W końcu nadeszły cieplejsze dni, a wielu kierowców odkryło, że klimatyzacja w ich aucie nie chłodzi już tak dobrze jak w poprzednim sezonie. Sprawdziłem, jakich kosztów w związku z tym należy się spodziewać.

Klimatyzacja stała się już właściwie czymś oczywistym we współczesnych samochodach. Na rynku w zasadzie nie da się znaleźć nowego auta bez tego udogodnienia (wyjątek stanowią tylko najtańsze modele Dacii – tak, w 2026 roku), podobnie wśród kilku- czy nawet kilkunastoletnich używanych.
To sprawia, że obecnie wielu kierowców nie wyobraża sobie jazdy bez klimatyzacji. Czasami jednak zapominają, że tak jak każdy inny podzespół w samochodzie, wymaga ona regularnej konserwacji, aby utrzymać ją w pełnej sprawności.
"Nabiłem klimę"
Raz w roku należy wymienić filtr kabinowy, a po paru latach intensywnego korzystania z klimatyzacji nie zaszkodzi zainteresować się kondycją samego układu – sprawdzić szczelność i uzupełnić poziom czynnika chłodzącego, czyli „nabić klimę”, jak to się potocznie mówi.
Z racji, że jestem świeżo po serwisie klimatyzacji w moim prywatnym aucie, postanowiłem opisać cały proces i ile to wszystko teraz kosztuje.
Czy "nabijanie klimy" ma sens?
„Klima do nabicia” to slogan często przewijający się w opisach ogłoszeń z używanymi samochodami. Z dwojga złego lepiej, gdy sprzedający podaje taką informację, niż miałby wpuścić do układu czynnik niewiadomego pochodzenia, tylko po to, żeby klimatyzacja działała, gdy klient przyjedzie kupić auto.

Przyjmuje się, że nawet w przypadku w pełni sprawnego układu klimatyzacji dopuszczalny jest ubytek czynnika do 10-15 proc. w ciągu roku, co wynika z naturalnego ulatniania się środka chłodzącego. Większy „wyciek” zazwyczaj świadczy już o jakiejś poważnej nieszczelności, którą trzeba namierzyć i usunąć.
W przeciwnym razie takie „dobijanie” czynnika przypomina bardziej przelewanie wody z dzbanka do dziurawego kubka. Może i przez chwilę będzie pełny, ale zaraz i tak wszystko uleci.
Dlatego prawidłowo przeprowadzony serwis klimatyzacji nie powinien ograniczać się wyłącznie do jej nabicia. Szukajmy więc warsztatu, który nie tylko uzupełni czynnik „z butli”, ale dysponuje nowoczesną stacją do obsługi i diagnostyki „klimy”.
Nabijanie klimatyzacji krok po kroku
Cała procedura rozpoczyna się od podłączenia urządzenia serwisowego do układu klimatyzacji w samochodzie w celu odessania starego czynnika i przefiltrowania go. Tutaj od razu muszę poczynić dwa zastrzeżenia.
Po pierwsze, nawet z w pełni szczelnego układu nie da się odzyskać 100 proc. znajdującego się w nim czynnika. Odsysaniu środka zawsze towarzyszą niewielkie straty, wynoszące od kilku do kilkunastu proc.
Po drugie, jeśli wcześniej ktoś pokusił się o oszczędności i wprowadził do układu tańszy, niewłaściwy gaz, to taki pobrany z auta środek nie nadaje się już do oczyszczenia i trzeba go zutylizować. A to oznacza, że będziemy musieli wykosztować się na cały nowy czynnik, zamiast zapłacić tylko za jego uzupełnienie.
Kolejnym etapem po osuszeniu układu, zanim do obiegu zostanie wpuszczony czynnik chłodzący, jest test szczelności. Dopiero w przypadku, gdy zakończy się on pozytywnie, można przystąpić do właściwego „nabicia klimy”.
Jeśli natomiast zostanie stwierdzona jakakolwiek nieszczelność, na tym należy zakończyć, bo w takiej sytuacji uzupełnienie czynnika nie ma racji bytu. Konieczne będzie głębsze sięgnięcie do kieszeni i bardziej gruntowny przegląd klimatyzacji.
Ile kosztuje nabicie klimatyzacji?
Koszt usługi zależy nie tylko od rodzaju czynnika chłodzącego, ale także… lokalizacji warsztatu. Zgadza się, o ile cena samego czynnika w skali całego kraju jest zbliżona, o tyle opłata za „podniesienie maski” może już się znacząco różnić. No i wiadomo – w dużych ośrodkach miejskich zwykle jest drożej.
Obecnie w powszechnym użyciu są dwa czynniki chłodzące – R134a (tańszy, stosowany w starszych autach) oraz R1234yf (droższy, obowiązkowy w nowych modelach od 2017 roku, a przez niektórych producentów wprowadzony już wcześniej). Informację o tym, jaki jest w naszym samochodzie znajdziemy pod maską, na naklejce umieszczonej zwykle na pasie przednim.

Koszt „nabicia klimy” w aucie ze starym czynnikiem R134a wynosi zwykle 150-250 zł za podpięcie maszyny i pierwsze 100 g środka. Każde kolejne 100 g czynnika to przeważnie koszt rzędu 25-50 zł.
Z nowym czynnikiem R1234yf rozpoczęcie serwisu i uzupełnienie do 100 g gazu kosztuje średnio 250-350 zł. W przypadku większych ubytków trzeba dopłacić 80-120 zł za każde kolejne 100 g środka.
Na co uważać?
Na samych siebie – nie zapominajmy, że chytry dwa razy traci. Jeśli podczas podstawowego serwisu klimatyzacji mechanik wykryje w układzie nieszczelność, nie udawajmy, że problemu nie ma.
Jasne, w takiej sytuacji uzupełnienie czynnika zapewne wystarczy, żeby „klima” działa podczas wakacyjnego wyjazdu albo i do końca lata, ale gaz w końcu uleci i wrócimy do punktu wyjścia.
Dlatego jeśli nie zamierzamy w najbliższym czasie sprzedawać auta, warto zrobić większy przegląd klimatyzacji i cieszyć się chłodzeniem przez kolejnych kilka lat, niż regularnie powracać na „nabijanie klimy”.
Owszem, konieczność wymiany parownika czy skraplacza podniesie kwotę rachunku o kilkaset lub więcej zł i pewnie nie zwróci się później przy sprzedaży, ale warto pamiętać o własnym komforcie. No i wóz ze sprawną „klimą” bez wątpienia szybciej znajdzie nowego właściciela niż taki „do nabicia”.
- Czytaj także: Nabijanie klimatyzacji - wszystko co musisz wiedzieć
Z motoryzacją związany od dziecka - rodzinna legenda głosi, że jego pierwsze pełne zdanie wypowiedziane w języku polskim dotyczyło Fiata Tipo. W 2018 roku rozpoczął współpracę z redakcją tygodnika Motor, a przez kilka ostatnich lat pisał dla Wyboru Kierowców. Specjalizuje się w prezentowaniu i testowaniu motoryzacyjnych nowości, ale graciarstwo też nie jest mu obce. W swoim garażu trzyma między innymi Mercedesa W115, dwa Maluchy i Mustanga. W wolnym czasie przeważnie serwisuje swoje wozy albo jeździ nimi na zloty i rajdy, a czasami zdarza mu się nawet samemu zorganizować jakąś imprezę dla zabytków.