REKLAMA

300-konne auta to norma. Policzyłem je wszystkie (nie wiem, po co)

Obawiam się, że część osób komentujących tragiczny wypadek w Krakowie ma mylne pojęcie o rynku nowych samochodów. Wersje o mocy 300 KM stały się normą. Nie pytajcie, po co je liczyłem. Chyba chciałem zaspokoić ciekawość.

300-konne auta to norma. Policzyłem je wszystkie (nie wiem, po co)

Po wypadku, do którego doszło w Krakowie w ostatnią sobotę, pojawiło się wiele głosów, że samochód, który w nim uczestniczył, to potwór, którego nie da się normalnie użytkować.

Auto ma być zbyt mocne, niepotrzebnie mocne, bo ma 333 KM. Problem w tym, że obecnie modeli samochodów o mocy co najmniej 300 KM jest znacznie więcej, niż wydaje się większości komentujących.

W przypadku wielu marek wręcz trudno jest znaleźć modele, które nie miałyby wersji znacznie przekraczającej próg 300 KM. Ja naliczyłem około 120 takich modeli, ale nie traktujmy tego jak zamkniętej listy. Po co istnieją? Bo mogą.

Ile mocy powinno mieć auto?

Pojawiają się pytania, po co nam 300-konne samochody. Przecież nie potrzeba aż tylu mechanicznych koni, by sprawnie się przemieszczać. Jest to oczywiście prawda, ale w tej kwestii nic, absolutnie nic, się nie zmieni. Cała motoryzacja opiera się na nieustannym wzroście mocy, nawet jeśli nie towarzyszy mu poprawa osiągów.

Rodzinny chiński SUV, Chery Tiggo 9, który ostatnio reklamował Robert Lewandowski, ma 428 KM. Choć przyznaję, że nie jest to cecha auta, którą marka eksponuje w kampanii reklamowej.

Nikt jednak nie jest wolny od tej pogoni, bo wysokie wartości zbyt dobrze wyglądają w katalogach. Moc pomaga sprzedawać samochody i nie zanosi się tu na żadne zmiany. Jest wręcz przeciwnie: moc, także za sprawą elektryfikacji napędów, staje się coraz bardziej dostępna i powszechna.

Dowodzi tego liczba modeli, które możemy zamówić w wersjach o olbrzymiej mocy. Zacząłem je liczyć i złapałem się za głowę.

Marki w kolejności alfabetycznej

Nie traktujmy tego jako liczby ostatecznej, bo szczegółowe wyliczenie wymagałoby przyjęcia lepszej metodologii, ale około 120 modeli dostępnych obecnie w Polsce można zamówić w wersjach o mocy co najmniej 300 KM. To olbrzymia część wszystkich wśród modeli samochodów osobowych dostępnych obecnie w Polsce. Polecę alfabetycznie.

Alfa Romeo – ma szczupłą gamę, obejmującą cztery modele, ale za to połowę z nich da się zamówić w bardzo mocnych, 520-konnych wersjach.

Alpine – marka sportowa ma trzy modele i, o dziwo, aż dwa są dostępne z mocą niższą niż 300 KM, ale stanowczo żadnego z nich nie można nazwać wolnym samochodem.

Audi – marka ma praktycznie tylko dwa modele, których nie da się kupić w wariancie o mocy co najmniej 300 KM. Mocniejszych aut, zależnie od tego, jak zdefiniujemy pojęcie modelu, możemy naliczyć około 20 – od S3 po prawie 1000-konnego RS e-trona GT.

BMW – tu jest bardzo podobnie, a duża moc nie jest zarezerwowana wyłącznie dla modeli oznaczonych literą M. 300-konne auto znajdziemy nawet w najmniejszym modelu, serii 1, a gigantyczny XM może mieć 748 KM i przyspieszać do setki w 3,8 s.

BYD – chiński potentat oferuje dwa modele elektryczne o mocy 530 KM. W takiej wersji kupimy Seala i Sealiona 7.

Chery – inny olbrzymi chiński koncern ma wspomniane już wyżej, 428-konne Tiggo 9.

Cupra – Ateca, Born, Formentor, Leon i Tavascan – wszystkie te modele można zamówić w mocnych wariantach spełniających nasze kryterium.

Denza – mało znana jeszcze u nas marka ma w teorii trzy wyjątkowo mocne modele: Bao 5, D9 i Z9GT. Jeden z nich może mieć nawet 1156 KM.

DS Automobiles – proponuje w 350-konnych wersjach modele No7 i No8.

Ford – elektryczne modele prawie zawsze oferują nadmiar mocy. Nie inaczej jest tutaj. Mocne wersje Forda znajdziemy w Capri, Explorerze i Mustangu Mach-E. Jest też spalinowy Mustang, którego gama zaczyna się od 446 KM.

Honda – nie rozpieszcza. Ma tylko 329-konnego Civica Type R.

Hyundai – może nas jeszcze zaskoczy mocnym autem spalinowym, ale na razie oferuje wysoką moc w samochodach elektrycznych: Ioniqu 5, Ioniqu 6 – tu nawet 650 KM – oraz Ioniqu 9.

Jaecoo – ma sporo mocnych hybryd typu plug-in, ale tylko jedną ultramocną, czyli 428-konne Jaecoo 8.

Kia – podobnie jak Hyundai zapewnia wysoką moc w autach elektrycznych: EV6 i EV9.

Land Rover – tu wybór jest spory, bo nie brakuje mocnych wersji Defendera, Discovery, Range Rovera, Range Rovera Sport i Range Rovera Velara. Właściwie tylko Evoque się nie łapie.

Leapmotor – czyli Chińczycy ze Stellantis – ma C10 o mocy 598 KM. Pewnie sami nie wiedzą, po co.

Lexus – dość skromnie jak na markę premium. Fani mocy skończą z RX-em lub RZ-em.

Mazda – w popularnym modelu CX-5 takiej mocy nie ma. Należy sięgnąć po wersje plug-in modeli CX-60 i CX-80 o mocy 327 KM.

Mercedes – w niemieckim premium nie jest ubogo. Już klasa A uraczy nas 306 końmi i tak możemy podróżować przez wszystkie segmenty aż do SL-a o mocy 816 KM. Trudno to wszystko zliczyć. Najmniejszy mocarz, czyli Mercedes-AMG A 45 S 4MATIC+, osiąga setkę w 3,9 s.

MG – w tej chińskiej marce też nie jest źle. Ma model Cyberster do imponowania, ale także w niewielkim, elektrycznym MG4 znajdziemy ponad 400 KM. Mocne może być również MGS6 EV.

MINI – słynie ze swoich wersji JCW. Model do jeżdżenia na wieś, czyli Countryman, może mieć co najmniej 300 KM.

Mitsubishi – flagowy SUV tej marki z napędem plug-in przekracza próg 300 KM.

Nissan – honoru marki broni elektryczna Ariya, która zaoferuje nawet ponad 400 KM.

Omoda – bliźniacza marka Jaecoo oferuje popularny model Omoda 9, który ma – uwaga – 537 KM. Nie pytajcie, dlaczego. I tak odpowiem: bo może.

Opel – nie jest całkowicie słaby. Elektryczny Grandland ma 325 KM.

Peugeot – tyle samo mocy co Opel zaoferuje w E-3008 i E-5008.

Porsche – tu chyba nie ma co się rozpisywać, bo to marka stworzona do oferowania dużej mocy. Najmocniejszy Taycan ma 1034 KM z włączoną funkcją Launch Control, a chwilowo może osiągnąć nawet 1108 KM.

Renault – do zestawienia łapie się model Rafale w wersji plug-in o mocy dokładnie 300 KM.

Skoda – mimo istnienia spalinowych wersji RS tak dużą moc znajdziemy w elektrycznych modelach Elroq i Enyaq, a wkrótce zapewne także w Peaqu.

Subaru – taka marka jeszcze istnieje i ma aż trzy modele, które się łapią: E-Outback, Solterra i Uncharted.

Suzuki – wystawia tu Acrossa o mocy 309 KM.

Tesla – Modele 3 i Y mają tak mocne warianty, choć marka woli reklamować się przyspieszeniem, a nie liczbą koni mechanicznych. Schodzące już ze sceny Modele S i X oferowały nawet ponad 1000 KM.

Toyota – nawet C-HR zapewni taką moc, ale jako auto elektryczne, czyli C-HR+. Elektryczne bZ4X również spełnia kryterium, a dołączy do nich także RAV4 w wersji plug-in.

Volkswagen – Golf R, również w wersji Variant, ale nawet GTI potrafi już dostarczyć 325 KM. Wśród aut spalinowych tak mocny jest jeszcze Touareg, a poza tym samochody elektryczne: od niewielkiego ID.3, przez ID.4 i ID.5, aż po ID.7.

Volvo – w marce, która za swój sztandar obrała bezpieczeństwo, aż 10 modeli ma bardzo mocne warianty. Są to elektryczne EC40, ES90, EX30, EX40, EX60 i EX90 oraz V60, V90, XC60 i XC90.

Voyah – ta chińska marka ma trzy mocne modele: Courage, Dream i Free. Zupełnym przypadkiem są to wszystkie trzy modele w jej gamie, każdy z napędem elektrycznym.

Xpeng – ta marka również oferuje auta elektryczne, a modele G6, P7, P7+, G9 i X9 mają mocne warianty.

To nie jest pełen zbiór

Nie wymieniłem tu wszystkich marek obecnych na naszym rynku, choć już niewiele zostało. Nieliczne marki nie mają w ofercie modeli z wersjami na tym poziomie mocy, a ta moc zazwyczaj grubo przekracza 300 KM. Nie zobaczymy tu Dacii czy Fiata, ale są to wyjątki bez tak mocnego modelu. Kilka marek pewnie pominąłem, ale obraz rzeczywistości chyba już mamy.

300-konne samochody nie są niczym niespotykanym w obecnej ofercie nowych samochodów osobowych. Wręcz dziwnie jest ich nie mieć, choć oczywiście nie są to najczęściej wybierane warianty napędowe (chyba że są jedyne).

Absurdalnie zbędną moc znajdziemy we wszystkich segmentach. To już nie jest żaden rarytas, a czasami nawet nie trzeba do niej dużo dopłacać.

Grzegorz Karczmarz
Redaktor

Redaktor prowadzący Autoblog.pl. Współtworzy dział Porady, choć stanowczo woli dział Jednoślady, gdzie testuje wszystko, co ma dwa lub trzy koła. Najchętniej jeździłby na co dzień Piaggio Ape, bo uważa, że koła z doczepionym dachem to wystarczający środek transportu. W połowie życia postanowił zostać dziennikarzem motoryzacyjnym i mu się udało. Pracował i wciąż współpracuje z DEKRA, a gdy nie ma go na Autoblogu, to jeździ po Polsce przeprowadzając audyty.