4 proc. Polaków chce auto na prąd. Miało wyjść inaczej
Przez lata wmawiano nam, że auto na prąd kusi większość z nas, i popierano to badaniami. Najnowsze pokazuje coś zgoła innego – 4 proc. w Polsce i 8 proc. w Unii. Nasz wynik wreszcie pasuje do rzeczywistości. Samo badanie już mniej.

YouGov zapytał 5221 dorosłych w Polsce, Niemczech, Francji, Włoszech i Hiszpanii, jaki napęd najprawdopodobniej będzie miało ich kolejne auto. W Polsce benzyna dostała 40 proc. głosów, pełna hybryda 21 proc., hybryda plug-in albo EREV 10 proc., a samochód w pełni elektryczny 4 proc. Średnia dla EV dla pięciu rynków to 8 proc. Nagłówki napisały się same.
Ciekawostką jest to, że to nie jest żaden przełom. To po prostu kolejne badanie, które wymknęło się branżowemu lobby.
Jak pompowano balonik
W 2020 r. InsightOut Lab przepytał Polaków na zlecenie Volkswagena i wyszło, że 52 proc. z nas chciałoby jeździć autem na prąd. Ten sam raport podaje, że 73 proc. badanych nie wiedziało o możliwości ładowania ze zwykłego gniazdka, a po kraju jeździło wtedy 6056 pojazdów elektrycznych. Fajny ten entuzjazm, taki bez pokrycia w wiedzy i w rejestracjach, za to z logo producenta na okładce.
Dwa lata później EY ogłosiło, że pierwszy raz ponad połowa kupujących, czyli 52 proc., wybierze auto elektryczne lub hybrydę. Ta liczba obiegła świat. Tylko nieliczni zauważyli przy tym, że do jednej kategorii wrzucono wówczas trzy różne napędy naraz, a sama preferencja dla pełnych elektryków wynosiła 20 proc.
Jak balonik pękł
To samo EY w grudniu 2025 r. podało, że chęć zakupu elektryka spadła do 14 proc., a zamiar kupna spalinówki podskoczył o 13 punktów, do 50 proc. Korekta godna wstrząsów sejsmicznych – z 52 na 14 procent w zaledwie trzy lata. W jednym badaniu, u jednej firmy.

Rozbiegówką dla dzisiejszych wyników był raport Deloitte. W edycji 2026, w której udział wzięło ponad 28 000 osób z 27 krajów, w USA zamiar zakupu auta spalinowego zadeklarowało 61 proc., hybrydy 26 proc., a elektryka 7 proc. Najwyższy na świecie wskaźnik popularności prądu należy do Chin i wynosi 20 proc.
Gdy więc CLEPA wchodzi ze swoją ósemką, nie odkrywa Ameryki. Dołącza po prostu do chóru, który podobny repertuar śpiewa już od co najmniej dwóch lat.
Trzy pokrętła ankietera
Skąd zatem rozstrzał sięgający od 52 do 4 proc.? Z konstrukcji badań. Co może zresztą stanowić świetny przykład na to, jak sondażownia może „udowodnić” w zasadzie dowolną tezę, zanim jeszcze ktokolwiek cokolwiek zaznaczy.
Pierwsza zmienna to to, kogo zapytamy. EY do badania wzięło osoby planujące zakup auta w ciągu dwóch lat. CLEPA przepytała wszystkich dorosłych, a więc w próbie znalazły się też osoby bez prawa jazdy, bez samochodu i bez zamiaru kupowania czegokolwiek.
Druga zmienna to to, co wrzucamy do jednego worka. Słynne „ponad połowa” z 2022 r. to EV plus hybrydy plug-in plus zwykłe hybrydy. Po rozdzieleniu – nawet na sztywno – każdy z tych napędów zbierze średnio ok. 20 proc. A taki wynik ciężej sprzedać.
Trzecia zmienna to to, ile odpowiedzi wolno zaznaczyć. A to wbrew pozorom może istotnie wpływać na wybór. W ankiecie CLEPA ankietowani mogli wybrać dwie opcje. Wyniki nie sumują się więc do stu i nie są udziałem w rynku, choć wyglądają dokładnie tak samo.
Wady tej ósemki
Metodologia pozostawia tu wiele do życzenia. Badanie objęło wszystkich dorosłych, a respondenci mogli wskazać dwa napędy, więc dopuszczalne były kombinacje typu spalinowy plus elektryk. Sekretarz generalny CLEPA sam przyznał, że sporą część rejestracji elektryków nabijają floty firmowe, których ankieta wśród obywateli po prostu nie widzi. W takim kontekście nie dziwi więc fakt, że wynik odstaje od podobnych badań z ostatniego czasu.
Do tego dochodzi jeszcze stawka. W grudniu 2025 r. Komisja Europejska zaproponowała zastąpienie zakazu z 2035 r. celem redukcji emisji o 90 proc. Propozycja nadal czeka na uzgodnienia Parlamentu Europejskiego i państw członkowskich. Ankieta CLEPA weszła w sam środek tego sporu. Otwiera ją zdanie o przeglądzie norm CO2 jako okazji do dopuszczenia szerszego zestawu technologii napędowych.
Co ciekawe, 4 proc. dla Polski się broni. Przez osiem miesięcy 2026 r. zarejestrowano u nas 20,9 tys. nowych elektryków, o 2,1 proc. mniej niż rok wcześniej, czyli około 5 proc. rynku. Deklarowane 4 proc. i faktyczne 5 proc. to w praktyce ten sam obrazek.
Z kolei unijna ósemka nie broni się wcale. W tym samym okresie elektryki zebrały 21,7 proc. unijnego rynku, zrównując się z benzyną, przy wzroście rejestracji o 44,9 proc. Osiem procent deklaracji kontra prawie 22 proc. rejestracji to rozjazd, którego nie przykryje żaden komentarz o flotach.

Każdy ma swoją liczbę
Po drugiej stronie barykady cyfry bywają równie wygodne. Jedno z niedawnych badań dowodziło, że 90 proc. polskich właścicieli elektryków wybrałoby je ponownie. Wyniki okrzyknięto „rewolucją w postrzeganiu elektromobilności”, tyle że to badanie na ludziach, którzy auto na prąd już mają, a respondentów zbierały kluby zrzeszające entuzjastów. Książkowe wręcz przekonywanie przekonanych, gdzie odpowiedź była z góry znana.
Z kolei w innym badaniu – tak dla równowagi – inna „spółka doradcza zajmująca się doradztwem w zakresie zarządzania strategicznego” wyliczyła, że do napędu spalinowego chce wrócić 29 proc. właścicieli elektryków. Tyle miała wynosić średnia światowa. Dla Europy ten sam sondaż podaje wynik 19 proc. Każdy znajdzie coś dla siebie.
Wniosek jest mało efektowny, za to trudny do obalenia. Badania deklaratywne nie mierzą tego, czego ludzie faktycznie chcą. Mierzą to, co wolno im było kliknąć w formularzu ułożonym przez kogoś, kto miał w tym interes. I trafiają przypadkiem – w jednym kraju na pięć.
Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.