Chiński SUV zaśniedział po 4 miesiącach. Wina kupującego to nowa jakość
Chińskie samochody cieszą się coraz większą popularnością, ale wielu potencjalnych klientów obawia się o ich jakość. Właśnie dostali świetny argument, który może skierować ich do salonów tradycyjnych producentów. Nowy chiński SUV zaśniedział po czterech miesiącach, a importer ma to w nosie.

Chińskie SUV-y budzą obawy o jakość wykonania. Im większą popularność zdobywają, tym więcej postów ze znakami zapytania. Informowaliśmy już was o zardzewiałych wydechach w lśniących hybrydach plug-in, ale tam efekt był winą niedogrzania wydechu, co jest standardem w tego typu pojazdach, z brakiem zabezpieczenia antykorozyjnego. Niektórzy mówią, że to wina niskiej jakości materiałów, ale zostawmy to, bo wystarczy kilka chwil spędzonych w kanale w garażu i wydech można doprowadzić do stanu lepszego niż nowy.
To co widzicie powyżej jest do przeżycia, to normalny widok w hybrydach z wtyczką. Jednak ostatnio na grupie poświęconej innej chińskiej marce, zobaczyłem widoki, które mnie przeraziły. Was też przerażą i zadacie sobie pytanie czy na pewno warto pchać się w gips.
Nowy chiński SUV zaśniedział. Mówią, że to wina użytkownika
Witajcie na grupie poświęconej modelowi samochodowi BAIC Beijing 3. Tam ukazał się dramatyczny post, w którym użytkowniczka pokazuje jak wyglądają chromowania w jej czteromiesięcznym samochodzie.

Okropne, prawda? Dodam, że miałem nastoletnie BMW i tam chrom błyszczał. W prywatnym ponad 10-letnim Audi również chrom prezentuje się wspaniale. A w BAIC Beijing 3? Jakby ktoś go zepsuł. Przyjrzyjcie się uważniej.

Użytkowniczka napisała, że zwróciła się z reklamacją do importera, ale ten miał odrzucić reklamację, bo według niego stan chromu wynika z winy użytkownika. Na czym miałaby polegać? Na niewłaściwym myciu, ale doprawdy trudno mi wyobrazić sobie, że ogólnodostępne myjnie miałyby używać tak agresywnej chemii.

W komentarzach panuje przekonanie, że wszystko jest w porządku, że to użytkowniczka źle myje auto, że to kombinacja zbyt mocnej chemii i słońca.
Co mówią o tym specjaliści?
Zapytałem specjalistów od detailingu i napiszę wam, że teraz jestem zaskoczony. Obejrzeli zdjęcia i powiedzieli mi, że w tanich autach chrom to tak naprawdę plastik pokryty cienką warstwą metalu, która jest mniej odporna na warunki atmosferyczne. Według nich taki efekt mógł zostać uzyskany myciem z użyciem aktywnej piany w nasłonecznionym stanowisku. Piana wchodzi w reakcję z nagrzanym chromem i tworzy mleczny nalot, czyli dokładnie tak, jak u pani na zdjęciach.
Druga opcja to bardzo twarda woda, ale moi rozmówcy wskazują na aktywną pianę, bo środki używane na myjniach muszą mieć odpowiednią moc, żeby zmyć zabrudzenia.

Jak sobie poradzić z białym nalotem na chromie?
Zapytałem, czy te elementy są do uratowania i na szczęście są. Opcja pierwsza i budżetowa to próba potraktowania tych elementów delikatną szmatką nasączoną octem. Jeżeli to kwestia twardej wody, to plamy znikną.
Jednak gdy okaże się, że to jednak osad powstały w wyniku reakcji chemicznej, to również nie ma powodów do paniki. Należy kupić pastę polerską do chromu i delikatnie przejechać po zaśniedziałych elementach. Nie można trzeć ani stosować drapaków czy innych gąbek kuchennych. Ma być delikatna. Po kilku chwilach chromy wrócą do dawnego blasku. Na wszelki wypadek można później zabezpieczyć je woskiem. I tyle. Nie bójcie, chińskie auta nie są takie straszne.



















