REKLAMA

Te auta są nieudane albo kompletnie zapomniane. Spotkały się na jednym zlocie

W ostatni weekend sierpnia w Rumii odbył się zlot samochodów, który był nieco inny od pozostałych. Zaproszenie otrzymali bowiem posiadacze aut, które przedstawiały sobą różnego rodzaju patologie i ułomności.

Te auta są nieudane albo kompletnie zapomniane. Spotkały się na jednym zlocie

Imprezą był organizowany przez Zjednoczenie Graciarzy Pomorza VI Festiwal Pojazdów Nieznanych, Nieudanych i Zapomnianych - jak sama nazwa wskazuje, im wehikuł pod dowolnym względem gorszy, tym bardziej odpowiadał tematyce imprezy. Wydarzenie odbywa się corocznie, a minione było już szóstym z kolei.

Osobiście byłem jednym z trzech współprowadzących to wydarzenie, dlatego z jednej strony miałem znacznie szerszy wgląd w historię i szczegóły każdego pojazdu, ale z drugiej zaś nie miałem kiedy poświęcić czasu na zrobienie własnych zdjęć. Pozwoliłem sobie zatem wykorzystać kadry jednego z uczestników - Transporter na chorobowym.

Idiotycznych pojazdów było mnóstwo, ale tradycyjnie chciałem subiektywnie wyróżnić kilka z nich

Jako prowadzący, wywoływaliśmy na scenę właścicieli najgłupszych i najciekawszych naszym zdaniem pojazdów, ale że ramowy program nie był z gumy, wszystkich potencjalnych wyróżnić się niestety nie udało. Poniższa lista będzie zatem w stu procentach subiektywna - z różnych powodów te konkretne auta wzbudziły moje największe zainteresowanie.

Wołga z dieslem od Balerona to pojazd tak idealny, że mógłby istnieć naprawdę

Jeżeli miałbym wybrać jedno auto, którym najchętniej odjechałbym z terenu imprezy, a następnie upalał namiętnie, aż odpadną koła, byłaby nim ten spatynowany GAZ 24 Wołga z dwulitrowym dieslem od Mercedesa. Niczego tutaj nie brakuje i jeżeli jakikolwiek program miałby wygenerować pojazd idealnie wpisujący się we wszystkie moje motoryzacyjne zboczenia i fetysze, najprawdopodobniej wyglądałby właśnie tak.

Nadwozie jest idealnie skorodowane, w czym pomaga jasny lakier - na czarnym nie byłoby tego tak dobrze widać. Silnik Diesla pasuje do tej budy doskonale, chociaż skłamałbym mówiąc, że fabryczny czterocylindrowy motor Wołgi jest zły, bo tak nie jest.

Wisienką na torcie są czarne blachy ze wschodniej Polski - nie jestem ich fanatykiem, ale są auta, do których pasują bardziej niż do pozostałych. Och i ach.

Fiat Uno Clip jest chorobą, na którą w Polsce nie ma lekarstwa

Sam Fiat Uno jest samochodem zdecydowanie udanym i to niezależnie od rocznika. Chciałem jeszcze dopisać, że również niezależnie od wersji silnika, ale na polskim rynku w latach 1998-2000 oferowana była wersja Clip, wyposażona w litrowy silnik pochodzący z brazylijskiego Fiata Mille.

Silnik miał niespełna 1000 ccm pojemności, a historycznie wywodził się jeszcze z Fiata 127, tyle że jest od niego mniejszy o około 50 ccm.

Problem z wersją Clip jest taki, że części zamienne są do niego właściwie niedostępne, a i informacji na jego temat prawie nie ma. W związku z tym użytkowanie Fiata Uno Clip przypomina życie z tętniakiem w mózgu - jak się zepsuje, będzie już po wszystkim.

Polonez z dieslem VM Motori to ostateczna forma zła

Jeżeli myślicie, że w tej bajce nic gorszego już nie mogło się wydarzyć, wtedy cały na biało wjeżdża Polonez 2.0D Turbo - ekstremalnie rzadka wersja Poloneza wyposażona w silnik Diesla włoskiej firmy VM Motori. Takich samochodów w latach 1983-1984 powstało zaledwie kilkadziesiąt, przetrwało kilka, a ten jeden jedyny jest dzisiaj w pełni sprawny.

Z tego, co na scenie mówił o nim jego właściciel, taki Polonez być może i jeździł wolniej od tego benzynowego, ale za to palił dokładnie tyle samo. Jego przewagą był jednak swobodny dostęp do paliwa - w czasach słusznie minionych tankowanie oleju napędowego nie podlegało reglamentacji, a benzyny już tak.

Polonez z silnikiem VM Motori okazał się klapą ze względu na ogromną, niemal dwukrotnie wyższą od standardowej wersji cenę, ale także wysoką awaryjność samej jednostki napędowej. Usterkom ulegała oczywiście turbosprężarka, z którą polscy mechanicy nie mieli doświadczenia. Problemem okazały się również cztery niezależne głowice, które pojedynczo wypluwały uszczelki.

Neoplan K4016td to już nie do końca Neoplan, ale jeszcze nie Solaris

Pojazd o tyle ciekawy, że stanowiący preludium do stworzenia imperium, jakim dzisiaj jest marka Solaris.

Neoplan K4016td produkowany był jedynie przez dwa lata, od 1998 do 2000 roku, a w tym czasie powstało zaledwie 46 egzemplarzy tych autobusów. Ten, który przyjechał do Rumi, jest jednym z dwóch zachowanych. O drugim pisałem swego czasu TUTAJ.

W skrócie, jest to polska modernizacja produkowanego w Polsce Neoplana, stawiająca fundamenty pod produkcję późniejszego Solarisa Urbino. 

CityEL to jedyny pojazd elektryczny, jakim nie gardzę

Ich pojawienie się było dla nas o tyle zaskakujące, że auta nie widniały na żadnej wewnętrznej rozpisce, dlatego trzeba było na szybko improwizować, ale takie pojazdy nie mogły zostać pominięte. Przybyły dwie sztuki, z czego jedna w tradycyjnej wersji zamkniętej, druga w częściowo odkrytej wersji a’la targa.

Autka te swego czasu były najliczniej produkowanymi samochodami elektrycznymi na świecie. Przy czym owo "najliczniej" oznacza kilka tysięcy egzemplarzy powstałych na przestrzeni… 20 lat. Na taki stan rzeczy złożyła się wielokrotna zmiana właściciela projektu, problemy jakościowe przy produkcji, a także kilka innych pomniejszych katastrof, wpływających negatywnie na losy CityEL.

Sam pojazd, chociaż zupełnie na taki nie wygląda, zaprojektowany został… pod koniec lat 70. Produkcję rozpoczęto już w drugiej połowie lat 80., ale jego wzornictwo i tak było wtedy kosmiczne.

Ten śmieszny trójkołowiec rozpędzał się do około 50 km/h i fabrycznie miał zasięg około 30 kilometrów - dzisiaj większość właścicieli zmodernizowała układ zasilania w taki sposób, że autka osiągają bezproblemowo 50 kilometrów na jednym ładowaniu.

Głupich i zapomnianych pojazdów było o wiele więcej, ale ciężko wymienić każdy z osobna

Owszem, zwykłe i popularne auta też się pojawiły, ale stanowiły tam mniejszość i były wręcz obiektem drwin niż szacunku i uznania. Zatem, jeżeli kogoś nudzi motoryzacyjny mainstream, tego typu impreza może być dobrym wyborem na ostatni weekend sierpnia w kolejnym sezonie. 

Wszak nie na każdy zlot przyjeżdża więcej Volkswagenów Golfów Country niż Mercedesów W124.

Michal Reicher
Redaktor

Dziennikarz, fotograf, podróżnik i graciarz. Od 2019 roku redaktor Magazynu Classicauto, występował również gościnnie w Plejady Subaru. Etatowo od 2015 roku instruktor nauki jazdy, od 2018 roku w warszawskiej szkole GazeLka, gdzie uczy młodych ludzi graciarstwa od podstaw. Pomiędzy wierszami biega z aparatem po obskurnej i zapadłej Polsce, publikując swe zdjęcia na instagramowym profilu Polska w ruinie. Czasami zabawia towarzystwo organizacją imprez nawigacyjno-turystycznych pod szyldem Stary Pojazd i Może. Jeździ na co dzień tym, co akurat rano odpali.