Koniec lęku przed zgaśnięciem samochodu. System się zmieni
Brytyjskie stowarzyszenie kierowców AA chce uprościć przesiadkę z automatu na manual. Zamiast ponownego pełnego egzaminu wystarczy kurs konwersyjny zakończony godzinną oceną. Tymczasem UE już przyjęła przepisy, które pozwolą zrobić coś bardzo podobnego.

Ręczna skrzynia biegów powoli staje się motoryzacyjnym odpowiednikiem płyty CD. Nadal działa, nadal ma swoich fanów, ale coraz więcej kierowców zwyczajnie nie widzi powodu, żeby się nią przejmować.
W Wielkiej Brytanii padł kolejny rekord liczby egzaminów zdawanych samochodami z automatyczną skrzynią. Problem pojawia się wtedy, gdy kierowca po zdaniu egzaminu na automacie nagle chce pojechać manualem. Wtedy nie wystarczy krótka lekcja. Trzeba zdać kolejny praktyczny egzamin.
Brytyjskie AA uważa, że to przesada. Organizacja proponuje stworzenie prostszej ścieżki. Kierowca mógłby przejść kurs konwersyjny na samochodzie z manualną skrzynią, obejmujący nawet 10 lekcji, a następnie odbyć godzinną sesję zakończoną formalną oceną umiejętności. Jeśli uda mu się zaliczyć, dostawałby uprawnienia do prowadzenia manuala bez ponownego zdawania całego egzaminu.

Prezes AA przekonuje, że zmuszanie sprawnych, nierzadko doświadczonych kierowców do miesięcy oczekiwania w kolejce egzaminacyjnej tylko po to, żeby móc pojechać manualem, nie ma sensu. Brytyjski system egzaminów i tak dławi się zaległościami, a chętni czekają na termin miesiącami.
Departament Transportu odpowiedział, że nie planuje zmian. Chcesz jeździć manualem, to musisz zdać pełny egzamin manualem. Wielka Brytania nie jest tu zresztą wyjątkiem – w wielu krajach zdanie egzaminu na automacie ogranicza późniejsze uprawnienia do samochodów z automatyczną skrzynią.
Na drugim biegunie są USA i Kanada, gdzie zdanie egzaminu na automacie co do zasady nie ogranicza kierowcy. Czyli teoretycznie możesz zdać egzamin automatem, a następnego dnia wsiąść do manuala, nawet jeśli wcześniej nie widziałeś sprzęgła nawet na obrazku.
Unia znalazła rozwiązanie, a nawet dwa
Cały wątek powinien zainteresować również polskich kierowców, bo choć debata toczy się na Wyspach, z Brukseli nadchodzi zmiana, która obejmie całą Unię, w tym Polskę.
22 października 2025 roku przyjęto nową dyrektywę o prawach jazdy, która uchyla starą regulację z 2006 roku. Wśród nowości jest dokładnie to, o czym dyskutują Brytyjczycy: prostsze pozbycie się ograniczenia uzależnionego od typu przekładni, czyli słynnego kodu 78.
Państwa członkowskie mają przyjąć i opublikować przepisy wdrażające do 26 listopada 2028 roku i zacząć je stosować najpóźniej od 26 listopada 2029 roku.
Dyrektywa przewiduje dwie drogi. Pierwsza to specjalne szkolenie z obsługi manualnej skrzyni w ośrodku szkolenia kierowców – trwające co najmniej 7 godzin. Druga to skrócony egzamin sprawdzający wyłącznie to, czy kierowca umie bezpiecznie prowadzić auto ze sprzęgłem. Bez powtarzania całego egzaminu praktycznego.

Co istotne, kursant mógłby przejść szkolenie na manualu jeszcze przed egzaminem państwowym zdawanym na automacie i od razu dostać prawo jazdy bez kodu 78. Wybór konkretnej ścieżki należy do każdego państwa z osobna.
Niemcy działają, Polska analizuje
W Polsce ta zmiana jest na razie w fazie „musimy się temu przyjrzeć”. Dobrze widać to w odpowiedzi Ministerstwa Infrastruktury na jedną z petycji w tej sprawie.
Sprawę podniósł instruktor nauki jazdy i kierownik ośrodka szkolenia kierowców. Postulował wprowadzenie w Polsce rozwiązania wzorowanego na działającym już niemieckim systemie B197, który pozwala zdawać egzamin na automacie, ale wymaga odbycia dodatkowych godzin szkolenia na manualu. Dzięki temu kierowca nie dostaje żadnego ograniczenia i może prowadzić auta z dowolną przekładnią.
W uzasadnieniu autor petycji wskazał na rosnący udział automatów, hybryd i elektryków, mniejszy stres egzaminacyjny oraz większą dostępność prawa jazdy dla osób starszych, z niepełnosprawnościami czy trudnościami w nauce zmiany biegów. I trudno odmówić tym argumentom sensu.

Odpowiedź ministerstwa nie zaskoczyła nikogo
Resort odpisał zgodnie z przewidywaniami. Przyznał, że nowa dyrektywa faktycznie wprowadza możliwość usunięcia kodu po specjalnym szkoleniu lub egzaminie, a jej wdrożenie wymusi zmiany w ustawie o kierujących pojazdami oraz aktach wykonawczych.
Zaznaczył jednak, że najpierw prowadzone będą analizy dotyczące koniecznych zmian legislacyjnych w oparciu o doświadczenia innych państw oraz wpływ zmian na bezpieczeństwo ruchu i organizację szkolenia i egzaminowania.
Innymi słowy: kierunek jest znany, narzędzie prawne istnieje, a konkretów brak.
Ministerstwo dodało, że temat będzie wymagał dalszych konsultacji i uzgodnień ze środowiskiem szkoleniowym, podobnie jak przy okazji zmian dotyczących likwidacji placu manewrowego na egzaminie kategorii B. Czyli standardowe w polskiej legislacji: „obserwujemy, analizujemy”.
Właściwie więc mamy już gotowy eksperyment. Niemcy go przeprowadziły, Unia wpisała podobny mechanizm do nowej dyrektywy, a Wielka Brytania właśnie zastanawia się, czy naprawdę trzeba kazać ludziom zdawać cały egzamin drugi raz tylko dlatego, że zmienili skrzynię biegów.
Unia dała kierunek i rozciągnięty w czasie harmonogram na przyjęcie i wdrożenie nowych przepisów. Polska ma więc jeszcze sporo czasu. W sam raz, żeby przez najbliższe dwa lata przeprowadzić kilka analiz, konsultacji i uzgodnień, a potem odkryć, że termin mija za kilka tygodni.
Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.