Tramwaj ma pierwszeństwo. Ale nie ma prawa blokować ruchu
Jedną z bardziej irytujących rzeczy w ruchu drogowym jest, kiedy ktoś bez sensu wjedzie na skrzyżowanie widząc, że nie będzie mógł później z niego zjechać. A wiecie, że motorniczych tramwajów ta zasada również dotyczy?

Do czego zmierzam? Do tego, że w tej materii są równi i równiejsi - w sensie takim, że jednych smaży się na stosie, a na drugich nie zwraca większej uwagi. Motorniczy tramwaju nie jest tutaj ważniejszy od innych i kiedy droga jest zablokowana, to jest zablokowana dla wszystkich, a nie tylko wybranych.
Rzeczywistość jest taka, że wielu motorniczych kompletnie nie baczy na to, czy będzie mogła zjechać ze skrzyżowania
Patrząc na sprawę przez pryzmat samego skutku, nie jest istotne, co wywołało efekt domina i co było jajkiem - jeżeli skrzyżowania nie można bezpiecznie opuścić, nie powinno się na nie wjeżdżać. Czasami jest to po prostu korek, czasami rezultat błędu innego uczestnika ruchu, a czasami po prostu zbieg okoliczności, ale pointa zawsze będzie taka sama.
Obserwuję tymczasem, że jeżeli taki problem dotyczy przejazdu tramwajowego, tak że pojazdem szynowym nie da się pokonać całej długości skrzyżowania, prowadzący niespecjalnie się tym przejmuje. Wjeżdża na przejazd, staje w poprzek skrzyżowania i cyk. Cykl świateł się zmienia, tramwaj zostaje i mamy problem.
Zdarza się często, że pierwszą kostką domina jest samochód na torach, ale jedno drugiego nie może wykluczać
Mówiąc w uproszczeniu, nie można jednego błędu usprawiedliwiać drugim, bo brzmi to jak infantylna argumentacja w stylu “a bo u Was [wiadomo co, ale nie mogę tego napisać]”. Problem, zamiast zniknąć, tylko eskaluje. Kierowców zawsze edukuje się w taki sposób, aby nie wjeżdżali na skrzyżowanie, jeżeli nie mogą z niego zjechać - obojętnie, jaka jest przyczyna. To, czy wszyscy się do tego stosują, to już inna sprawa.
Jeżeli natomiast ktoś zawiaduje pojazdem o takiej długości i o ograniczonej manewrowości, powinien przewidzieć prosty ciąg przczynowo-skutkowy, że jeżeli na środku przejazdu stoi samochód, to dojeżdżanie na grubość żyletki pod jego drzwi nie spowoduje, że ten nagle zniknie. I nie chodzi o to, kto ma rację - chodzi o to, co będzie dalej.
Samochód zjeżdża, światła się zmieniają, na pasy wchodzą piesi, a tramwaj zostaje
Pół biedy, jeżeli tramwaj zdąży opuścić skrzyżowanie, zanim wkroczą na nie inni uczestnicy ruchu. Niestety, często jest tak, że po przełączeniu się świateł tramwaj zostaje na środku przejazdu, majestatycznie zajmując całą szerokość skrzyżowania.
Dalszy ciąg zdarzeń wygląda tak, że na skrzyżowanie wjeżdżają kolejne samochody, które oczywiście również nie mają możliwości dalszej jazdy, zatem ich kierowcy popełniają dokładnie ten sam błąd, co przedtem motorniczy. Rozładowanie takiego zatoru zajmuje czasami nawet kilkanaście minut. I nie, ponownie nie chodzi tutaj o przerzucanie odpowiedzialności z jednych na drugich - każdy, kto bezmyślnie wjeżdża na skrzyżowanie, powinien spłonąć na stosie.
To, że ktoś ma pierwszeństwo, nie oznacza, że powinien je egzekwować za wszelką cenę
"Ja mam pierwszeństwo" to najczęściej podnoszony argument w tej sytuacji. Kiedy kiedyś, dawno temu poruszyłem ten temat na jakimś forum związanym z komunikacją miejską, zostałem natychmiast rozwalcowany, bo to przecież kierowcy samochodów powodują takie sytuacje. Czyli nikt nie zrozumiał istotny problemu, jakim jest usprawiedliwianie własnego błędu tym popełnionym przez kogoś innego.
Fakty są natomiast takie, że tak jak samochód nie powinien blokować przejazdu tramwajowi, tak i tramwaj nie powinien blokować przejazdu samochodom. A już odrębną kwestią jest to, że nie każdą sytuację da się przewidzieć i niejednokrotnie takie utrudniające ruch auto stoi tam dłuższy czas, kiedy tramwaju jeszcze nawet nie było widać.
Współpracujmy ze sobą i nie bądźmy dla siebie dziadami.
Dziennikarz, fotograf, podróżnik i graciarz. Od 2019 roku redaktor Magazynu Classicauto, występował również gościnnie w Plejady Subaru. Etatowo od 2015 roku instruktor nauki jazdy, od 2018 roku w warszawskiej szkole GazeLka, gdzie uczy młodych ludzi graciarstwa od podstaw. Pomiędzy wierszami biega z aparatem po obskurnej i zapadłej Polsce, publikując swe zdjęcia na instagramowym profilu Polska w ruinie. Czasami zabawia towarzystwo organizacją imprez nawigacyjno-turystycznych pod szyldem Stary Pojazd i Może. Jeździ na co dzień tym, co akurat rano odpali.