Odkąd przekroczyłem trzydziestkę, niemal zupełnie przestały mnie obchodzić typowe zloty typowych samochodów. Co innego, kiedy do Polski przyjeżdża delegacja ze słonecznej Rumunii - wtedy to zupełnie inna sytuacja.

Znacie to uczucie, kiedy zapomnieliście o czymś bardzo ważnym, ale świat obok przez cały czas wysyła wam sygnały? Tak właśnie wyglądał piątek w biurze u mojego kolegi, który patrzył sobie bezrefleksyjnie przez okno, po czym nagle zerwał się z krzesła i wybiegł z budynku razem z drzwiami i futryną.




Tego dnia, a dokładnie w piątek 4 września, na rynku w Wadowicach spotykali się uczestnicy międzynarodowego zlotu Drum Bun, którego motywem przewodnim jest przyjaźń polsko-rumuńska i motoryzacja tych dwóch krajów, ale z naciskiem na tę rumuńską. Samo wyrażenie "drum bun" po przetłumaczeniu na polski język oznacza życzenie "szerokiej drogi" - niewątpliwie było ono potrzebne, aby pokonać taki dystans takimi pojazdami.
Jak wiadomo, przemysł krajów socjalistycznych to najwspanialsza rzecz na świecie, dlatego kolega szybko naciągnął kliszę i popędził na wadowicki rynek.
Przyjechało dużo pojazdów szerzej u nas nieznanych albo po prostu niespotykanych
W Polsce mamy do czynienia z rumuńską motoryzacją od wielu lat, tak więc tamtejsze samochody pozornie nie są dla nas egzotyczne. Z tym, że co innego kojarzyć poczciwą Dacię 1300, ewentualnie cudownego Oltcita, a co innego ich różne wersje pochodne, na naszych drogach spotykane rzadko albo wcale.



A takich wozów przyjechało całkiem sporo, wliczając w to multum wersji pochodnych terenówki Aro. Tradycyjnie, poniżej subiektywny przegląd tego, co przykuło moją uwagę najbardziej. Kolegi zresztą też, bo ktoś owe zdjęcia musiał przecież zrobić.
Dacia Solenza to niespotykany u nas pomost pomiędzy paździerzem a nowoczesnym samochodem
Co ciekawe, widoczna na poniższym zdjęciu Dacia Solenza zarejestrowana jest w Polsce i jest to drugi znany mi egzemplarz tego modelu w naszym kraju.
Ogólnie mówiąc, model Solenza stanowił w historii Dacii pomost pomiędzy "wczoraj" a "jutro", ponieważ był w istocie pierwszym samochodem zaprojektowanym we współpracy z firmą Renault. Solenza była po części kolejną modernizacją modelu SupeRNova, a po części zapowiedzią przełomowego Logana, z którym przez dwa lata produkowana była zresztą na zakładkę.

Dacii Solenza nigdy nie sprzedawano oficjalnie na polskim rynku, dlatego każdy z dwóch egzemplarzy musiał tutaj trafić drogą prywatnego importu. Historii krakowskiego egzemplarza niestety nie znam, natomiast o tym drugim pisałem kiedyś TUTAJ.
Czy w Polsce jest więcej Dacii Solenzy? Nie mam pojęcia.
Dacia 1100 to rozgrzewka maszyn przed produkcją Dacii 1300
Powiedziałbym, że samochód ten na polskiej ziemi jest w ogóle niewystępujący, gdyby nie to, że bordowy egzemplarz został zarejestrowany w Krakowie. Przyznaję, że nie wiedziałem przedtem o istnieniu tego konkretnego wozu, a samego modelu 1100 poza Rumunią nie widziałem nigdzie.

Model 1100 jest licencyjną wersją Renault 8, które produkowane było w fabryce w Pitesti, zanim ruszyła tam jeszcze produkcja Renault 12 pod nazwą Dacia 1300. Samochód powstawał jedynie przez 3 lata, od 1968 do 1971 roku, podczas gdy "oryginał" produkowano aż przez 15 lat.
Dacia Berlina to rumuński Polonez Caro Plus
Jest to ostatnie i ostateczne wcielenie licencyjnego Renault 12, które poziomem zacofania grało w tej samej lidze, co Polonez w wersji Plus. Zrezygnowano już z liczbowego nazewnictwa na rzecz nazwy Berlina i Break, odpowiednio dla sedana i kombi.
Model produkowano od 1999 roku, ze względu na wciąż utrzymujący się popyt na przestarzałą Dacię. Przyczyna była banalnie prosta - pomimo swoich ułomności, nadal był to najtańszy samochód na rynku lokalnym.


Rzadko, bo rzadko, ale tę generację Dacii można było czasami spotkać w Polsce. Najczęściej był to jednak wersje Pick-up, także w wersji z podwójną kabiną. Do Wadowic przyjechały wszakże tylko sedany i kombiaki, ale to akurat dobrze - bo takich u nas jeździło najmniej.
ARO w Polsce kojarzy się głównie ze słynnym przetargiem dla policji
Kto nie pamięta tamtej afery, ten ma nadal mleko pod nosem - w 2004 roku Policja kupiła ponad 100 egzemplarzy terenówki Aro 246, które okazały się być tak dziadowskie, że odpadały z nich części od samego patrzenia. Ale świat nie kończy się na tym, ponieważ modeli ARO było znacznie więcej.



Co tutaj mamy? Mamy np. mniejszy model ARO, czyli ARO 10, bazujące technicznie na Dacii 1300. Mamy dość wczesny egzemplarz modelu 243, czyli wyglądającej niczym Matra Rancho trzydrzwiowej terenówki. Poza nimi dominująca była oczywiście seria 24, wśród przedstawicieli której pojawił się nawet i wóz kempingowy - ten akurat prawdopodobnie bazował na modelu 320, czyli pick-upie z pojedynczą kabiną.
Rumuni mają znacznie więcej wspaniałych pojazdów, których niestety zabrakło
Pierwszym, który przychodzi mi na myśl, jest oczywiście Dacia Lastun, czyli rumuński "Maluch". Brakowało także alternatywnych wersji nadwozia licencyjnej "dwunastki", takich jak np. coupe czy hatchback, ale to rzadki temat nawet w samej Rumunii - co nie zmienia faktu, że człowiek by sobie popatrzył. Nie było również furgonetki Rocar, które swego czasu były u nas nawet dość powszechnie spotykane.
Trudno, co robić. Trzeba palić grata i w ramach rewanżu jechać do Rumunii.
Dziennikarz, fotograf, podróżnik i graciarz. Od 2019 roku redaktor Magazynu Classicauto, występował również gościnnie w Plejady Subaru. Etatowo od 2015 roku instruktor nauki jazdy, od 2018 roku w warszawskiej szkole GazeLka, gdzie uczy młodych ludzi graciarstwa od podstaw. Pomiędzy wierszami biega z aparatem po obskurnej i zapadłej Polsce, publikując swe zdjęcia na instagramowym profilu Polska w ruinie. Czasami zabawia towarzystwo organizacją imprez nawigacyjno-turystycznych pod szyldem Stary Pojazd i Może. Jeździ na co dzień tym, co akurat rano odpali.