwiecznego problemu mieszkańców osiedli ze wspólnymi parkingami, gdzie szukanie wolnego miejsca parkingowego – zwłaszcza w weekend wieczorem, gdy wszyscy siedzą w domu – jest dużym problemem.

Wiadomo, niektóre blokowiska liczą sobie dziesiątki lat i pochodzą z czasów, gdy nie wszyscy mogli pozwolić sobie na samochód, więc nieduże parkingi w zupełności wystarczały. Z czasem auta stały się jednak dużo bardziej popularne, obecnie pierwsza fura dla wielu jest obowiązkowym prezentem, który dostaje się na 18. urodziny.

Właśnie dlatego spróbujcie wyobrazić sobie taki scenariusz. Mając taką lawetę, tak naprawdę wystarczyłoby pomęczyć się przy szukaniu miejsca parkingowego tylko raz – dla samej lawety albo przyczepy. Później wystarczy po prostu każdorazowo rozkładać najazdy, wjeżdżać autem, chować najazdy i voila – można iść do domciu, a inni niech się męczą.

To tylko teoria, praktyka szybko by zweryfikowała

Wiadomo, cała ta „procedura” też by trochę trwała. Czasem przecież może się po prostu przyfarcić i akurat jakieś miejsce parkingowe będzie puste. Niestety nie można przewidzieć przewidzieć, dlatego żeby uniknąć dnia, w którym będziecie kwitnąć 15 czy 30 minut, aż ktoś zwolni miejsce, wizja z lawetą brzmi jak marzenie. Ale na pięknej teorii niestety pewnie wszystko by się skończyło.

Jak wiadomo, osiedlowy monitoring w postaci zazdrosnych sąsiadów nigdy nie śpi. Myślę, że kwestią tygodnia lub może dwóch byłoby, aż laweta miałaby pocięte opony albo przerysowany lakier, nie wspominając o tym, że ten sam scenariusz mógłby spotkać samochód zaparkowany na niej. A gdyby było to Porsche 911 jak na filmie, starty byłyby naprawdę pokaźne.

Zamiast jednak płacić kilkanaście tysięcy złotych za używaną lawetę, może po prostu lepiej poszukać płatnego parkingu w okolicy i nawet jeśli będzie zlokalizowany trochę dalej od bloku, w którym mieszkacie, wystarczy się przespacerować te 5 minut dłużej i tyle.

Każde rozwiązanie ma swoje wady i zalety, a konsekwencje idące za parkowaniem na lawecie mogłyby pójść jeszcze dalej niż samosąd ze strony zazdrosnych sąsiadów, bo pewnie wizyty policji i odholowania nie będziecie chcieli przeżyć.

Więcej o parkowaniu przeczytasz tutaj:

Damian Lewandowski
Redaktor

Ukończył studia na kierunku Dziennikarstwo i komunikacja społeczna. Na co dzień specjalizuje się w marketingu medycznym jako SEO writer i redaktor tekstu, ale to motoryzacja zajmuje specjalne miejsce w jego sercu już od najmłodszych lat. W wolnych chwilach rozwija pasję do fotografii, wykonując sesje zdjęciowe samochodów sportowych. W swoim portfolio ma dziesiątki współczesnych modeli Ferrari, Lamborghini i Porsche. Kocha lotnictwo, dlatego weekendami potrafi godzinami szybować po cyfrowym niebie.