Starsze samochody potrafią nadal mieć swoje zalety. Tym bardziej, jeśli są... starą Alfą Romeo. Nie, serio.

Żeby nie było, że po 10 latach i dwóch egzemplarzach 159 tylko narzekam, czas otworzyć swój samochodowy pamiętnik na zakładce "co wciąż cieszy". Tym bardziej, że powoli chyba przychodzi czas ostatecznego rozliczenia się ze 159 - ale o tym innym razem.
Na razie przejdźmy do tego, co w Alfie Romeo 159 - mimo upływu lat - nadal cieszy.
To jest... stare auto.
Ok, miało być mimo upływu lat, a jest dzięki upływowi lat. Trudno mi jednak pominąć ten fakt w kwestii rzeczy, które cieszą, bo to, że Alfa 159 jest konstrukcyjnie autem ponad dwudziestoletnim (i to licząc moment premiery, a nie etap projektowania) ma swoje zalety.
Przede wszystkim, na tle współczesnych konstrukcji, jest to auto miejscami zaskakująco proste konstrukcyjnie i wyposażeniowo. Większość usterek i awarii, które pojawiają się w nowych autach, tutaj nie ma miejsca, bo... przeważnie nie ma jak i skąd. Nawet ogólnie pojętą ekologię w użytkowanym przeze mnie na co dzień 2.0 JTDm można uznać za nienachalną i bezproblemową w codziennym obejściu.
Części zamienne czy elementy wyposażenia? Nie zawsze - albo bardzo często - kosztują grosze, wybór jest spory, a i częstotliwość konieczności ich wymiany jest średnia. Zdarzają się wprawdzie przypadki, gdzie nadal oczy wypływają na widok cen, ale to raczej mniejszość i w moim przypadku dotyczyło głównie elementów, które chciałem dołożyć dla frajdy, a nie z realnej potrzeby.

No i oczywiście - to jest stare auto, więc po prostu trochę mniej go szkoda. Klasyka z tego nigdy nie będzie, unikatowy egzemplarz sam w sobie też to nie jest. Podejrzewam, że w nowym aucie byłoby mi szkoda wozić sporej części rzeczy, które do 159 wrzucam bez pomyślenia. Nie wspominając już o tym, że na niektóre drogi czymś lepszym bym pewnie nie wjechał - 159 wjeżdżałem bez zawahania.
Może po prostu tylko bardzo powoli.
To dalej świetnie wygląda
Tak, te proporcje są trochę zaburzone przez przydługawy przód. Tak, ta kierownica jest zdecydowanie zbyt duża, a jej wieniec zbyt cienki. Tak, wersja bez relingów wygląda dużo lepiej. Tak, na takich małych kółkach, jakie mam, to auto wygląda mniej atrakcyjnie.

Ale i tak zawsze po tym, jak wyjadę tym autem z myjni, mam myśl "dlaczego ja w ogóle chcę się tego pozbywać". Pewnie przy jakimś lepszym lakierze i chociażby kołach z pakietu TI ta myśl byłaby jeszcze głośniejsza, ale i tak ją słychać.
I i tak raczej wszyscy się zgodzą, że to auto zestarzało się co najmniej godnie.
To dalej dobrze jeździ

O 159 lata temu mówiło się, że jeździ świetnie, ale czuć, że jest przyciężkawe. Wiele się od tego czasu nie zmieniło, poza faktem, że... wszystkie auta stały się raczej przyciężkawe, niekoniecznie przy tym prowadząc się jakoś zjawiskowo lepiej.
Oczywiście nie sprawia to nagle, że 159 prowadzi się jak gokart. To dalej przednionapędowe, ciężkie kombi z niezbyt mocnym dieslem pod maską (przynajmniej w moim przypadku), ale jest nadal coś miłego w tym, jak to auto się prowadzi, jak działa wspomaganie, ile dokładnie siły trzeba włożyć, żeby to auto skręcało tam, gdzie trzeba.
Może to kwestia przyzwyczajenia i chwalenia przed samym sobą tego, co się ma, ale jest coś w tym, jak jeździ 159, że przesiadka do nowszych, zwykłych samochodów jest przeważnie pod tym względem trochę rozczarowująca.
To wnętrze to nadal dobre miejsce do bycia

Absolutnie nie jestem przeciwnikiem tabletów, nawet jeśli całkowicie zastępują zegary - ba, obstawiam, że moje kolejne auto będzie już w całości tabletowe. Nie będę jednak bronił się też przed przyznaniem, że kokpit 159 jest jakiś. Ktoś się gdzieś przez chwilę postarał, narysował coś, żeby to do siebie pasowało, wyglądało razem jakoś nawet ładnie.
Jasne, te dodatkowe wskaźniki do niczego się za bardzo nie przydają, ale pasują estetyką i pomysłem. Jasne, może i dzieje się tutaj bardzo dużo, a i czerwone podświetlenie sprawia wrażenie mocno retro. Ale jednocześnie - to mimo wszystko, szczególnie w czarnej wersji, wygląda ładnie i spójnie. I pewnie lepiej niż w wielu nowszych autach.
To nadal jest po prostu solidne auto
Nie wybitne, bo nie ma co udawać - to jest masowo tłuczony produkt korporacyjny, a nie jakieś dopieszczone dzieło sztuki. Ale poza tym, że wygląda dobrze, jest też w większości kwestii... po prostu dobrym samochodem.

Wyciszenie? Nawet po latach - w porządku. Fotele? Całkiem wygodne, nawet na dłuższe trasy. Spalanie? Po lokalnych drogach można zobaczyć i "5" z przodu, a autostrady w porywach zamkną się w "7".
Sypać to się to jakoś nagminnie nie sypie (choć niektóre awarie bywają zabawne, jak czujnik parkowania wpadający do wnętrza zderzaka), a wymiana niektórych elementów eksploatacyjnych, takich jak żarówki, jest banalnie prosta na tle wielu aut i z tamtego okresu, i współczesnych.
Ba, nawet bym nie napisał, że to wnętrze po 15 latach od produkcji jakoś ekstremalnie trzeszczy. Chociaż skłamałbym, gdybym napisał, że nie trzeszczy w ogóle.
Po za tym - to, tak najzwyczajniej w świecie, jeździ.
Redaktor prowadzący Spider’s Web i autor tekstów na Autoblogu. Od 2008 r. nieprzerwanie publikujący w serwisach internetowych, a od ponad 10 lat na stałe związany z Grupą Spider’s Web. Regularnie pisze o tym, co go fascynuje - o smart domu, zegarkach sportowych, motoryzacji i… rowerach. Do tej pory napisał setki recenzji i - uwaga - większość sprzętów, które rekomendował, później sam sobie kupił.