Subaru ma trzy nowe modele. Porównałem ich ceny z Toyotą
Subaru wprowadziło niedawno na polski rynek trzy nowe modele, ale nadal nie nauczyło się podawać cen w złotówkach. Wziąłem więc do ręki kalkulator i zagłębiłem się w cenniki.

Po latach zastoju Subaru wreszcie przeszło do modelowej ofensywy – choć może nie do końca takiej, jakiej fani marki by sobie życzyli. Delikatnie mówiąc.
Japoński producent w ciągu najbliższych trzech lat planuje bowiem przedstawić aż siedem nowych modeli, ale… wszystkie będą elektryczne. Zapomnijcie więc o charakterystycznym warkocie boksera, przynajmniej na razie.
Trzy nowości już czekają w salonach
Spośród tych siedmiu zapowiedzianych aut, trzy są już dostępne w sprzedaży. Mowa o modelach Solterra, Uncharted oraz E-Outback, które zostały opracowane w porozumieniu z Toyotą.
Sprawdziłem, ile trzeba zapłacić za wspomniane nowości Subaru i jak ich ceny wypadają na tle bliźniaczych modeli Toyoty.
Na rozgrzewkę stary znajomy
Czyli Subaru Solterra, które jako jedyne z opisywanej trójki jest autem po gruntownej modernizacji, a nie całkowicie nową konstrukcją. Pierwotnie ten model zadebiutował w 2021 roku, a w zeszłym roku przeszedł duży lifting.

Solterra występuje tylko w jednej wersji silnikowej o łącznej mocy 343 KM, napędzie AWD i baterii 73,1 kWh. I to od razu pokazuje nam jedną z głównych różnic względem Toyoty bZ4X, która jest oferowana także w słabszych, przednionapędowych odmianach.
Do wyboru są trzy poziomy wyposażenia – Active, Platinum i Platinum Plus. Bazowa specyfikacja zawiera m.in. 18-calowe felgi aluminiowe, tapicerkę ze skóry syntetycznej, elektryczną regulację foteli przednich w 8 kierunkach i system audio z 6 głośnikami.
Wariant Platinum dodaje m.in. 20-calowe alufelgi, wentylowane fotele i nagłośnienie Harman/Kardon z 11 głośnikami, a Platinum Plus oferuje m.in. naturalną skórę na siedzeniach i panoramiczny dach.
Taka Solterra w podstawie kosztuje 46 500 euro (po naszemu 197 160 zł), w środkowej odmianie 50 000 euro (czyli 212 000 zł), a w topowej 52 000 euro (u nas 220 480 zł).
Jest więc pozornie dużo droższa od siostrzanej Toyoty, która startuje od 165 900 zł. No ale właśnie, jak wspominałem, bZ4X jest dostępne także ze słabszymi silnikami. Jeśli porównamy ceny wariantów AWD, to okaże się, że oba auta kosztują podobnie.
Toyota bZ4X w wersji Style (zbliżona do Active w Subaru) została wyceniona na 194 900 zł, natomiast bogatsza Executive (odpowiadająca z grubsza Platinum) na 211 900 zł. Różnice w cenach (oraz wyposażeniu) nie są zatem duże w porównaniu z Solterrą.
Kolejny model ma świetną nazwę
Subaru Uncharted – no przyznajcie, że kapitalnie to brzmi. Na pewno lepiej niż Toyota C-HR+, której jest odpowiednikiem. W przeciwieństwie do Solterry, tutaj już gama silnikowa rodzeństwa się pokrywa i obejmuje trzy warianty – przednionapędowe 167 KM z baterią 58 kWh i 224 KM z baterią 77 kWh oraz czteronapędowe 343 KM z baterią 77 kWh.

Subaru oferuje za to więcej wersji (cztery wobec dwóch). Podstawowa Trend (167 KM i 58 kWh) ma m.in. 18-calowe obręcze kół, kamerę cofania, skórzaną kierownicę, materiałową tapicerkę, ręcznie regulowane fotele przednie z funkcją podgrzewania oraz 6 głośników.
Wyższa Active (224 KM i 77 kWh) wprowadza m.in. cyfrowe lusterko wsteczne, kamery 360, audio Harman/Kardon, podgrzewana kierownicę, skórzaną tapicerkę (syntetyczną), elektrycznie regulowane fotele, podgrzewane siedzenia z tyłu i elektrycznie sterowaną klapę bagażnika.
Dwie najbogatsze odmiany występują już tylko z napędem AWD (343 KM i 77 kWh). Platinum uzupełnia konfigurację o m.in. 20-calowe felgi, a Platinum Plus o dach panoramiczny.
Za bazowe Subaru Uncharted trzeba zapłacić 37 000 euro (156 880 zł), czyli nieco taniej od C-HR+ w najsłabszej konfiguracji (159 900 zł). Przy mocniejszym wariancie przednionapędowym różnica maleje, ale nadal jest na korzyść Subaru – 42 000 euro (178 080 zł) wobec 179 900 zł w Toyocie.
Wersja Platinum z napędem AWD kosztuje 48 000 euro (203 520 zł), a zbliżony wariant u Toyoty 207 900 zł. Topowa odmiana Subaru została natomiast wyceniona na 49 000 euro (207 760 zł), co oznacza, że w cenie C-HR+ dostaniemy „gratis” szklany dach, za który u Toyoty trzeba jeszcze 6000 zł dopłacić.
Na deser wariant rodzinny
Czyli E-Outback, w salonach Toyoty znany jako bZ4X Touring. W tym przypadku, podobnie jak w modelu Solterra, Subaru postawiło wyłącznie na najmocniejszą odmianę AWD (moc 381 KM, akumulator 74,7 kWh). Toyotę z kolei można też kupić w tańszej, przednionapędowej wersji.

Bazowa odmiana Active zapewnia w standardzie m.in. aluminiowe felgi o średnicy 18 cali, przednie fotele z elektryczną regulacją i tapicerką z syntetycznej skóry oraz 6 głośników.
Środkowy wariant Comfort uzupełnia tę listę o m.in. nagłośnienie Harman/Kardon, wentylację przednich siedzeń i pamięć ustawień fotela kierowcy. W najbogatszej wersji Platinum dochodzą do tego m.in. 20-calowe felgi, naturalna skóra na fotelach i dach panoramiczny.
Cenowo E-Outback wypada następująco. Za Active zapłacimy 54 000 euro (228 960 zł), za Comfort 56 000 euro (237 440 zł), a za Platinum 59 000 euro (250 160 zł).
Tym razem to Toyota jest górą – z napędem AWD kosztuje od 216 900 zł za wersję Style oraz od 241 900 zł za Executive. Ale trzeba zauważyć, że Style jest trochę skromniejsze od Active w Subaru, a Executive także ma braki względem Platinum.

Przyznaję, że sam się trochę zmęczyłem, brnąc przez te meandry ofert elektrycznych Subaru i Toyot, a tu jeszcze jakieś wnioski by się przydały.
Można uogólnić, że co do zasady Subaru za porównywalną cenę ma bogatsze wyposażenie niż Toyota. Więc jeśli ktoś faktycznie będzie miał dylemat między elektrykami tych dwóch marek, powinien usiąść z lupą nad cennikami i wszystko dogłębnie porównać.
No i pozostaje jeszcze kwestia stylistyki. Według mnie Subaru wyglądają trochę lepiej niż odpowiadające im Toyoty, ale to rzecz jasna kwestia gustu. No i Uncharted czy Solterra brzmią bardziej kusząco niż C-HR+ czy bZ4X.
Z motoryzacją związany od dziecka - rodzinna legenda głosi, że jego pierwsze pełne zdanie wypowiedziane w języku polskim dotyczyło Fiata Tipo. W 2018 roku rozpoczął współpracę z redakcją tygodnika Motor, a przez kilka ostatnich lat pisał dla Wyboru Kierowców. Specjalizuje się w prezentowaniu i testowaniu motoryzacyjnych nowości, ale graciarstwo też nie jest mu obce. W swoim garażu trzyma między innymi Mercedesa W115, dwa Maluchy i Mustanga. W wolnym czasie przeważnie serwisuje swoje wozy albo jeździ nimi na zloty i rajdy, a czasami zdarza mu się nawet samemu zorganizować jakąś imprezę dla zabytków.