REKLAMA

To miały być wakacje z gratami. Nie na taki odpoczynek liczyłem

Krajobraz motoryzacyjny na greckiej wyspie Rodos okazał się nie być tym, czego się spodziewałem. A może po prostu to moje oczekiwania są teraz inne niż kiedyś.

Motoryzacja na Rodos

Wakacje już się skończyły, więc najwyższa pora domknąć także mój rodyjski tryptyk. Wcześniej pisałem o wypożyczaniu samochodu oraz skutera, a dziś przejdę do chyba najciekawszego tematu, czyli tego, jakie auta można spotkać na Rodos.

Nie ukrywam, że podczas planowania urlopu mocno lobbowałem za którąś z greckich wysp, wiedząc, że można tam będzie połączyć przyjemne z pożytecznym, czyli odpoczynek z polowaniem na graty. Byłem wcześniej na Krecie i Kosie, za każdym razem wracając z galerią pełną zdjęć gruchotów, więc miałem nadzieję, że i teraz tak będzie.

Motoryzacja na Rodos

Otóż nie tym razem

Choć sam początek pobytu na Rodos był bardzo obiecujący. W drodze autokarem z lotniska do hotelu przejeżdżaliśmy obok dużego złomowiska, gdzie na hałdach były poustawiane samochody czekające na swą ostatnią podróż do huty.

Nie były to jednak zbyt ekscytujące auta – ponad parkanem skupu złomu wypatrzyłem m.in. Seicento w dość rzadkiej wersji Brush, Lanosa oraz różne modele Fiata z końca lat 90.

Jak się później okazało, ta „lista przebojów” ze stacji demontażu pojazdów dość dobrze odzwierciedlała to, jakie są najstarsze samochody jeżdżące po wyspie. Liczyłem na fajne, stare wozy z przełomu lat 80. i 90., a dostałem głównie plastiki z przełomu następnej dekady.

Jakie graty można spotkać na Rodos?

Segment małych Fiatów (pomijając auta z wypożyczalni) jest na Rodos reprezentowany głównie przez Seicenta – co ciekawe, sporo egzemplarzy ma fabryczny faltdach. Zdarzają się też Cinquecenta, natomiast pierwszych Pand widziałem zaledwie kilka.

Motoryzacja na Rodos

Podobnie jak na złomowisku, na drogach rzucają się w oczy też większe modele Fiata z lat 90., choć nie można mówić, że jest ich zatrzęsienie. Niemniej jednak, dawno nie widziałem tylu egzemplarzy Marei czy Bravo/Bravy w tak krótkim czasie.

Motoryzacja na Rodos

W gronie aut w wieku 25+ zdecydowanie dominują samochody azjatyckie. Zaobserwowałem zaskakująco dużo jeżdżących Nissanów Almera N15, najczęściej w wersji sedan, a do tego stosunkowo sporo Kii i Hyundaiów. Zaskakująca jest też popularność Lanosów, choć w ich przypadku częściej można mówić o wrostach niż jeżdżących autach.

Motoryzacja na Rodos

Natomiast w temacie samochodów niemieckich niespodzianką była znaczna reprezentacja Mercedesów klasy C generacji W202 oraz BMW serii 3 typoszeregu E30 i E36. Zdarzały się też Volkswageny Polo i Golfy, a Ople dość rzadko. Z marek francuskich z kolei najbardziej widoczne były Peugeoty.

Motoryzacja na Rodos

Jeśli zaś chodzi o aut mieszczące się w mojej definicji klasyka, to było ich jak na lekarstwo. Naprawdę wiekowe samochody praktycznie zniknęły z codziennego użytku i tego typu spotkane egzemplarze mógłbym policzyć chyba na palcach jednej ręki.

Motoryzacja na Rodos
Motoryzacja na Rodos

Starsze auta, czyli takie co najmniej 35-letnie, o ile w ogóle się trafiały, to stały głównie gdzieś w kącie przy warsztatach. Podczas objazdu wyspy namierzyłem też parę większych graciarni, gdzie ktoś w malowniczych okolicznościach gnił kilka wozów.

Motoryzacja na Rodos

Ostatni bastion klasycznej motoryzacji na greckich wyspach na Rodos także upadł. Mam tu na myśli oczywiście pick-upy. Spodziewałem się srogiego japońskiego żelaza z lat 80., 70., a może i 60., a dostałem głównie młodsze modele z lat 90. Co ciekawe, Volkswageny Taro spotykałem niemal równie często, co Toyoty Hilux.

Jak jeździ się po Rodos?

Na koniec kilka wskazówek praktycznych dla tych, którzy niezrażeni opisanym przeze mnie powyżej niedostatkiem ciekawych gratów, postanowią jednak wybrać się na tę grecką wyspę.

Co do zasady po Rodos jeździ się bardzo dobrze – wynika to głównie z faktu, że miejscami 80-90 proc. całego ruchu na drodze stanowią turyści w samochodach z wypożyczalni, który raczej pilnują się, żeby nie wrócić z wakacji z mandatem, więc jeżdżą nawet bardziej niż przepisowo.

Warto też wiedzieć, że niemal na całej wyspie parkowanie jest bezpłatne. Wyjątek stanowi jedynie miejscowość Lindos, gdzie trzeba też zapłacić za wejście na starożytne ruiny na wzgórzu (w pozostałych tego typu miejscach wstęp jest darmowy).

A czym najlepiej zwiedzać wyspę? Jak dla mnie numerem 1 jest rzecz jasna samochód. Polecam poszukać lokalnej wypożyczalni, która nie wymaga depozytu ani karty kredytowej.

Motoryzacja na Rodos

No i uważam, że nie ma sensu brać auta z odsuwanym dachem czy popularnego Volkswagena T-Roc Cabrio. Z tego co zaobserwowałem w sierpniu, mało kto faktycznie decydował się na jazdę z otwartym dachem – było na to po prostu za gorąco, a słońce mocno prażyło.

Zamiast samochodu można rozważyć skuter – to w sumie chyba najtańsza opcja na zwiedzenie wyspy, choć polecam ją raczej dla posiadaczy prawa jazdy kategorii A, którzy mogą wypożyczyć większe sprzęty.

Mając tylko kategorię B, a tym samym zawierającą się w niej AM, można wynająć tylko najmniejszy jednoślad z silnikiem 50 ccm, który nieźle sprawdza się podczas jazdy po okolicy, ale objazdu całej wyspy za jego sterami bym się nie podjął. Z dwoma osobami na pokładzie taka „pięćdziesiątka” jest po prostu za słaba i kiepsko radzi sobie z licznymi na Rodos podjazdami.

Motoryzacja na Rodos

Trzecią, najbardziej luksusową opcją, są taksówki. Na Rodos działa tylko jedna korporacja, nie ma przewozów na aplikację, a ceny są stałe i bardzo wysokie.

Dojazd np. z hotelu do stolicy wyspy i powrót (o ile nie jest to w bliskim sąsiedztwie) spokojnie będzie jednak kosztował więcej niż wynajęcie auta. Ciekawostka: przy postojach dla taksówek można spotkać tablicę z listą miejscowości, do których można dojechać i cennikiem. Nie ma targowania ani niespodzianki przy płaceniu.

Dla najbardziej oszczędnych i niespieszących się pozostaje jeszcze transport zbiorowy. Autobusy jednak kursują głównie wzdłuż wschodniego wybrzeża wyspy, więc z ich pomocą nie dotrzemy wszędzie, gdzie chcemy, a do tego rozkład jazdy należy traktować tylko orientacyjnie. No i ceny biletów wcale nie są takie niskie.

Mateusz Łubiński
Redaktor

Z motoryzacją związany od dziecka - rodzinna legenda głosi, że jego pierwsze pełne zdanie wypowiedziane w języku polskim dotyczyło Fiata Tipo. W 2018 roku rozpoczął współpracę z redakcją tygodnika Motor, a przez kilka ostatnich lat pisał dla Wyboru Kierowców. Specjalizuje się w prezentowaniu i testowaniu motoryzacyjnych nowości, ale graciarstwo też nie jest mu obce. W swoim garażu trzyma między innymi Mercedesa W115, dwa Maluchy i Mustanga. W wolnym czasie przeważnie serwisuje swoje wozy albo jeździ nimi na zloty i rajdy, a czasami zdarza mu się nawet samemu zorganizować jakąś imprezę dla zabytków.

Tagi: