REKLAMA

Tak wygląda dwuletni chiński SUV pod spodem. Ruda tańczy jak szalona

Dla właścicieli chińskich SUV-ów nadchodzą trudne czasy. Muszą udowadniać wszystkim, że ich samochody to już te poprawione, dobrze zabezpieczone przed rdzą, więc wszelkie zdjęcia to ewidentne fejki i próby szkalowania najlepszej motoryzacji. Tymczasem mechanik pokazał, jak wygląda dwuletni chiński SUV. Zatęskniłem za moim BMW, które chrupała rdza.

Tak wygląda dwuletni chiński SUV pod spodem. Ruda tańczy jak szalona

Chińskie auta mimo wzrostu popularności, muszą mierzyć się z różnymi negatywnymi opiniami. Mój redakcyjny kolega twierdzi, że większość z nich prowadzi się gumowo i muszę się z nim zgodzić. To nie są auta, które projektowano z myślą o precyzyjnej jeździe, dynamicznym pokonywaniu zakrętów, a ostatnio testując jeden z popularnych SUV-ów segmentu C, odkryłem, że na mokrej nawierzchni tracą przyczepność szybciej niż niektórzy prawo jazdy. Niesamowita sprawa, gdy przy 30 km/h walczysz o kontrolę nad samochodem.

Zostawmy te kwestie, bo jednak ciekawość rozpalają dwie kwestie - sieć serwisowa oraz jakość wykonania. Podczas gdy zakłady zajmujące się chińskimi autami wyrastają jak grzyby po deszczu, to nadal zdarzają się wpadki jakościowe. Część z nich wynika wprost z procesu produkcji, jak miało to miejsce w przypadku SUV-a MG HS, w którym po 800 km wydech pokrył się brzydkim nalotem. Tam chodziło o kwestię napędu hybrydowego i niedogrzewania wydechu, przez co wilgoć spowodowała niegroźną rdzę powierzchniową.

Teraz do sieci trafiły zdjęcia Baica 3 i powiem wam, że dwuletni SUV wygląda tak, jak wyglądało moje 23-letnie BMW w momencie sprzedaży - rdza chrupała aż furczało. Jednak niespodziewanie te zdjęcia obudziły ze snu zimowego zwolenników teorii spiskowych.

Rdza zżera dwuletniego chińskiego SUV-a. Lakiernik pokazuje dowody

Na jednej z grup poświęconej konserwacji podwozia ukazał się taki post:

Fragment postu z Konserwacja podwozia (zgodnie z prawem cytatu).

Tutaj link do oryginalnego posta:

Przyjrzyjcie się tym zdjęciom:

Galeria: 4 zdjęcia
Galeria zdjęć
Zdjęcie pobrane z Facebooka. Autor Rafał G. Zdjęcie pobrane zgodnie z prawem cytatu
Zdjęcie pobrane z Facebooka. Autor Rafał G. Zdjęcie pobrane zgodnie z prawem cytatu
Zdjęcie pobrane z Facebooka. Autor Rafał G. Zdjęcie pobrane zgodnie z prawem cytatu
Zdjęcie pobrane z Facebooka. Autor Rafał G. Zdjęcie pobrane zgodnie z prawem cytatu

Byłem w szoku. Podobnie zresztą jak komentujący. Nie dziwię się więc, że zażądali dowodów, że to rzeczywiście Baic 3. W odpowiedzi autor wrzucił nagranie:

Baic 3 jak żywy. Co tu się dzieje? Klasyka - brak zabezpieczenia antykorozyjnego, żeby ciąć koszty. Widzicie - w normalnej sytuacji rynkowej to producent powinien zabezpieczyć swoje auto przed korozją i np. solą, która jest używana do posypywania dróg zimą. W większości marek już tak jest, ale nadal zdarzają się takie, które przerzucają ten obowiązek na użytkownika. Ta rdza widoczna na zdjęciach jest do usunięcia. Wystarczy, że użytkownik odda samochód na konserwację podwozia. Owszem, poniesie spory wydatek, ale oszczędzi mu to problemów w przyszłości.

Jednak to nie to jest najgorsze, bo takie podejście do klienta nie powinno dziwić w taniej marce, a taką jest Baic. Według użytkowników koszt takiej konserwacji to 3 tysiące złotych, czasem udaje się ją zrobić na koszt dealera. To wszystko jest kwestią tego, że trzeba schodzić z kosztów, gdzie tylko się da. Informowaliśmy niedawno o tym, że w innym egzemplarzu Baic 3 wyblakł chrom i tam też była kwestia użytych materiałów i ich odporności.

Natomiast użytkownicy marki Baic nie mają litości i to mnie naprawdę przeraża.

Właściciele chińskich SUV-ów mają syndrom oblężonej twierdzy

Z przerażeniem odkryłem, że zdecydowana większość właścicieli aut marki Baic, broni swoich aut jak niepodległości. Czytamy, że wszystkie nowe są już poprawione, innym dealer za darmo położył zabezpieczenie antykorozyjne. Inni musieli za to płacić, ale robili to z uśmiechem na ustach, więc nie mają żalu, bo o samochód trzeba dbać. Inni z kolei węszą spiski. Nie wiem kto przekupywałby jakiegoś lakiernika z Polski, ale najwidoczniej nie jestem dobry w gry szpiegów i nie widzę wzorców. Najwidoczniej w niemieckich markach ktoś płaci za antyreklamę Baic. Nie wiem po co, ale wydaje się działać. Inni twierdzą, że to wszystko fejk, a samochodom nic się nie dzieje.

Żeby było śmieszniej - już raz widziałem na tej grupie znikające posty z awariami. Zwłaszcza jeden mnie zainteresował, bo opowiadał o historii człowieka, który nowym autem nie dojechał z Polski do Chorwacji, bo auto sypało się na każdym kroku. Zniknęło, bo auto został oskarżony o defetyzm, mimo że wrzucał wiarygodne dowody.

Powiem wam, że to dla mnie nowość. W grupach poświęconych BMW na wpisy z rdzą reagowano rozbawieniem, wzruszeniem ramion, a w skrajnych przypadkach licytacją, kto ma bardziej zjedzone auto. Nawet w grupach poświęconych Mazdzie temat rdzy był przyjmowany na klatę. Tymczasem w Baicu zawsze świeci słońce, paliwo jest tanie, a ruda jest tylko w szklance. I tak się toczy nasze życie na tej ziemi, pod tym niebem.

Paweł Grabowski
Redaktor

Dziennikarz Autoblog.pl. Poprzednio pisał dla serwisu Bezprawnik.pl, dla którego stworzył ponad 200 tekstów. Od 10 lat zajmuje się również kontrolą jednostek samorządowych, ale od zawsze jego marzeniem było pisać na tematy motoryzacyjne. Do redakcji dołączył w październiku 2020 r. Specjalizuje się w zdjęciach szpiegowskich, wizualizacjach, modelach marki BMW oraz zmianach w prawie, które bezpośrednio wpływają na motoryzacyjny świat. Obudzony w nocy potrafi wymienić zalety poszczególnych silników niemieckiej marki. Potrafi wydobyć z czeluści internetu informację na dowolny temat. Jeździ ostatnim klasycznym BMW, ale nocami marzy o BMW X6.