REKLAMA

Utrudnienia w wypożyczalni aut. Państwo znalazło nowego winnego

Ministerstwo Sprawiedliwości uznało, że skoro kierowcy z zakazem prowadzenia pojazdów niewiele sobie z niego robią, ktoś musi za to odpowiadać. Na przykład pani z okienka w wypożyczalni samochodów. I to jej będzie grozić kara do 30 tys. zł. Tak wygląda projekt nowych przepisów.

Utrudnienia w wypożyczalni aut. Państwo znalazło nowego winnego

Problem lekceważenia sądowych zakazów prowadzenia pojazdów jest bardzo realny. Tylko w samym 2025 roku policja zatrzymała 16,7 tys. osób, które jeździły publicznymi drogami mimo zasądzonego zakazu, a dodatkowe ponad 10 tys. miało uprawnienia cofnięte przez starostę. Populacja średniego miasteczka.

Skoro decyzja sądu nie przynosi oczekiwanych rezultatów, państwo postanowiło zatkać kilka dziur w tym sicie. Jedną z nich okazują się – przynajmniej według pomysłodawców zmian w ustawie – podmioty zajmujące się wynajmem pojazdów. Zamiast ganiać nielegalnie jeżdżących, łatwiej będzie karać nielegalnie wypożyczających. Ministerstwo sprawiedliwości zapowiedziało, co chce zmienić.

Udostępnianie pojazdy mechanicznego

Zmiany zakładają dodanie w kodeksie wykroczeń art. 96(1). W myśl nowego przepisu osoba, która w ramach działalności udostępnia komuś pojazd mechaniczny do jazdy po lądzie, wodzie albo w powietrzu, będzie musiała każdorazowo sprawdzić, czy klient nie ma zakazu prowadzenia. Jeśli tego nie zrobi, oberwie grzywną – i to nie byle jaką, bo nawet do 30 tys. zł.

Dziś pan lub pani w wypożyczalni prosi o prawo jazdy, spisuje dane i wydaje kluczyki. Tyle że blankiet prawa jazdy można fizycznie mieć w portfelu nawet wtedy, gdy sąd odebrał uprawnienia. Dlatego po nowemu pracownik będzie wchodził na moj.gov.pl, gdzie po wpisaniu imienia i nazwiska oraz numeru blankietu sprawdzi, czy klient przypadkiem nie ma zasądzonego zakazu.

Przepisy już są, ale trudne do egzekwowania

Prawnicy wskazują, że dziś też przedsiębiorca może odpowiadać za wypożyczenie auta osobie z zakazem. Zgodnie z art. 179 kodeksu karnego grozi za to kara nawet do dwóch lat pozbawienia wolności. Sęk w tym, że przestępstwo wymaga umyślności. Trzeba więc udowodnić, że wynajmujący wiedział, że klient nie ma uprawnień, a mimo to dał mu kluczyki. Nowy przepis o umyślność już nie pyta.

Z jednej strony przedsiębiorcy będzie grozić kara za wykroczenie zamiast odpowiedzialności karnej. Z drugiej – zwykłe przeoczenie czy pomyłka mogą oznaczać kilka pensji mniej w domowym budżecie.

Uszczelnienie ma w założeniu działać szerzej. Przepis mówi bowiem o ruchu lądowym, wodnym i powietrznym, a więc obejmie nie tylko wypożyczalnie samochodów, ale też podmioty wynajmujące na przykład motorówki. Dotąd wystarczyło, że wynajmujący wziął od klienta oświadczenie, że ten ma stosowne uprawnienia, i był chroniony. Po wejściu nowego przepisu takie oświadczenie już nie wystarczy. Konieczne będzie faktyczne upewnienie się, że na kliencie nie ciąży zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych.

Prawo swoje, praktyka swoje

Obecny rząd jest szczególnie aktywny w zaostrzaniu przepisów związanych z prowadzeniem pojazdów. Od 29 stycznia 2026 roku obowiązuje zestaw zaostrzonych przepisów: konfiskata auta powyżej 1,5 promila, dożywotni zakaz za złamanie zakazu, potężne mandaty. A mimo to co roku przybywają dziesiątki tysięcy kolejnych. W policyjnej ewidencji figuruje ponad 260 tys. aktywnych zakazów, a w samej pierwszej połowie 2026 roku licznik prawomocnych zakazów dobił do blisko 46 tys.

Skoro tylu ludzi nic sobie nie robi z sądu, prokuratury, perspektywy utraty auta, a nawet groźby więzienia, to naprawdę wierzymy, że zatrzyma ich pani Grażyna z wypożyczalni, klikając w mObywatela?

Osobiście mam z tą propozycją jeszcze inny problem. Bo oto państwo nie potrafi skutecznie wyegzekwować zakazu na kierowcach, więc postanowiło egzekwować go na tzw. osobach trzecich. To trochę tak, jakby za włamanie karać nie włamywacza, tylko sąsiada, który nie sprawdził, czy kręcący się w okolicy gość przypadkiem nie ma przy sobie łomu. Kowal zawinił, a cygana powiesili.

I oczywiście, sprawdzanie klienta w mObywatelu to dwie minuty roboty, a faktycznie może uchronić przed wręczeniem kluczyków niewłaściwej osobie. Tyle że karanie za brak takiego sprawdzenia to ewidentnie zły adres. Bo człowiek za ladą nie jest niczemu winny. Przynajmniej na razie.

Efekt jest nietrudny do przewidzenia: wypożyczalniom dojdzie obowiązkowe klikanie w aplikacji, a recydywista pożyczy auto od znajomego, sąsiada albo z innego miejsca, do którego żaden artykuł nie sięga.

Paweł Staromłyński
Redaktor

Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.