REKLAMA

GDDKiA znów bada Sądeczankę. Kierowcy nadal tkwią w Wytrzyszczce

GDDKiA znów będzie analizować, projektować i sprawdzać warianty Sądeczanki. Asfalt nadal pozostaje w sferze marzeń, za to dokumentacji przybędzie tyle, że można by nią utwardzić połowę trasy.

GDDKiA znów bada Sądeczankę. Kierowcy nadal tkwią w Wytrzyszczce

DK75 od lat jest drogą, na której bardziej niż moc silnika przydaje się cierpliwość. Kto regularnie tędy jeździ, ten dobrze wie, że planowanie czasu przejazdu ma tam niewiele wspólnego z rzeczywistością. Ta trasa to absolutne wąskie gardło całej Sądecczyzny.

Przepustowość wąskiej, krętej szosy dawno uległa wyczerpaniu, a każda kolejna próba nowej trasy kończy się dokładnie tak samo: protestami, odwołaniami i kolejnymi analizami. Oddany blisko pięć lat temu nowy most u ujścia Dunajca do Jeziora Rożnowskiego w Kurowie poprawił nieco sytuację, ale to nadal kropla w morzu.

Krajowa 75 biegnąca wzdłuż doliny rzeki Dunajec nie wybacza błędów, a natężenie ciężkiego ruchu samochodowego stale tworzy wielokilometrowe zatory. Trudno się dziwić, skoro łączy autostradę A4 z silnie zindustrializowanym regionem Nowego Sącza. Niestety codzienna rzeczywistość podróżnych zmierzających na południe to żółwie tempo, ciągłe wymuszanie pierwszeństwa oraz stała obawa o bezpieczeństwo.

Jest pięknie, a przez to trudno

Ukształtowanie terenu w tej części Małopolski stawia przed inżynierami wyjątkowo wysoko zawieszoną poprzeczkę. Górski krajobraz Beskidu Wyspowego, malownicze lecz zdradliwe doliny rzeczne, bezpośrednie sąsiedztwo Jeziora Rożnowskiego oraz niestabilne podłoże pełne czynnych osuwisk sprawiają, że wytyczenie bezkolizyjnej trasy w tym regionie jest nie lada wyzwaniem technologicznym.

Gdy w grudniu 2024 r. Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Krakowie wydała wreszcie decyzję środowiskową dla wariantu C, w regionie pojawiła się ogromna nadzieja na przełom. Wyznaczony odcinek między Uszwią a Wytrzyszczką ma długość 19,7 km i stanowi najdłuższy fragment całej inwestycji. Szybko jednak okazało się, że radość kierowców była stanowczo przedwczesna.

Decyzja natychmiast wywołała falę gorących protestów ze strony części mieszkańców oraz lokalnych włodarzy. Samorządowcy zaczęli głośno domagać się powrotu do wariantu A. Główny problem polega jednak na tym, że postulowany przebieg wariantu A w swojej pierwotnej formie jest niemożliwy do zrealizowania przez drogowców. Wymagałby bowiem drążenia długiego tunelu pod Górą Bukowiec.

Według ekspertów taka inwestycja bezpośrednio zagroziłaby kluczowym ujęciom wody pitnej, z których korzystają mieszkańcy gminy Iwkowa, a także mogłaby nieodwracalnie zniszczyć pobliskie, cenione źródło św. Urbana. Aby zapobiec całkowitemu paraliżowi decyzyjnemu, Minister Infrastruktury zlecił opracowanie dodatkowych opracowań. Tak narodziła się kolejna urzędowa analiza.

Mission Impossible

Wyłoniona w przetargu firma DATABOUT otrzymała kwotę 891 750,00 zł oraz 10 miesięcy na dokładne sprawdzenie, czy da się skorygować przebieg wariantu A, czy też trzeba poprowadzić trasę w całkowicie nowy sposób. Firma ma odpowiedzieć na pytanie, na które odpowiedź zna chyba każdy, kto choć raz tamtędy przejechał: czy da się przesunąć drogę tak, żeby nikomu nie przeszkadzała.

Równolegle toczą się też skomplikowane procedury na pozostałych fragmentach. Podpisano już umowy na szczegółowe założenia projektowe dla odcinków Wytrzyszczka – Łososina Dolna o długości 5,7 km oraz Tęgoborze – Nowy Sącz o długości 9 km.

Przed firmą zadanie z gatunku niemożliwych. Wystarczy trochę znać okolicę (albo spojrzeć na mapę, chociaż nawet ona nie oddaje w pełni ukształtowania tamtejszego terenu), żeby wynik takiej analizy był widoczny jak na dłoni. Przeprojektowanie tego odcinka bez znacznego wydłużenia graniczy tutaj z cudem. Niemniej protesty wymagają reakcji. Każdy chce jeździć, nikt nie chce mieć trasy za płotem.

Z kolei dla odcinka od Brzeska do Uszwi o długości 3,6 km trwa obecnie analiza złożonych dokumentów. Niestety przetarg na analizę fragmentu Łososina Dolna – Tęgoborze unieważniono. Jedyny oferent okazał się ponad dwukrotnie droższy od zakładanego budżetu, więc przetarg unieważniono. GDDKiA zwiększyła pulę pieniędzy i spróbowała jeszcze raz. Teraz trwa wybór wykonawcy.

Niechlubną tradycją naszego kraju jest to, że przed zmaterializowaniem się jakiejkolwiek nowej drogi najpierw trzeba wyprodukować odpowiednią ilość segregatorów. W tempie, w jakim powstają kolejne opracowania, łatwiej będzie wybudować nowe archiwum niż nową drogę.

Tymczasem kierowcy stojący w wielokilometrowych zatorach tracą cierpliwość, co dobrze ilustrują ponure statystyki drogowe. W latach 2017–2024 na 47 km starej trasy doszło do 298 wypadków, w których zginęły 34 osoby, a 439 zostało rannych, z czego aż 127 ciężko. Ponadto 25 proc. wszystkich ofiar śmiertelnych stanowili piesi. Średni dobowy ruch pojazdów w pobliżu Nowego Sącza osiąga aż 21 600 aut na dobę, natomiast na odcinku między Tymową a Jurkowem wynosi 12 600 pojazdów.

Fajna ta niecka, taka niezbyt przejezdna

Nowy Sącz pozostaje jednym z największych miast w kraju bez dwujezdniowej drogi wylotowej. Przygotowania trwają od 2016 r., a dotychczas oddano zaledwie 3 km łącznika z DK94. Zgodnie z ustawą z dnia 21 marca 1985 r. o drogach publicznych realizacja tak dużych zadań wymaga spełnienia licznych formalnych wymogów, przez co szybka trasa nadal majaczy gdzieś za horyzontem.

Na razie jedyną rzeczą, która na Sądeczance powstaje zgodnie z harmonogramem, są kolejne analizy. Asfalt nadal pozostaje w sferze marzeń. Kierowcy stoją w tych samych korkach, w których stali kilka lat temu. Zmieniają się jedynie numery przetargów, nazwy kandydatów na wykonawców i grubość dokumentacji. Czyli na południu bez zmian.

Paweł Staromłyński
Redaktor

Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.