Nowe paliwo zamiast prądu. Przeróbek w popularnym modelu było niewiele
Maruti Suzuki właśnie wypuściło w Indiach pierwszy seryjny samochód flex-fuel – Wagon R zdolny jeździć na dowolnej mieszance etanolu i benzyny od E20 do E85. Kraj, który importuje ropę za setki miliardów dolarów rocznie, postawił na coś własnego.

Był 4 czerwca 2026, dzień przed Światowym Dniem Środowiska, a przy mikrofonie stał minister transportu Nitin Gadkari – człowiek, który od lat cierpliwie tłumaczy indyjskim producentom, że elektryczny samochód to wciąż luksus niedostępny dla większości tamtejszych kierowców, a etanol tymczasem rośnie na własnym polu.
Maruti Suzuki, niekwestionowany lider rynku, posłuchało. Wagon R – jeden z najpopularniejszych modeli w kraju – dostał układ flex-fuel z przeprogramowanym sterownikiem ECU, zdolny obsłużyć każdą mieszankę etanol–benzyna z przedziału E20–E85. Auto jest technicznie kompatybilne z E100, ale homologacja obejmuje E85, bo tyle wyznaczają aktualne indyjskie przepisy drogowe.
Cóż za przypadek
Zaraz po premierze auta rząd ogłosił dostępność paliwa E85, mieszanki złożonej w 85 procentach z etanolu i 15 procentach benzyny. Inaugurację przeprowadzono na stacji Indian Oil w Nowym Delhi, w Światowy Dzień Środowiska. Cena: 82,12 rupii za litr, podczas gdy zwykła E20 kosztuje w Delhi 102,12 rupii. Różnica to 20 rupii – przy aktualnym kursie (1 PLN ≈ 26 INR) odpowiada to odpowiednio około 3,18 zł i 3,96 zł za litr. Warto tu dodać, że etanol ma niższą kaloryczność od benzyny, co przekłada się na wzrost spalania rzędu 25–35 procent. Oszczędność jest realna, ale wyraźnie mniejsza, niż sugeruje surowa różnica cen.
Na razie E85 dostępne jest na 48 stacjach publicznych przedsiębiorstw naftowych w całym kraju – jak na ponad miliard czterysta milionów mieszkańców, sieć raczej symboliczna. Rząd zapowiada jednak 500 punktów do końca 2026 roku i 5000 do końca 2027 roku. Wszak żeby ktoś kupił auto flex-fuel, musi mieć gdzie zatankować; żeby stacje zarabiały, musi pojawić się popyt. Klasyczny problem kury i jajka – a Indie właśnie zaczęły od obu naraz.

Maruti Suzuki nie jest w tym osamotnione. Hero MotoCorp, największy producent motocykli w Indiach i drugi na świecie, tuż przed Światowym Dniem Środowiska zaprezentował dwa modele flex-fuel: Splendor+ w cenie 82 710 rupii (ok. 3200 zł) i HF Deluxe za 72 792 rupii (ok. 2800 zł). Oba jeżdżą na mieszankach od E20 do E85 dzięki zmodyfikowanemu ECU i nowej pompie paliwa. Sprzedaż ruszy w Delhi i wybranych częściach stanu Maharashtra w lipcu 2026 roku. Wcześniej, w październiku 2022 roku, Toyota przywiozła do Indii pilotażowy egzemplarz hybrydy flex-fuel – Camry przesłanej bezpośrednio z Brazylii – ale było to raczej badanie rynku niż propozycja handlowa. Teraz robota jest konkretna.
Dywersyfikacja, czyli jak działać z głową
Indie podjęły świadomą decyzję, że elektromobilność i flex-fuel to nie alternatywy, lecz równoległe ścieżki. Maruti samo sprzedaje BEV i hybrydy, a rząd subsydiuje oba kierunki. Jednak kraj, który odprowadza ogromne kwoty dewiz na import ropy, widzi w etanolu coś, czego elektryki nie dają: niezależność od globalnych łańcuchów dostaw baterii i półprzewodników, dodatkowy rynek zbytu dla rolników produkujących trzcinę cukrową i zboże oraz możliwość adaptacji istniejącej infrastruktury stacji paliw przy stosunkowo niewielkich nakładach. Rząd indyjski szacuje, że E85 może obniżyć emisję gazów cieplarnianych nawet o 61 procent względem benzyny – liczba wymagająca jednak odpowiedniej struktury produkcji etanolu, a ta w Indiach wciąż jest w budowie.
Indie robią to, co Brazylia robi od 1975 roku – kiedy program Proálcool ruszył jako odpowiedź na kryzys naftowy – stawiają na etanol, bo mają z czego go wytwarzać i kogo zadowolić, od farmera po ministra. Świat patrzy na przyszłość motoryzacji głównie przez pryzmat baterii, tymczasem na drogach nad Gangesem może się okazać, że najpopularniejszym „zielonym” paliwem stanie się coś, co da się wycisnąć z trzciny cukrowej.
Suzuki na E85. Kto by pomyślał.



















