REKLAMA

Z daleka to zwykłe rondo. Bliskość sprawi, że pojedziesz prosto

Świat byłby nudny, jeżeli wszystkie skrzyżowania byłyby oczywiste. A tak, nawet komuś doświadczonemu może powinąć się noga i przypadek może posłużyć jako sytuacyjny materiał dydaktyczny.

Z daleka to zwykłe rondo. Bliskość sprawi, że pojedziesz prosto
REKLAMA

Ronda, lub bardziej poprawnie politycznie, skrzyżowania o ruchu okrężnym, to nad Wisłą temat problematyczny sam w sobie. Niemniej, tym razem nie będziemy debatować nad zasadnością używania lewego kierunkowskazu czy zajmowaniem wewnętrznego pasa. Pochylimy się nad pewnym rondem, gdzie kierowcom zdarza się… pojechać środkiem. Literalnie. I to nie w wyniku bezczelności czy lenistwa, a zwykłego gapiostwa. Rondo na warszawskim placu Politechniki kłania się nisko.

Zrzut ekranu z Google Street View.
Nic tutaj się nie wydarzyło, proszę się rozejść i iść do domu.
REKLAMA

Technicznie jest to najzwyklejsze na planecie skrzyżowanie o ruchu okrężnym

Na papierze nie ma tutaj niczego, co mogłoby wzbudzać jakikolwiek niepokój. Jest kilka dróg dojazdowych, niektóre z nich są jednokierunkowe, ale wszystko jest zgrabnie oznakowane. Wyspę okrąża zaledwie jeden pas, nie ma tu ruchu turbinowego, nic się nie dzieje.

Wzdłuż ulicy Nowowiejskiej przebiega linia tramwajowa, która przecina plac Politechniki. W tym wszakże również nie ma nic nadzwyczajnego, ponieważ tramwaj przecinający rondo również jest zagadnieniem raczej dobrze opracowanym. Gdzie jest haczyk?

Torowisko nie jest wydzielone, a ich odcinek przecinający wyspę wygląda jak droga dla samochodów

No i mamy to. Wjeżdżając na skrzyżowanie ulicą Nowowiejską od strony ulicy Waryńskiego, czyli magnetycznie od wschodniej strony, mamy zza kierownicy widok, który w zbyt dużym pośpiechu może wprowadzić w karygodny błąd.

Miejsce wygląda bowiem tak, jakby można było tam bez żenady wjechać samochodem. Nie jest to oczywiście możliwe, ponieważ według oznakowania jest to skrzyżowanie o ruchu okrężnym, ale jeżeli ktoś nie jest oblatany w dużym mieście, może się tutaj kopnąć w głowę.

Zrzut ekranu z Google Street View.
Można się pomylić. Ktoś z tej okazji ustawił nawet znak nakazu skrętu w prawo na wysokości wyspy - tradycyjnie, ze względu na organizację ruchu, nie ma takiej potrzeby.
Zrzut ekranu z Google Street View.
Kiedyś wspomnianego powyżej znaku nie było, ale widocznie po serii katastrof w ruchu lądowym trzeba było go ustawić.

Widziałem przynajmniej kilka razy kierowców, którzy się zapomnieli i musieli wartko cofać

Bywam w tym miejscu dosyć regularnie i owszem, nie jest w żadnym wypadku tak, że kierowcy popełniają tutaj błędy lawinowo. Zauważyłem jednak kilka przypadków, gdzie ktoś omyłkowo wjechał na środek, po czym szybciutko wrzucał wsteczny i gasił wzniecony przez siebie samego pożar.

Często zabieram tutaj kursantów i skuteczność błędów jest niemal stuprocentowa

Nie byłbym oczywiście sobą, gdybym w ramach pracy instruktora nauki jazdy nie zabierał tutaj ludzi, aby zrobić im test na spostrzegawczość. Niestety, większość z nich testu nie zalicza i muszę ich w ostatniej łapać za kudły, aby nie wjechali na środek wyspy.

Najbardziej spektakularny był przypadek, kiedy kursant zwietrzył podstęp jeszcze przed wjechaniem na torowisko, ale w panice… skręcił w lewo. Przypominam, że rzecz działa się na skrzyżowaniu o ruchu okrężnym. Już chyba byłoby lepiej, jakby jednak pojechał prosto.

REKLAMA

Miejsce jest dobrze oznakowane - jest po prostu na pierwszy rzut oka niejednoznaczne

Nie mogę nikomu zarzucić, że skrzyżowanie jest źle opisane. Wręcz przeciwnie - oznakowane jest na tyle dobrze, na ile jest to możliwe. Są znaki pionowe, są znaki poziome, czyli teoretycznie jest wszystko, co przewidują ustawy i rozporządzenia.

Nie da się jednak ukryć, że jest w tej infrastrukturze coś, przez co na pewno jeszcze nie jedna i nie dwie osoby dadzą się złapać na wędkę.

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-04-11T17:13:41+02:00
Aktualizacja: 2026-04-11T09:04:00+02:00
Aktualizacja: 2026-04-11T08:05:00+02:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA