Nie cierpię elektryków. Ale dla tego mógłbym zrobić wyjątek
Ogólnie, co do zasady, samochody elektryczne wzbudzają we mnie wstręt. Jest natomiast bardzo wąskie grono elektryków, które uważam za interesujące. Jeden z nich został niedawno wystawiony na sprzedaż.

Tym autem jest CityEL - elektryczny trójkołowiec, który ma bardzo ciekawy życiorys, jest spokrewniony z Maluchem, a także w moim odczuciu jest dokładnie tym, czym w istocie powinien być samochód elektryczny. W Skierniewicach taki pojazd jest właśnie do kupienia.
Samochód jest przeznaczony dla półtorej osoby i przewidziany do jazdy na krótkich dystansach
CityEL to nie auto dla całej rodziny, a zasadniczo dla jednej osoby, co jest zgodne z koncepcją jego twórców. Owo "pół osoby" to dodatkowa miejscówka o maksymalnym obciążeniu do jakichś 35-40 kilogramów, czyli na niewyrośnięte dziecko w wieku późno przedszkolnym.
Deklarowany zasięg na pełnym naładowaniu to zaledwie jakieś pół setki kilometrów i to przy oszczędnym prowadzeniu. W sam raz, żeby odwieźć dziecię do przedszkola, samemu pojechać do pracy, po czym czynność powtórzyć w odwrotnej kolejności. Po zakończonym cyklu autko podłącza się kablem do gniazdka, tak że następnego dnia rano baterie są naładowane do pełna.

Chociaż autko może wyglądać, jak zaprojektowane w XXI wieku, koncepcyjnie pochodzi z… przełomu lat 70. i 80.
Genezą powstania tak niezwykłego pojazdu był splot kilku okoliczności, zaś czarą goryczy był kryzys naftowy końca lat 70. Pewien duński inżynier i wizjoner, Steen Jensen, wymyślił antidotum w postaci jednoosobowego samochodu elektrycznego.
Dlaczego tak? Jansen uznał, że ludzie większość podróży odbywają w pojedynkę i jeżdżą wyłącznie na krótkie odległości. W kompaktowych miastach Danii rzucało się to w oczy szczególnie bardzo. W związku z tym, wymyślił konstrukcję pojazdu, który spełniałby założone kryteria.
A że przy okazji gotowy samochód wyglądał, jak pojazd Jetsonów, to już inna sprawa. CityEL posiada karoserię zbudowaną z żywicy, a cała jej górna część podnosi się do góry, umożliwiając zajęcie miejsc wewnątrz. Niestety, w ogłoszeniu nie ma zdjęcia otwartego pojazdu, dlatego muszę posiłkować się neutralnym zdjęciem z Instagrama:
Produkcję rozpoczęto dopiero w 1987 roku, zaś sam projekt przetrwał aż do 2018 roku
Chociaż CityEL wytwarzany był przez bardzo długi czas, trudno powiedzieć, aby odniósł sukces. Wyprodukowano zaledwie około 6 tysięcy egzemplarzy tego autka, z czego jakieś 2/3 w pierwszych latach jego istnienia.
Samochód, chociaż z Polską nie miał nic wspólnego, składał się z kilku dobrze nam znanych części, m.in. przedniego reflektora i tylnych lamp pochodzących z Fiata 126p. Podobnie "fiatowski" rodowód miały boczne lusterka.
Ciekawostką jest, że prezentowany CityEL to jego "nowa" odsłona, produkowana już przez inne przedsiębiorstwo. Oryginalnie mały elektryk budowała duńska firma El Trans, która jednak poszła z torbami i musiała zaprzestać jego produkcji. Projekt odkupiła niemiecka firma Citycom, która w 1997 roku wznowiła produkcję pojazdu. Z tego właśnie roku pochodzi sprzedawana sztuka.


Przez pewien czas CityEL był najpopularniejszym samochodem elektrycznym na świecie
Przy czym słowo "najpopularniejszy" odnosi się do liczby wyprodukowanych egzemplarzy, a nie zakorzenienia w ludzkiej świadomości. Tak że jeżeli ktoś szuka elektryka, a nie chce jeździć tym samym, co wszyscy inni, CityEL jest ciekawą propozycją.



















