Oto nowy Super B. Tak mocny nie był nigdy
Dodge pokazał nową wersję swojego średnio udanego muscle cara Chargera. To kolejny (po modelu Daytona) przykład powrotu do klasycznego nazewnictwa - chodzi bowiem o wersję Super Bee, która zdobiła wiele wyczynowych modeli amerykańskiej marki.

Nazwa Super Bee narodziła się w 1968 roku jako przystępny cenowo muscle car Dodge'a. Pierwsze generacje mogły mieć potężne V8, ale też i współczesne Super Bee korzystały z jednostek ze znanej linii HEMI. Fani Dodge'a tęsknili za modelami z logo pszczoły - ale w końcu się doczekali.
Oto nowy Charger Super Bee
Pierwsze, co się rzuca w nowym Super Bee, to naturalnie malowanie - topołączenie czerni z odcieniem elektrycznej żółci nazwanej Sucker Punch. Albo w wersji żółto-czarnej, albo czarno-żółtej. Do tego znalazł się nieco przeprojektowany przód z szerszymi wlotami powietrza, co dodatkowo zwiększa docisk przy prędkości 240 km/h, a dodatkowe kanały doprowadzają powietrze do poszerzonego układu chłodnicy. Ogólnie chłodzenie ma być poprawione o 50 proc. względem odmiany standardowej.







Poza tym powiększono hamulce, stosując 16-calowe wentylowane tarcze hamulcowe Brembo na wszystkich czterech rogach, zaciskane sześciotłoczkowymi zaciskami z przodu i czterotłoczkowymi z tyłu. Osłaniają je 20-calowe kute felgi i zestaw masywnych opon Goodyear Eagle F1 Supercar 3.
Wnętrze jest w dużej mierze takie samo, choć nie brakuje kilku elektrycznie-żółtych detali, a także foteli z unikalnym żółtym wzorem, specjalnych przeszyć i zagłówków wykończonych nowym, turbodoładowanym logo Super Bee. Za kierownicą umieszczono większe, bardziej efektowne łopatki - oryginalne były krytykowane w pierwszych recenzjach Chargera.

I wszystko fajnie - ale wciąż nie ma V8
Dokładnie tak - nawet przy tak kultowej wersji nie pokuszono się o klasyczny dla amerykańskiej motoryzacji silnik. Zamiast tego jest to podrasowana wersja Sixpack z silnikiem Hurricane o 6 cylindrach w rzędzie. Doprawiono go parą 56-mm turbosprężarek Garrett, nieco większych niż te zastosowane w wersji Scat Pack - dzięki temu produkuje on moc 600 KM (50 KM więcej niż Scat Pack) i moment obrotowy 840 Nm.
Moc jest przenoszona na wszystkie koła za pośrednictwem 8-biegowego automatu TorqueFlite 880RE, ale zapewniono również możliwość przełączenia napędu na wyłącznie tylne koła, poprzez wciśnięcie przycisku we wnętrzu.
Ostatecznie Super Bee ma rzekomo rozpędzać się od 0 do 100 km/h w 3,6 s, w porównaniu z 3,9 s Scat Packa i o całe życie szybciej niż Super Bee z 2023 r., który potrzebował na to 4,5 s. Dodge szacuje również, że nowy Bee może pokonać tradycyjne ćwierć mili w 11,8 s.
W utrzymywaniu stabilności przy takim pędzeniu pomoże zmodernizowane zawieszenie, z zestawem adaptacyjnych amortyzatorów na czele, wraz ze wzmocnionymi tulejami i zwiększoną sztywnością sprężyn.
I z jednej strony, 600 KM oznacza 115 KM więcej niż Super Bee z 2023 r. i że jest to najmocniejszy Dodge spod znaku pszczoły w historii. Z drugiej - Elektryczny Charger Daytona może mieć 670 KM, więc Super Bee nie jest najmocniejszym Chargerem nowej generacji. Ale najmocniejszym spalinowym Chargerem nowej generacji - już tak.
Cena "super pszczółki" jeszcze nie została ogłoszona - Dodge mówi jedynie, że Super Bee ma być dostępny w połowie 2027 r. i będzie produkowany w ograniczonej liczbie. Ale prawdopodobnie będzie wyceniony nieco wyższej niż Scat Pack Plus, którego cena katalogowa wynosi 61 985 dol. (ok. 228,6 tys. zł).
Jako że ostatnio znalazł się importer, który chce rozpocząć sprzedaż Chargera w Europie, możliwe, że zobaczymy ten model także u nas.
Więcej o amerykańskiej części Stellantis przeczytasz tutaj:
Od 2024 r. redaktor portalu Autoblog. Zajmuje się tematyką motoryzacji rosyjskiej, chińskiej, a także samochodami klasycznymi i nietypowymi. Po pracy, na imprezach porywa towarzystwo ciekawostkami o fabrycznych oznaczeniach radzieckich samochodów. Miłośnik włoskiej motoryzacji, hawajskich koszul i wszystkiego, co smakuje miętą.