REKLAMA

Ulga dla motocyklistów w korku. Filtrowanie wchodzi do gry

W Danii właśnie rozgorzała debata, czy pozwolić motocyklistom jeździć między autami. Francuzi rozstrzygnęli to jednym dekretem. A w Polsce? Legalność tego samego manewru potrafi się zmienić w pół sekundy.

Ulga dla motocyklistów w korku. Filtrowanie wchodzi do gry

Duńczycy mają od lipca gorący temat. Dyrektor tamtejszej organizacji motocyklistów MCTC, zrzeszającej blisko 30 000 osób, rzucił w regionalnej telewizji, że jazda między rzędami aut w korku powinna być legalna, bo pomaga rozładować ruch i oszczędza ludziom gotowania się w upale.

Obecnie w Danii to wykroczenie: tamtejszy kodeks każe wyprzedzać zasadniczo z lewej, a przeciskanie się między kolumnami aut grozi grzywną i punktami.

Z drugiej strony Rada Bezpieczeństwa Ruchu oraz duński automobilklub są przeciw (a jakże), ostrzegając, że taka zmiana może kosztować życie. Motocykliści odbijają piłeczkę i domagają się, żeby minister transportu wreszcie się tym zajął.

Francuzi poszli po rozum do głowy wcześniej

Za przykład może posłużyć Francja, która po latach eksperymentów wpisała jazdę między pasami wprost do kodeksu drogowego dekretem ze stycznia 2025 roku. Filtrować wolno, ale tylko na autostradach i drogach z rozdzielonymi jezdniami, przy co najmniej dwóch pasach w każdą stronę, w gęstym, nieprzerwanym korku i do 50 km/h. Gdy jedna kolumna stoi, limit spada do 30 km/h.

Przy okazji wiadomo, z jakimi konsekwencjami trzeba się liczyć przy przekroczeniu ustanowionych zasad. Kara to 135 euro i trzy punkty. Jest granica, jest prędkość, jest zasada, a francuski motocyklista wie, gdzie kończy się legalność, a zaczyna mandat.

Z kolei hiszpański pomysł to zmuszenie kierowców w samochodach do większej ostrożności. Bo to motocyklista jest bardziej narażony. Dlatego tamtejszy rząd przyjął dekret, zgodnie z którym kierujący jednośladami (ale też piesi czy rowerzyści) będą traktowani jak „wrażliwi użytkownicy drogi”, na których trzeba szczególnie uważać. A dodatkowo wolno im będzie legalnie omijać korki prawym pasem awaryjnym z prędkością do 30 km/h na wyznaczonych odcinkach.

A my to w sumie nie wiemy

W Polsce filtrowanie jest na porządku dziennym. Robi to niemal każdy, i to bez łamania prawa. Bo u nas nikt tego nie nazwał, nie zdefiniował i nie wpisał do jednego czytelnego przepisu. Ten sam ruch bywa jednocześnie dozwolony i zabroniony, zależnie od zmiennych, których w czasie jazdy nie sposób ogarnąć.

Polskie prawo w ogóle nie zna słowa „filtrowanie”. Nie ma takiego manewru. Jest za to coś znacznie bardziej podchwytliwego: to, co robisz, zmienia nazwę zależnie od tego, czy auto obok stoi, czy się toczy.

Kiedy samochody stoją, przeciskanie się obok nich z punktu widzenia ustawy jest omijaniem – bo według definicji omijanie to przejeżdżanie obok nieporuszającego się pojazdu. Wolno, trzeba tylko zachować bezpieczny odstęp, do którego jeszcze wrócimy.

Ale niech kolejka drgnie i te same auta zaczną się toczyć, a w tej samej sekundzie omijanie zmienia się już w manewr wyprzedzania. A to już inny artykuł, inne zasady, inne zakazy. Bez ruszania kierownicą czy dodania gazu motocyklista teleportuje się do innego rozdziału kodeksu.

Bo skoro toczące się auta się wyprzedza, to nagle wchodzą w grę wszystkie ograniczenia wyprzedzania. Dojeżdżasz do skrzyżowania bez sygnalizacji? Wyprzedzać nie wolno, bo ustawa zabrania wyprzedzania na skrzyżowaniu, z wyjątkiem ronda albo skrzyżowania z kierowanym ruchem.

Czyli ten sam przejazd środkiem, który dwa metry wcześniej był legalnym omijaniem stojącej kolumny, przy skrzyżowaniu i przy toczących się autach staje się wykroczeniem.

Do tego linie. Przerywaną można przekroczyć, ale to zmiana pasa, więc obowiązuje kierunkowskaz, a jego brak to mandat i punkty. Ciągłej nie wolno przekraczać ani nawet na nią najeżdżać. Pojazd może zajmować tylko jeden pas, a więc nawet lusterko czy kierownica nie mają prawa wystawać na sąsiedni.

Równanie z pięcioma niewiadomymi

Policzmy, ile zmiennych motocyklista musi ogarnąć w czasie rzeczywistym: czy auto obok stoi, czy jedzie; jaka linia jest pod kołami; czy zbliża się skrzyżowanie i czy jest na nim sygnalizacja; po której stronie kolumny się przeciska; czy któryś element nie wystaje na sąsiedni pas. Każda z tych rzeczy potrafi się wielokrotnie zmienić w trakcie nawet krótkiego przejazdu wzdłuż stojącego sznura aut.

Efekt jest taki, że kierowca jednośladu w polskim korku bywa jednocześnie legalny i nielegalny. A czynnikiem decydującym jest to, czy facet w SUV-ie obok zdjął nogę z hamulca.

Bezpieczny odstęp to osobny żart. Ustawa wymaga go i przy omijaniu, i przy wyprzedzaniu, ale nigdzie nie mówi, ile ma wynosić. Ten słynny odstęp „nie mniejszy niż 1 m” dotyczy wyłącznie wyprzedzania roweru, motoroweru, motocykla czy pieszych, a nie samochodu. Wobec auta obowiązuje więc tyle, ile sąd uzna za bezpieczne, jeśli coś pójdzie nie tak.

W Danii trwa spór, czy w ogóle wpuścić motocyklistów między auta. We Francji już dawno zostało to określone: wolno, ale tak i tak. Polska nie zakazała, nie pozwoliła i nie zdefiniowała, tylko zostawiła motocyklistę z ustawą, która przy każdym metrze każe mu na nowo ustalać, w którym jest artykule. I kierowcami aut, którzy karmią tym swoją antypatię do dwóch kółek.

Może więc zamiast kolejnej debaty, czy filtrowanie wprowadzić, wystarczyłoby wreszcie napisać po ludzku, co wolno. Bo dziś najuczciwsza odpowiedź na pytanie, czy motocyklista może jechać środkiem korka, brzmi: to skomplikowane.

Paweł Staromłyński
Redaktor

Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.