Widziałem nowy niemiecki hit. Na zegary z Golfa 4 leciały mi łzy
Wybrałem się na polską premierę Volkswagena ID. Tiguana, żeby samemu ocenić, czy ten samochód ma szansę na sukces w niesamowicie wymagającym segmencie. Chyba robię się sentymentalny, bo nostalgiczne odniesienia rozczuliły moje serce.

Volkswagen ID. Tiguan to nowe rozdanie w niemieckiej marce. Porzuca nikomu niemówiące nazwy liczbowe na rzecz dobrze znanych melodii. Tiguana zna każdy i od razu potrafi go zaklasyfikować do odpowiedniego segmentu. Nie można było tego powiedzieć o obco brzmiących Volkswagen ID.4 czy ID.5, które ustępują, żeby zrobić przestrzeń dla nowego dzieła z niemieckiej stajni.

Jedna uwaga techniczna - Tiguan i ID. Tiguan to nie są pojęcia tożsame. A teraz jedziemy.
Długość ID. Tiguana to 4618 mm, szerokość 1855 mm, wysokość 1619 mm, a rozstaw osi to bardzo przyjemne 2765 mm.

Volkswagen ID. Tiguan robi robotę stylistyką. Jest kanciasty, ma wyraźnie zaznaczone nadkola, listwa LED i logo producenta tworzą świetlny spektakl. Cały pas przedni jest dobrze narysowany i niesie w sobie ładunek emocji. Nawet w trudnym oświetleniu auto wygląda naprawdę dobrze. Styliści odrobili wszelkie lekcje.

Na pewno zauważycie coś dziwnego i wbrew trendowi. Tak, niemiecki producent zdecydował się na klasyczne rozwiązania, nie ma tu żadnych fikuśnych motylków czy innych ukrytych pstryczków. To też element tego, o czym mówili przedstawiciele marki - elektryczne Volkswageny kierują się w stronę klasycznych samochodów. W myśl zasady, że jak coś działa, to tego nie naprawiaj. Trudno tego nie szanować. I co najlepsze - ta myśl przewodnia pojawia się również w innych elementach auta.

Jestem zakochany we wnętrzu Volkswagena ID. Tiguana
Wskakujemy do wnętrza, które mnie kupiło. To prawdopodobnie najlepiej wyglądający środek Volkswagena od dawna. Od razu w oczy rzuca się kierownica z dwoma ogromnymi połaciami przycisków. I to mnie kupiło, nie jestem fanem dotykowym paneli.
Fizycznych przycisków jest zresztą więcej. Volkswagen poszedł za głosem swoich klientów, którzy narzekali na coraz trudniejszą obsługę. I tak wróciliśmy do początku, czyli przycisków, które można wcisnąć.

Niektórzy mówią, że to kalkulatory, ale to złośliwość. Taki sposób obsługi jest bardzo wygodny, intuicyjny i nie trzeba się zastanawiać, jak włączyć poszczególne funkcje. Za kierownicą znajduje się pokrętło wybieraka kierunku jazdy, po drugiej stronie jest dźwignia kierunkowskazów i w zasadzie to tyle. Prosto, czytelnie i na maksa pod kierowcę.

Centralny ekran ma przekątną 15 cali, jest świetnej jakości, treści są ostre jak brzytwa, a do tego bardzo dobrze reaguje na ruchy dłonią. Wyświetlacz kierowcy ma przekątną 10 cali, a jeżeli bardzo chcecie, to możecie zamówić ekran pasażera o przekątnej 12 cali. Jeżdżę już trzeci tydzień samochodami wyposażonymi w takie rozwiązanie i nadal nie widzę sensu, ale może okaże się to waszą nową miłością.

KOCHAM TEN RETRO KLIMAT. Nie zamierzam przepraszać za capslocka, bo to coś wspaniałego. Grafika udaje tą z Golfa IV, ma nawet mały centralny wyświetlacz. Nie da się jej nie kochać. Gdybym miał kupić to auto, to jeździłbym tylko w takim widoku. Coś wspaniałego, mieliśmy wszystko jako cywilizacja i daliśmy sobie wmówić, że bezduszne grafiki są lepsze od tego, co wyświetla się na zegarach ID. Tiguana. Nie są. To peak designu.

Ekran środkowy również może mieć klimat dawnych lat. Jest miejsce na udawane radio kasetowe, wybór samochodów, które mają się wyświetlać: Pierwszy Golf, Golf Country, pierwszy Tiguan, Touareg z Dakaru czy poczciwy Garbus lub wspomniany wcześniej Golf IV.
Jedyny minus? Gałki od głośności wyświetlane na ekranie nie kręcą się. Nie można mieć wszystkiego. Na konsoli znajdziecie dwie ładowarki indukcyjne ze złączem magnetycznym. Wspaniałość.

Miejsca na tylnej kanapie jest w opór, można się tam ganiać. Jakość wykonania wnętrza stoi na wysokim poziomie. Nie mam żadnych uwag do użytych materiałów. Czuć premium.

Bagażnik ma pojemność 534 l, z przodu jest 32-litrowy frunk na kable.

Co pod maską?
Bazowy ID. Tiguan ma baterię LFP o pojemności 58 kWh, jeden silnik elektryczny o mocy 190 KM i napęd na tylne koła. Do setki rozpędza się w 8,5 s, maksymalna prędkość to 160 km/h, a zasięg wynosi 455 km na jednym ładowaniu. Ta wersja kosztuje od 163 900 zł za odmianę Trend.

Kolejną odmianą jest wersja z baterią 77 kWh, silnikiem elektrycznym o mocy 286 KM, napędem na tył. Setkę zobaczycie po 6,6 s, prędkość maksymalna to 180 km/h, a zasięg to piękne 605 km. Tutaj musicie wyskoczyć z co najmniej 199 690 zł.

Na szczycie gamy uplasował się wariant ID. Tiguan 4MOTION. Ma dwa silniki, moc 299 KM, a do setki rozpędza się w 6,3 s. Zasięg to 564 km. Cena? Od 214 690 zł. Po szczegóły zapraszam do tego tekstu:
Czekam na jazdy próbne, ale ID. Tiguan to coś, czego brakowało
Ma dobrą nazwę, umiejętnie gra na nostalgii, zasięg i osiągi są satysfakcjonujące. Łatwo nie będzie, bo konkurencja jest potężna, ale trzymam kciuki za Volkswagena. Ktoś musi walczyć z chińską inwazją.

Dziennikarz Autoblog.pl. Poprzednio pisał dla serwisu Bezprawnik.pl, dla którego stworzył ponad 200 tekstów. Od 10 lat zajmuje się również kontrolą jednostek samorządowych, ale od zawsze jego marzeniem było pisać na tematy motoryzacyjne. Do redakcji dołączył w październiku 2020 r. Specjalizuje się w zdjęciach szpiegowskich, wizualizacjach, modelach marki BMW oraz zmianach w prawie, które bezpośrednio wpływają na motoryzacyjny świat. Obudzony w nocy potrafi wymienić zalety poszczególnych silników niemieckiej marki. Potrafi wydobyć z czeluści internetu informację na dowolny temat. Jeździ ostatnim klasycznym BMW, ale nocami marzy o BMW X6.