Nowe mandaty za hulajnogi. Nagany już nie dostaniesz
Nowy projekt Ministerstwa Sprawiedliwości podnosi dolną granicę mandatu dla e-hulajnóg i kasuje pobłażliwą naganę za rozpędzanie się na ciągach dla pieszych. Nowy projekt ma jednak jeszcze jeden zapis, który może okazać się najważniejszy.

Sam pomysł Ministerstwa Sprawiedliwości ma solidne oparcie w statystykach. W 2025 roku doszło w Polsce do 1158 wypadków z udziałem hulajnóg elektrycznych. Zginęło w nich 11 osób, a ponad tysiąc trafiło do szpitala. Pierwsze siedem miesięcy tego roku wygląda jeszcze gorzej, bo mamy już 828 wypadków wobec 702 rok wcześniej. Trend jest jednoznaczny i niestety idzie w złą stronę.
I właśnie naprzeciw temu trendowi wychodzi nowy projekt, który trafił do wykazu prac rządu 18 sierpnia. Pojawia się w nim temat jazdy po chodniku z prędkością dalece wyższą od prędkości pieszego oraz nieustępowania mu pierwszeństwa. Osobną kwestią są przewinienia wymierzone w pieszych na przejściach.
Do tej pory za takie wybryki groziła nagana, a w najgorszym wypadku grzywna. Po zmianie opcja nagany ma zniknąć, a grzywna ma być nie niższa niż 100 zł. Nadal trudno to uznać za straszaka, ale dziś widełki w kodeksie wykroczeń zaczynają się od 20 zł. Intencje są zatem czytelne: 5x w górę i koniec zabawy w upomnienia.
Tyle że art. 24 kodeksu wykroczeń startuje co prawda od 20 zł, ale sięga maksymalnie 5000 zł, więc już dziś można teoretycznie karać surowo. Natomiast „prędkość zbliżona do prędkości pieszego” to jakieś 5–6 km/h. Czyli ustawodawca oczekuje, że kierujący hulajnogą zwolni do tempa spacerowego w towarzystwie pieszych. Jakoś trudno mi sobie wyobrazić nastolatka toczącego się chodnikiem w tempie przechadzającego się emeryta, ale może się zdziwię. Oby!
Blokada tylko z nazwy
Prawdziwy problem od lat pozostaje niezmienny. Nowością jest natomiast to, że nowy projekt wreszcie nazywa go po imieniu. Chodzi o prywatne hulajnogi, w których użytkownicy zdejmują ustawową blokadę 20 km/h. Wystarczy parę minut i kilkadziesiąt złotych, żeby zapomnieć o ograniczeniach.

Serwisów, które wykonują takie usługi, jest na pęczki. Za odblokowanie starszego modelu trzeba zapłacić ok. 100 zł, a wymiana sterownika potrafi podnieść maksymalną prędkość do 30–40 km/h. Niektóre konstrukcje po odblokowaniu wyciągają grubo ponad 50 km/h. W części modeli można to bez problemu zrobić samodzielnie albo podpierając się poradnikami z internetu.
Nowe przepisy zaostrzają co prawda karę za zbyt szybką jazdę po chodniku, ale nie dotykają samego mechanizmu, który taką jazdę umożliwia. Pozostaje więc liczyć na Ministerstwo Infrastruktury, które pracuje nad osobnym projektem. Zgodnie z zapowiedziami hulajnogi wyprodukowane po 31 marca 2027 roku mają mieć blokadę nie do zdjęcia.
Tyle że to inny resort, inny przepis i data, która obejmie wyłącznie nowe egzemplarze. Cała armia podrasowanych hulajnóg pędzących dziś po chodnikach pozostaje poza zasięgiem obu projektów.
Najważniejszy punkt programu
Projekt zwraca też uwagę na bodaj największy problem z tego typu pojazdami. Bo cóż nam po rygorze, przepisach i zakazach, skoro wystarczy, że sprzedawca nie nazwie swojego produktu „hulajnogą elektryczną” i może go spokojnie sprzedawać, jak gdyby nigdy nic.
I nie jest to tylko kwestia językowa, a raczej szczegół, na którym wykładają się przepisy na całym świecie i który pokazuje, z czym naprawdę mierzy się ustawodawca. Na szczęście nowy projekt wreszcie zauważa nie tylko rowery, hulajnogi i UTO, ale też pojazdy imitujące rowery, hulajnogi elektryczne i UTO, które zostaną dopisane do kodeksu.
I to może być realnie największa zmiana wynikająca zarówno z tych, jak i z wszelkich innych przepisów, które pojawią się w tym temacie w przyszłości.
Kierunek bez wątpienia jest słuszny
Piesi mają prawo iść chodnikiem bez konieczności ciągłego oglądania się na śmigające dookoła pociski. Zwłaszcza że każdy z tych pocisków to rozpędzone kilkadziesiąt kilogramów. A rodzina ofiary wypadku nie poczuje się lepiej na wieść, że sprawca dostał naganę. Zaostrzenie dolnej granicy grzywny jest więc uzasadnione, ale grzywna 100 zł to nadal jak pogrożenie palcem. Efekt odstraszający zerowy.
Samo widmo mandatu, nawet wyższego, nie skłoni nikogo do zwolnienia. Bo żeby wlepić te 100 zł, ktoś musi stać na chodniku, zmierzyć prędkość, a później dogonić uciekającego szesnastolatka na odblokowanym sprzęcie. A z tym, delikatnie mówiąc, bywa różnie.
Dużo ważniejsze jest to, że projekt w końcu opisuje problem z uwzględnieniem kwestii, które realnie się na niego składają – odblokowanych hulajnóg prywatnych oraz pojazdów imitujących hulajnogi i inne UTO. Powoli bo powoli, ale jednak zmierzamy we właściwym kierunku.
Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.