Rok temu opisałem, jak przejechałem identyczny dystans z czterema rowerami na dachu. Nie chciałem tego powtarzać, dlatego w tym roku wybrałem hak.

Ciężkie jest życie czteroosobowej rodziny, która lubi w wakacje jeździć na rowerach. Po zeszłorocznej wycieczce nie chciałem przemierzać dalekiego dystansu z rowerami na dachu. To była trochę męczarnia.
W tym roku spróbowałem podróży z czterema rowerami, ale umieszczonymi na bagażniku na hak. W porównaniu z wożeniem rowerów na dachu jest to prawie raj, co nie oznacza, że nie trzeba się już niczym przejmować. Oto jak było.

Rozmiar auta ma znaczenie
Mam złą wiadomość dla rodzin, bo rozmiar auta ma znaczenie. Wożenie czterech rowerów na haku wymaga dużego samochodu. Nie w sposób formalny, ale po to, żebyśmy w ogóle byli w stanie jechać.
Platforma, która może przewieźć cztery rowery, waży swoje i wystaje daleko za auto. To jest balast, który masa i rozmiary auta muszą jakoś równoważyć. W dodatku tak się jakoś składa, że wyprawie z czterema rowerami towarzyszą zazwyczaj cztery osoby wraz z bagażami dla czterech osób. Auto jest wtedy poważnie dociążone.
Sprawdziłbym na początku, czy w ogóle jesteśmy w stanie ruszyć z miejsca. Nie w sensie mocy auta, ale tego, jak bardzo zostanie dociśnięte zawieszenie. Może się okazać, że ciężar jest tak duży, że koło praktycznie dotyka nadkola i zrobi się niebezpiecznie. W takiej sytuacji ładowność pojazdu przestaje być pustym pojęciem i nagle warto zwrócić na nią uwagę.

Można polubić się z SUV-ami
I tak samo nagle SUV staje się bardzo rozsądnym pojazdem (choć oczywiście SUV SUV-owi nierówny), bo jest to masa, którą można wystawić przeciwko czterem rowerom na haku.
Ja w swoją podróż wyruszyłem Renault Rafale z napędem hybrydowym typu plug-in. Po załadowaniu towaru tylne zawieszenie trochę przysiadło, ale nie było dramatu. Zasadniczo podróż z czterema rowerami na haku szła jak po maśle. Mimo tych miłych okoliczności musiałem o kilku sprawach pamiętać.

Oślepienie samochodu
Platforma na rowery musi mieć miejsce na trzecią tablicę rejestracyjną (wyrobioną w urzędzie) i oświetlenie. Mam nadzieję, że nie muszę tego pisać, bo każda osoba instalująca hak od razu wyrabia trzecią tablicę. Prawda?
Jeżdżenie na blachach kolekcjonerskich z portalu ogłoszeniowego nie jest legalne. Musiałem to napisać, choć to powinno być oczywiste. Nieco mniej oczywiste jest to, jak hak potrafi upośledzić samochodowe systemy.
Wpięcie wtyczki w samochodowe gniazdo spowoduje odłączenie tylnych czujników parkowania, a kamera cofania stanie się bezużyteczna. Łatwo zapomnieć, że nic z tyłu nie „zapipczy”. Na szczęście auto przypominało przy każdym uruchomieniu, że część systemów została wyłączona.

Nie tylko czujniki parkowania z tyłu nie działały. Podpięcie haka spowodowało też odłączenie czujników bocznych, a ostrzeżenia o pojeździe znajdującym się w martwej strefie przestały działać.
Nie mierzyłem tego linijką, ale miałem wrażenie graniczące z pewnością, że inaczej działał aktywny tempomat. Obciążone auto zachowywało mniejszy dystans od poprzedzającego pojazdu, niż czyniło to zwykle bez pasażerów, bagażu, bagażnika i rowerów.
Niedoskonałości użytkowe
Hak bije bagażniki dachowe na głowę, co nie znaczy, że można wrzucić na tył rowery i o wszystkim zapomnieć. Z rowerami na dachu musimy uważać, wjeżdżając na teren zadaszonych parkingów. To znaczy, tak naprawdę nie musimy, bo praktycznie nigdzie nie wjedziemy. Rowery na haku w takich sytuacjach też potrafią sprawić problemy.
Większość parkingów w centrach handlowych i parkingów podziemnych wymaga wjazdu na górę lub zjazdu w dół. Z ogonem w postaci długiej platformy i z obciążonym autem najprawdopodobniej zahaczymy bagażnikiem o najazd, co może go uszkodzić. Nawet wcześniejsze wysadzenie pasażerów może nie pomóc, skoro w środku zostaną bagaże, a na platformie rowery.
Nie tylko sam dojazd do miejsca postojowego może być problematyczny. Na stacjach benzynowych czy miejscach obsługi podróżnych miejsca postojowe są zazwyczaj długie. W żadnym z nich moja platforma nie wystawała, ale zwykłe miejsca postojowe to już kłopot. Na nich nasz zestaw będzie wystawał i nie zawsze da się ustawić tak, by nie był to kłopot.

Zależnie od natężenia ruchu zmiana pasa ruchu może stać się wyzwaniem, bo trudno jest wyczuć, jak daleko sięga platforma. W niektórych przypadkach może być to poważnym utrudnieniem, na przykład przy parkowaniu na tzw. kopertę. Nie zaparkujesz też nad każdym krawężnikiem. Chwila zapomnienia i może dojść do poważnych uszkodzeń. Pół biedy, jak się tylko coś porysuje od dołu, ale jak wrócić z czterema rowerami z uszkodzonym bagażnikiem z obcego kraju?
Bardzo uważać trzeba też na progach spowalniających. Zbyt szybki przejazd może spowodować wypięcie bagażnika, bo ten zachowuje się wtedy jak katapulta.
A nie doszliśmy nawet do przypadków skrajnych, jak gwałtowne manewry na śliskiej nawierzchni, czy ostre hamowanie, gdy nasz balast z tyłu może nas nieodwracalnie pociągnąć w niepożądaną stronę.
Po zdjęciu rowerów
Gdy zdejmiesz rowery z dachu, masz prawie normalne auto. Może trochę gwizdałoby przy większych prędkościach. Po zdjęciu rowerów z bagażnika na hak dalej mamy długi zestaw. Powstaje naturalna chęć zdjęcia go, także ze względu na złodziejskie pokusy. W przypadku platform na cztery rowery powstanie problem, co z takim kolosem na wakacyjnym wyjeździe zrobić.
Korzystałem z bagażnika Thule VeloCompact. Jestem z niego bardzo zadowolony, ale kompresuje się słabo. Można w zasadzie tylko trochę go zwęzić, przesuwając podparcia kół, i złożyć stelaż, do którego mocuje się uchwyty na rowery. Taki zestaw (z dokładką na czwarty rower) nie zmieści się w większości bagażników, trzeba składać część oparć tylnej kanapy, czym kasuje się miejsce dla pasażerów. 22-kilogramowy bagażnik (nie ma kółek) przenosi się również słabo.
O takich rzeczach jak funkcje bagażnika warto pomyśleć wcześniej, nawet jeśli tylko go wypożyczamy, a nie kupujemy. Jeśli ktoś tylko chce się przemieścić, a na miejscu bagażnik w ogóle go nie obchodzi, to problemu nie ma. Ale późniejsza chęć korzystania z samochodu bez platformy na miejscu może rodzić określone oczekiwania względem bagażnika.
Dodam jeszcze, że bagażnik „wakacyjny” musi mieć funkcję odchylania, tak żeby dało się dostać do bagażnika. Bez tego dyskwalifikacja. Nie da się żyć tak: „Ja sobie najpierw spakuję bagaże, a potem rowery i będzie dobrze”. To tak nie działa. Tak w ogóle te platformy na cztery rowery to jest ciekawy temat.

3+1 to nie 4
Nie będę tu omawiał rynkowej oferty bagażników na 4 rowery, ale jedną rzecz warto poruszyć. Wiele z oferowanych platform na cztery rowery to w rzeczywistości platformy 3+1. Niby to samo, ale jest istotna różnica.
Bagażnik opisywany jako 3+1 oznacza bagażnik na 3 rowery, do którego możemy dokupić czwarte miejsce, taką dostawkę. W zasadzie nikt nie mówi, że to jest dostawka na dziecięcy rower i że inny się nie zmieści (w zasadzie to się bez problemu zmieści), ale problem jest innego rodzaju.
Czwarty rower nie ma mocowania do konstrukcji bagażnika, jest mocowany do trzeciego roweru. To oznacza, że uchwyt trzeciego roweru musi znieść obciążenie dwóch rowerów łącznie. Jako trzeci rower zamontowałem najlżejszy „dorosły” rower, a czwarty faktycznie miał rozmiar, a co ważniejsze, „dziecięcą” masę i problemu nie było. Dwa dorosłe rowery w tym miejscu mogłoby być zbyt ciężkie, samo ograniczenie tej dostawki to 15 kg.

Cyferki mają znaczenie
Mam dziwne wrażenie graniczące z pewnością, że wiele osób montujących rowery na bagażniku na hak w ogóle nie zawraca sobie głowy ograniczeniami technicznymi i formalnymi. Jak się rowery mieszczą, to dla nich jest dobrze. Tymczasem pod uwagę trzeba wziąć kilka spraw.
Pisałem wyżej, że przy wakacyjnej wycieczce nawet tak zazwyczaj ignorowana wartość jak ładowność pojazdu może być ograniczeniem. Ale przy montażu bagażnika na hak nie jest to jedyne ograniczenie. Należy jeszcze zainteresować się:
- maksymalnym pionowym obciążeniem haka, które w większości aut wynosi 75 kg (powinno być podane na tabliczce znamionowej haka, a u mnie wartość ta była wyższa, mimo że to hybrydowe auto posiada sporej wielkości akumulatory);
- masą samego bagażnika (22 kg w przypadku bagażników 4-rowerowych nie będzie niczym niestandardowym);
- maksymalnym udźwigiem całego bagażnika (zazwyczaj 60 kg);
- maksymalną ładownością pojedynczego uchwytu (szczególnie istotną przy rowerach elektrycznych).
Przy 2 zwykłych rowerach i weekendowym wypadzie za miasto trudno jest dobić do tych wartości, ale z 4 rowerami na wakacyjnym wyjeździe łatwo je przekroczyć.
Tymczasem głównym pytaniem wielu kierowców jest, ile można z tym bagażnikiem jechać, w sensie: z jaką maksymalną prędkością. A jest to ostatnie pytanie, jakie należy sobie zadawać. Pilnowanie masy jest ważniejsze. Nawet o zużycie paliwa nie bardzo jest po co pytać, bo w moim przypadku praktycznie się nie zmieniło.
Zużycie paliwa praktycznie bez zmian
Zwiększone zużycie paliwa nie było zagadnieniem. Przez większość czasu auto zużywało 7 litrów paliwa na sto kilometrów, co w przypadku benzynowego SUV-a uważam za znakomity wynik.
Podróżowałem praktycznie ze stałą prędkością 120 km/h, choć bez problemu mógłbym jechać 130 km/h (najczęstsza wartość maksymalna w instrukcjach obsługi bagażników). Jeśli jedzie się przewidywalnie, bez gwałtownych manewrów, obecność bagażnika z tyłu potrafi być niezauważalna i prawie niesłyszalna. Jedynie w lusterku wstecznym widzimy, jak wieziony zestaw rowerów się porusza, z czym trzeba się pogodzić. Choć nie powiem, bym świetnie bawił się na słynnym pofalowanym odcinku autostrady A1.
Po odpięciu bagażnika przy tej samej prędkości odnotowałem wyższe zużycie paliwa, gdyż wiał niekorzystny wiatr. Oznacza to, że może i zawirowania powietrza przy wożeniu rowerów na haku są, ale generowany przez nie opór nie był istotny.
W przypadku rowerów na dachu wiatr i w ogóle opór powietrza były bardzo istotną sprawą, a zużycie paliwa rosło w sposób nieakceptowalny. Jest to kolejna kwestia, w której hak wygrywa.
Łatwość montażu
Belki i uchwyty na dach mam tej samej firmy, która zrobiła platformę na hak. Mam więc bezpośrednie porównanie łatwości montażu, zależne tylko od sposobu przewożenia, a nie od producenta.
Montaż czwartego roweru na dachu to makabra, w dodatku nie każdy jest w stanie to zrobić. Wsadzanie rowerów na hak to przy tym zabieranie dziecku lizaka, choć nie oznacza to łatwości absolutnej.
Umocowanie Thule VeloCompact na haku to minuta roboty. Było tak łatwo, że aż sprawdzałem sobie później poziomicą w telefonie, czy równo go montuję. Za każdym razem wychodziło idealnie. Oczywiście wsadzanie rowerów na platformę męczy też dużo mniej niż windowanie ich na dach.
Jednak czasami trzeba pokombinować, zależnie od tego, jakie rowery umieszczamy obok siebie. Ja praktycznie w ogóle nie musiałem kombinować, ale i tak opuszczałem siodełko w jednym rowerze, a ostatniego dnia czwarty rower jakoś nie chciał się zmieścić tak idealnie, jak mieścił się do tej pory, i nie mogłem dojść do tego, dlaczego.
Mogą wystąpić trudności, ale to i tak bajka w porównaniu z wsadzaniem czterech rowerów na dach. Nigdy więcej dachu.
Hak wygrywa, dach przegrywa
Dach z hakiem przegrywa praktycznie we wszystkich zagadnieniach towarzyszących przewozowi rowerów. Bagażniki dachowe mają jednak zalety. Łatwo jest dodawać kolejne rowery w miarę rozrastania się rodziny, belki dachowe mogą posłużyć też do montażu bagażnika dachowego, jest to rozwiązanie tańsze i jeszcze kilka zalet by się znalazło.
Mimo tego przy przewożeniu 4 rowerów nie mam najmniejszego zamiaru wracać do pomysłu wożenia ich na dachu. Przy takiej liczbie rowerów tylko bagażnik na hak ma sens i nie wyobrażam sobie już powrotu do wsadzania rowerów na dach.
Redaktor prowadzący Autoblog.pl. Współtworzy dział Porady, choć stanowczo woli dział Jednoślady, gdzie testuje wszystko, co ma dwa lub trzy koła. Najchętniej jeździłby na co dzień Piaggio Ape, bo uważa, że koła z doczepionym dachem to wystarczający środek transportu. W połowie życia postanowił zostać dziennikarzem motoryzacyjnym i mu się udało. Pracował i wciąż współpracuje z DEKRA, a gdy nie ma go na Autoblogu, to jeździ po Polsce przeprowadzając audyty.