REKLAMA

Parkowanie to skomplikowana rzecz. Bez linii jest jeszcze trudniej

Parkowanie samochodu to trudna sztuka. Rzecz w tym, że nie zawsze chodzi o samą technikę, a o szacunek do innych kierowców. Okazuje się w praktyce, że to nawet trudniejsze zadanie, niż samo techniczne ustawienie pojazdu.

Parkowanie to skomplikowana rzecz. Bez linii jest jeszcze trudniej

Do napisania tego tekstu skłoniły mnie sytuacje, jakie regularnie zastaję na swoim osiedlu i pod moją pracą. Miejsca parkingowe nie są tam wyznaczone, tak że samochody ustawia się prostopadle do ulicy, ale nie ma podziału na konkretne “koperty”. Dlatego to kierowcy sami decydują, jak się ustawić, co w rzeczywistości wychodzi bardzo źle.

Kierowcy nie zwracają uwagi na to, ile miejsca zajmuje ich samochód

Jeżeli miejscówki są wyznaczone, jakoś to idzie. Jeżeli natomiast takiego oznakowania brakuje, mało kto zwraca uwagę na to, w jakim odstępie od innego pojazdu parkuje. Najczęściej dzieje się tak, że kierowcy zostawiają metr wolnej przestrzeni od drugiego samochodu albo wjeżdżają na skos, zajmując miejsce dla dwóch aut.

W efekcie, na obszarze dla np. dziesięciu samochodów parkuje ich zaledwie siedem, bo miejsca dla tych trzech po prostu zabrakło. Auta są ustawione w taki sposób, że nie da się już pomiędzy nie wjechać, chyba że motocyklem.

Parkowanie za daleko od drugiego samochodu to też jest kłopot

Większość ludzi zwraca uwagę przede wszystkim na to, aby nie ustawić się zbyt blisko i nie zablokować możliwości otwarcia drzwi. Wiadomo, jest to ważne, aby każdy miał do swojego pojazdu dostęp - fakt, nie opinia, nie zapraszam do dyskusji.

Niemniej, równie istotne jest pozostawianie na tyle małego odstępu, aby nie zostawiać tego miejsca zbyt dużo. Dlaczego? Bo zabraknie go po drugiej stronie. Jeżeli zsumujemy wszystkie takie “nadprogramowe” odległości, okaże się, że można z nich uzyskać szerokość trzech samochodów osobowych - tych, które przez takie niedbalstwo nie bedą mogli tam zaparkować.

Im większy parking, tym więcej miejsc przez to znika

Wspomniane dziesięć miejsc to jedynie losowy przykład, natomiast zdarza się, że parkingi są o wiele większe, a wtedy w ten sposób może wyparować znacznie więcej miejscówek. Często wystarczy, że dwie osoby zaparkują w ten sposób i ogólny porządek na parkingu szlag trafia. 

Czasami nie wiadomo, do kogo równać, ale zdarza się, że ktoś ma po prostu wywalone

Nie jest oczywiście tak, że wszyscy to leniwe parówy i parkują w ten sposób, mając po prostu wywalone na innych. Zdarza się niejednokrotnie, że taki stan rzeczy jest po prostu niefortunnym zbiegiem okoliczności, gdzie jeden kierowca równał do drugiego, ale ten później odjechał, zaparkował następny, tyle ż krzywo, a kolejny równali właśnie do niego. O ile fakt nieudolnego parkowania pozostaje faktem, to winny akurat jest ktoś inny.

Tyle, że wiele razy widzę sytuacje, gdzie ktoś wjeżdża sobie byle jak, po czym zadowolony z siebie po prostu zostawia tak zaparkowane auto i odchodzi. Tak, jak na poniższym przykładzie:

Po jednej stronie mój prywatny automobil, po drugiej jeden ze służbowych - rano pomiędzy nimi stały zaparkowane dwa samochody, po południu już tylko jeden. W takim przypadku nie może być innego wytłumaczenia, niż czyjeś niedbalstwo i lenistwo. W miejscu dla dwóch aut stoi jedno, bo kierowcy nie chciało się przyłożyć do precyzyjnego parkowania. Jeżeli pomnożymy ten przykład np. razy pięć, liczba miejsc do parkowania nagle się skurczy.

Po drugiej stronie też ładnie.

Wystarczy w miarę możliwości dbać o to, aby zostawiać miejsce na otwarcie drzwi i koniec

Tak, aby dało się wejść i wyjść, ale też aby nie zostawiać całego pustego placu na stolik z parasolem. Jeżeli wszyscy skrupulatnie stosowaliby się do takich reguł, na parkingu złożonym z dwudziestu miejsc wykorzystanych byłoby wszystkich dwadzieścia.

A nie dwanaście.

Michal Reicher
Redaktor

Dziennikarz, fotograf, podróżnik i graciarz. Od 2019 roku redaktor Magazynu Classicauto, występował również gościnnie w Plejady Subaru. Etatowo od 2015 roku instruktor nauki jazdy, od 2018 roku w warszawskiej szkole GazeLka, gdzie uczy młodych ludzi graciarstwa od podstaw. Pomiędzy wierszami biega z aparatem po obskurnej i zapadłej Polsce, publikując swe zdjęcia na instagramowym profilu Polska w ruinie. Czasami zabawia towarzystwo organizacją imprez nawigacyjno-turystycznych pod szyldem Stary Pojazd i Może. Jeździ na co dzień tym, co akurat rano odpali.