Takiej Gelendy jeszcze nie widzieliście. To dzieło AMG

Mercedes klasy G to samochód, który ze względu na swój charakterystyczny kształt jest bardzo rozpoznawalny. Znalazłem jednak wyjątkową wersję od AMG, której nie kojarzy prawie nikt.

Takiej Gelendy jeszcze nie widzieliście. To dzieło AMG

Jako osoba mieszkająca w Warszawie, jestem przyzwyczajony do widoku Mercedesów klasy G (głównie odmian AMG) mniej więcej tak, jak Eskimos do widoku śniegu. Każdy z nich jest taki sam i różni się tylko kolorem matowego lakieru i tablicami rejestracyjnymi - mają indywidualne polskie, albo czeskie, albo słowackie, ewentualnie niemieckie.

Ale takiej Gelendy nie ma nikt

Na długo zanim AMG stworzyło G 63, w 1983 roku powstał projekt modyfikacji pierwszej Gelendy, na bazie modelu 300 GD.

Pierwsza klasa G od AMG została stworzona na specjalne zamówienie Ivana Lendla - wybitnego czechosłowackiego tenisisty, ówczesnego numeru 1 w rankingu ATP. Mercedes był jednym z jego sponsorów w latach osiemdziesiątych, a on sam natknął się na dwudrzwiowy kabriolet podczas wizyty w firmie.

Auto bardzo mu się spodobało, nie licząc jednego detalu. No dobra, "detal" to spore niedopowiedzenie - nie podobał mu się prosty, wojskowy przód (a mówimy tu o pierwszej, stricte roboczej serii W460). Mimochodem zapytał przedstawiciela Mercedesa, czy możliwe byłoby przełożenie frontu z jakiegoś normalnego samochodu osobowego.

Galeria: 3 zdjęcia
Galeria zdjęć
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii

Ta rozmowa zaprowadziła go do tunera AMG, który notabene jeszcze przez długi czas nie był własnością Mercedesa. W Affalterbach 300 GD otrzymał światła z limuzyny klasy S typu W116, być może też osłonę chłodnicy (choć na moje oko jest trochę za wąska, wygląda bardziej na tą z "beczki" W123).

Zderzaki i bodykit stworzyło samo AMG, felgi dostarczył BBS, a niebieskie, skórzane fotele są dziełem Recaro. Całość zwieńczono niestandardowym lakierem, wyglądającym jak kwintesencja designu tamtej epoki. A na tabliczce znamionowej wybito nazwisko pomysłodawcy i pierwszego właściciela - Ivana Lendla.

Wygląd super, ale osiągi jakieś nie te

W przeciwieństwie do dzisiejszych klas G AMG, ten model nikogo nie wbije w fotel swoją potężną mocą. Zamiast niemal 600-konnej widlastej ósemki, pod jego maską znajdziemy trzylitrowy, wolnossący silnik Diesla o sześciu cylindrach, który akurat został nawet nietknięty przez AMG. Generuje on mało imponujące 88 KM, oraz moment obrotowy 172 Nm.

Osiągi? Przyspieszenie od 0 do 100 km/h zajmuje 27 s, a prędkość maksymalna wynosi 127 km/h. Pomysły na ciekawe wyścigi równoległe pozostawię wam.

Lendl jeździł swoim 300 GD przez dekadę i nawet zabrał go ze sobą przy okazji przeprowadzki do Stanów Zjednoczonych. Ostatnio był zaś częścią wystawy "Totally Awesome", poświęconej motoryzacji i kulturze lat osiemdziesiątych XX w. w Petersen Automotive Museum w Los Angeles. Należy on obecnie do zagorzałych fanów Mercedesa z Patina Collective na Florydzie, którzy natknęli się na niego przypadkiem około cztery lata temu.

Dzisiaj pierwsza Gelenda od AMG niewątpliwie zwraca na siebie uwagę. Moim zdaniem nawet bardziej niż te wszystkie nowobogackie przeróbki od Mansory czy Carlexa. Ale mocy jak w Brabusie to tutaj nie uświadczycie.

Więcej o Mercedesach przeczytasz tutaj:

Marek Stawski
Redaktor

Od 2024 r. redaktor portalu Autoblog. Zajmuje się tematyką motoryzacji rosyjskiej, chińskiej, a także samochodami klasycznymi i nietypowymi. Po pracy, na imprezach porywa towarzystwo ciekawostkami o fabrycznych oznaczeniach radzieckich samochodów. Miłośnik włoskiej motoryzacji, hawajskich koszul i wszystkiego, co smakuje miętą.