Rolnik ryje krawężnik ciągnikiem. To już nowa moda
Ledwie ostygły nagłówki o rolniku orającym asfalt w Gliwicach, a internet dostał nowe wideo: ciągnik z broną talerzową równa z ziemią świeże krawężniki drogi rowerowej na Dolnym Śląsku. Tyle że tym razem sprawa nie jest już tak oczywista.

Można by uznać, że oranie infrastruktury drogowej awansowało do rangi narodowej rozrywki. Najpierw rolnik spod Gliwic zamienił nowy asfalt w pole uprawne, a teraz sieć obiegło nagranie spod Świdnicy, na którym ciągnik z opuszczoną broną talerzową rozjeżdża dopiero co osadzone krawężniki powstającej ścieżki rowerowej.
Filmik trafił na X i zrobił to, co takie nagrania robią najlepiej: rozgrzał komentarze do czerwoności. Widać na nim czerwony ciągnik jadący wąskim pasem tuż obok asfaltu. W pewnym momencie maszyna zjeżdża do krawędzi, brona opada, a talerze przez kilka metrów szorują po świeżych krawężnikach, wyrywając je z podłoża. Robotnicy machają rękami, kierowca coś odpowiada, po czym podnosi sprzęt i spokojnie odjeżdża.
Choć w pierwszym odruchu wszyscy wrzucili to nagranie do jednego worka z Gliwicami, ten przypadek nie jest już tak oczywisty. Po pierwsze, nie zgadzają się daty. Materiał wypłynął dopiero w środę, ale zdarzenie, jak głosi opis pod filmem, miało miejsce w powiecie świdnickim 19 lipca. Czyli grubo przed tym, zanim ktokolwiek w Polsce usłyszał o gliwickim rolniku i jego Ursusie.
Słowo klucz to opis pod filmem. Bo data nie pochodzi z żadnego oficjalnego ustalenia, tylko z metryczki dodanej przez autora nagrania. A jak wie każdy, kto choć raz grzebał w kamerce samochodowej, taką datę można mieć ustawioną byle jak, na byle kiedy, albo wcale. Może być prawdziwa, może być pomyłką sprzed miesiąca. Pewne jest jedno: sprawa jako temat jest świeża jak ten nieszczęsny krawężnik, bo do sieci trafiła dopiero teraz, na fali afery z Gliwic.
Celowo czy przypadkiem
Druga zagadka dotyczy intencji. Profil, który opublikował nagranie, nie ma wątpliwości, że kierowca opuścił brony z premedytacją. Internauci już tacy jednomyślni nie są. Część widzi w tym akt czystego wandalizmu, część obstaje przy tym, że brona mogła zahaczyć o krawężnik przez zwykłą nieuwagę na ciasnym odcinku, gdzie z naprzeciwka jadą samochody. Nagranie samo w sobie nie rozstrzyga sporu, a innych dowodów po prostu nie ma.

Nie pomaga też to, że tą sprawą nie zajmuje się policja. Okazuje się bowiem, że nikt zdarzenia nie zgłosił, więc formalnie nic się nie stało. Zniszczone krawężniki najpewniej wymienili sami robotnicy, machnęli ręką i wrócili do pracy. Żadnego prokuratora, żadnych zarzutów, żadnego aresztu.
Gliwice to inna liga
I dokładnie tym różni się ta historia od gliwickiej, choć media chętnie stawiają je obok siebie. Pod Świdnicą mówimy o kilku wyrwanych krawężnikach i podejrzeniu, którego nikt nie ściga. W Gliwicach rolnik przeorał około 200 metrów gotowej nawierzchni, uszkadzając nie tylko wierzch, ale i podbudowę, a straty poszły w setki tysięcy złotych.
Tam wjechała już prokuratura z zarzutem zniszczenia mienia znacznej wartości, za które grozi do dziesięciu lat, a sąd wysłał sprawcę na trzy miesiące do aresztu. Decyzją zainteresował się nawet Rzecznik Praw Obywatelskich, badając, czy to aby nie przesada.
Różnica skali jest więc oczywista. Kilka krawężników do wymiany kontra rozjechana droga i cela. Wrzucanie obu przypadków do wspólnej szufladki z napisem plaga jest efektowne, ale mniej więcej tak uczciwe, jak porównywanie stłuczki na parkingu z wyczynami Froga czy innego Żaka.
Pytania pewnie zostaną. Odpowiedzi raczej nie poznamy, bo tej sprawy nikt oficjalnie nie prowadzi. Na razie mamy więc kolejne nagranie, jedną niepewną datę i jedną zagadkę, czy rolnik chciał, czy mu się przypadkiem opuściło. A sądząc po tempie, w jakim takie filmy się teraz mnożą, nie zdziwię się, jeśli za chwilę wypłynie kolejny.
Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.