REKLAMA

To jeden z wielu prototypów Jelcza z lat 90. Wyglądał obiecująco, ale nic z tego nie wyszło

Stare Jelcze są już właściwie na wyginięciu, jeżeli chodzi o służbę w komunikacji miejskiej, ale ich wygląd większość doskonale kojarzy. W latach 90. i 2000. w Legnicy kursowało natomiast coś, co zbudowano w zaledwie jednym egzemplarzu.

To jeden z wielu prototypów Jelcza z lat 90. Wyglądał obiecująco, ale nic z tego nie wyszło

Była to jedna z modernizacji niskowejściowego Jelcza 120M, kiedy powoli odkrywano i oswajano już technologię pojazdów niskopodłogowych. Pojazd wyprodukowano w 1996 roku w zaledwie jednym egzemplarzu, który od początku do końca swojego życia kursował w barwach legnickiego MPK. Chociaż mechanicznie był to nadal stary i poczciwy Jelcz, to z twarzy był jakiś taki podobny do nikogo.

Autorem otwierającego zdjęcia jest Ryszard Polit, a zrobione zostało ono w 2001 roku.

Model stanowił preludium do późniejszych konstrukcji niskopodłogowych, oznaczonych już liczbą 121

W przeciwieństwie do opisywanego TUTAJ starszego prototypu Jelcza 120M, ten egzemplarz miał już znacznie więcej cech wspólnych z późniejszym modelem M121. To, co z rzeczy istotnych uległo modernizacji, to chociażby inna konstrukcja szkieletu nadwozia, m.in. wpływająca na większą sztywność całego autobusu. Tytułem przypomnienia, wiotka konstrukcja była jedną z większych ułomności licencyjnego Berlieta i jego późniejszych wersji pochodnych.

Inna kratownica oznaczała też inny wygląd. Pojazd miał niżej poprowadzoną linię bocznych okien - bardzo podobnie, jak we wczesnych M121, jeszcze bez charakterystycznego schodka w połowie długości. Ponadto, chociaż to raczej kwestia praktyczna, a nie wizualna, wewnątrz zredukowano liczbę podestów, uzyskując znacznie łatwiejszy dostęp do siedzeń.

Największa różnica w stosunku do starszego 120M i późniejszego M121 polega na wzornictwie

Chociaż 120M z 1996 roku wyglądał w gruncie rzeczy podobnie do zbudowanego dwa lata wcześniej 120M, to jednak ściana przednia wspólną z nim miała właściwie wyłącznie szybę od modelu turystycznego. Cały front, mimo że podobny, poskładany był z innych części, łącznie ze zderzakiem pochodzącym z wersji ze starą stylistyką przodu. Tył prezentował się właściwie tak samo, jak w niskopodłogowych modelach M121.

Na JEDNYCH zdjęciach widać, że autobus raz ma komplet nowych drzwi wejściowych, a na INNYCH nowe ma tylko te przednie. Kilka lat po rozpoczęciu eksploatacji w służbie narodu środkowe i tylne wymieniono na stare, bo tak i już.

Nic szczególnego nie wiąże się zaś z napędem, który niezmiennie opiera się na silniki z Mielca i manualnej skrzyni biegów z Tczewa. Jelcz co prawda w tamtym czasie współpracował już zarówno z MAN-em, jak i Mercedesem, jednak ten egzemplarz wyposażono jeszcze w krajowy napęd.

Autobus przez całe swoje krótkie życie kursował w barwach MPK Legnica

Produkcji seryjnej tej wersji nigdy nie podjęto, tak że ostatecznie wyprodukowano zaledwie jeden egzemplarz o takim wyglądzie. Służbę w Legnicy rozpoczął w tym samym roku, w którym został wyprodukowany, czyli w roku pańskim 1996. Jego służba była niestety jeszcze krótsza, niż jego starszego braciszka, bo trwała zaledwie 10 lat.

W 2006 roku podjęto decyzję o wycofaniu Jelcza z eksploatacji, ze względu na daleko posuniętą korozję kratownicy. Autobus przez kilka miesięcy podpierał płot na terenie zajezdni, po czym został pocięty palnikiem i zezłomowany. Nie zdecydowano się na jego naprawę i pozostawienie w charakterze obiektu muzealnego.

Dzisiaj pozostały jedynie zdjęcia

Niestety, prototypowy Jelcz 120M z 1996 roku podzielił los większości jemu podobnych konstrukcji, czyli kiedy stał się już mocno zużyty, skończył po prostu swój żywot. Z ekonomicznej strony, rozumiem - jego właściciel miał większe problemy do pokrycia, niż naprawa przestarzałego już wozu, dodatkowo zbudowanego w zaledwie jednym egzemplarzu.

Z emocjonalnej strony, bardzo szkoda - bo zawsze był to jakiś pomnik polskiej motoryzacji i jej prób nadążenia za Zachodem.

Michal Reicher
Redaktor

Dziennikarz, fotograf, podróżnik i graciarz. Od 2019 roku redaktor Magazynu Classicauto, występował również gościnnie w Plejady Subaru. Etatowo od 2015 roku instruktor nauki jazdy, od 2018 roku w warszawskiej szkole GazeLka, gdzie uczy młodych ludzi graciarstwa od podstaw. Pomiędzy wierszami biega z aparatem po obskurnej i zapadłej Polsce, publikując swe zdjęcia na instagramowym profilu Polska w ruinie. Czasami zabawia towarzystwo organizacją imprez nawigacyjno-turystycznych pod szyldem Stary Pojazd i Może. Jeździ na co dzień tym, co akurat rano odpali.